Pan Tadeusz – Księga VII – Rada

Pierwszy głos zabrał Bartek, który często bywał w Prusiech i Wielkopolsce. Widział on popłoch wśród Niemców po przegranej bitwie pod Jeną. Był właśnie wtedy w Poznaniu gdy przyszedł rozkaz od Bonapartego, żeby wzniecić powstanie. Wygonili wtedy wszystkich Prusaków. Można by zrobić tak i teraz z Moskalami, skoro chcą wojować z Napoleonem. Zakończył swoją mowę pytając Macieja co o tym myśli. Ten milczał długo a potem zapytał się skąd są wieści o Francuzach, ilu ich jest, kto nimi dowodzi, czy wojna z Moskwą już zaczęta i którędy będą maszerować? Nikt nie umiał odpowiedzieć na te pytania, a Bartek poradził żeby poczekać na Bernardyna, on bowiem przyniósł wieści, a tymczasem szpiegów wysłać na granicę. Oburzył się na to Maciej zwany Kropicielem od maczugi, którą ze sobą nosił. Krzyczał on, że na nic im całe szpiegowanie i gadanie. Należy nie czekając na nic Moskali kropić. Za nim wykrzyczała to również zebrana szlachta. Ale Bartek, którego zwali też Prusakiem, przekrzyczał ich. Tu należy się zorganizować, wprowadzić jakiś porządek, światu powiedzieć o tym, kto inaczej będzie wiedział z kim wojować i dlaczego.  Należałoby zawiązać konfederację, obrać jej marszałka, tak jak to było w Wielkopolsce. Rozmowa zaczęła

przeradzać się w kłótnię. Dobrzyńscy stwierdzili, że skoro potrzeba marszałka to oni już mają Macieja a laską będzie jego Rózeczka. Szlachta, która przybyła z innych zaścianków, domagała się głosowania i równości i krzyczała „Nie pozwalam”. Hałas trwał już dobry kwadrans gdy nad zebranych wysunął się błyszczący Scyzoryk, którego wszyscy zaraz poznali i zaczęli wiwatować na cześć Gerwazego. Ten wyszedł na środek i przemówił. Nie ich zadaniem jest wojować z wielkimi. Od tego jest car, cesarz i królowie. Oni powinni zająć się małymi. Sam Bernardyn mówił, wszyscy to słyszeli, że zanim przyjmą Napoleona muszą wymieść śmiecie. A kto jest śmieciem największym w powiecie? Kto pozbawił majątku największego pana? Wszyscy odpowiedzieli krzykiem „Soplica”, a zaraz potem „hajże na Soplicę”. Nie dał się tylko ponieść uniesieniu Bartek Prusak, oraz Jankiel. Pierwszy bronił Sędziego, mówiąc że jest on najgorliwszym patriotą i Polakiem, nigdy nikomu krzywdy nie dał zrobić i on nie da go skrzywdzić. Jankiel zaś chciał załagodzić sprawę, mówiąc że Francuzi są jeszcze daleko i jak ruszą to chyba na wiosnę. Zapraszał do siebie, jego Siora bowiem powiła małego Jankielka. Wielu spodobało się to co mówił Żyd i już zacierali ręce na myśl o zabawie, ale Gerwazy nie pozwolił na to. Wymierzył swój Scyzoryk w Jankiela i kazał mu iść precz, co ten skwapliwie uczynił. Sam zaczął wymieniać dobrodziejstwa jakiego wszyscy Dobrzyńscy zaznali od Stolnika, a gdy go nie stało i jego ziemie zagarnął Sędzia nie otrzymali od niego nic a nic. Podchwycili te słowa zaraz najwięksi krzykacze, wyrzekając Sędziemu różne krzywdy, które według nich im uczynił. Klucznik nadal nie przestawał agitować, wspominając dawne zajazdy, z których szlachta zawsze wychodziła z zyskiem. Gerwazy osiągnął swój cel. Szlachta już teraz zdecydowana była iść z nim przeciw Sędziemu. Każdy chował do niego jakąś drobną urazę, to zatarg o granicę, to wejście w szkodę, a wielu czyniło to po prostu z zawiści. Uciszyło się dopiero wtedy gdy Maciek, dotąd siedzący cicho wstał i wyszedł na środek izby. Nazwał ich głupcami, mówiąc że gdy o dobro kraju chodziło nie mogli dojść do zgody, ale gdy tylko o prywatnych sprawach zaczęto mówić zaraz zgoda wśród nich powstała. Kazał im iść precz i nie pokazywać mu się na oczy. W tym momencie na majdan wjechał Hrabia i nikt już nie słuchał starego Maćka. Wszyscy zaczęli wiwatować na cześć przybyłego i wykrzykiwać „hajże na Soplicę”. Chwilę po tym, po rozprawieniu się z opornymi z których niejeden został cięty w rękę, brzuch lub ucho, oddział ruszył w stronę Soplicowa.

[metaslider id=1923]

KONIEC KSIĘGI VII

<<Pan Tadeusz – Księga VI – Zaścianek | Pan Tadeusz – Księga VIII – Zajazd>>

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *