Broń w średniowieczu – przykłady jej użycia

Jedną z pierwszych informacji o używaniu miecza znajdujemy w Kronice Długosza pod rokiem 979. Jednak dostojnicy i rycerze nie używają go do walki. Kronikarz opisuje zwyczaj, który to nakazywał im, gdy w niedzielę wkraczali do kościołów i świątyń, mieć przypasany rycerski miecz u pasa. Gdy natomiast kapłan śpiewał Ewangelię według św. Mateusza, Jana, Łukasza lub Marka, wszyscy natychmiast wyjmowali do połowy miecze z pochwy, a chowali je gdy scholarze odpowiadali „Chwała Ci Panie„. Zwyczaj ten miał okazać, że będą nieustraszeni w walce w obronie prawdy ewangelicznej, a gdy trzeba będzie poniosą też za nią śmierć[1]. Miecz miał tu znaczenie symboliczne, a konkretnie religijne. Ponieważ miał on kształt krzyża często służył on w jego zastępstwie jako atrybut, na który składano przysięgę[2]. Był on także atrybutem niektórych świętych męczenników – św. Katarzyny Aleksandryjskiej, św. Agnieszki i innych. Szczególne miejsce jako miecz symbol zajmuje Sczerbiec. Jednak miecz, który znajduje się na Wawelu i jest tak nazywany nie jest tym, którego używał Bolesław Chrobry w czasie wkroczenia do Kijowa opisanego poniżej. Analizę bronioznawczą tego miecza przeprowadził Andrzej Nadolski i wynika z niej, że pierwotnie miecz ten należał do Bolesława Kondratowicza, księcia sandomierskiego, pochodzi więc z XIII wieku[3]. A samo wkroczenie do Kijowa według Długosza przedstawiało się następująco. Bolesław Chrobry, wkraczając do Kijowa, gdzie wyprawił się przeciwko księciu ruskiemu, który odmówił mu oddania za żonę swojej siostry, wyciągając miecz z pochwy uderzył nim w Złotą Bramę. Gdy zaś ludzie jego pytali się dlaczego to uczynił ten odpowiedział: „Tak jak w tej godzinie Złota Brama miasta ugodzoną została tym mieczem, tak następnej nocy ulegnie siostra najtchórzliwszego z królów, której mi dać nie chciał. Jednakże nie połączy się z Bolesławem w łożu małżeńskim, lecz tylko raz jeden, jak nałożnica, aby pomszczona została w ten sposób zniewaga naszego rodu, Rusinom zaś ku obeldze i hańbie”[4]

Miecz był również godłem męskości i rycerskości, a uderzenie mieczem było główną i konieczną czynnością w czasie pasowania na rycerza[5]. W taki właśnie sposób Władysław Herman pasował swojego syna Bolesława, które to wydarzenie opisuje Długosz. Władysław Herman, widząc że syn jego Bolesław dochodzi już lat męskich i zajaśniał czynami rycerskimi, postanowił w dzień Wniebowzięcia Panny Marii[6] przypasać mu miecz. Uroczystość przygotowywano w Płocku, gdy doniesiono, że Pomorzanie oblegli gród Sątok. Wbrew woli ojca i możnych, Bolesław podążył tam odnosząc zwycięstwo a po powrocie jako zwycięzca został pasowany przez ojca na rycerza[7].

Jednak miecz był przede wszystkim bronią zaczepną, wykorzystywaną w walce, o czym możemy czytać w kronikach. Jednak kronikarze, wbrew temu co mogłoby się wydawać traktują miecze po macoszemu i w zasadzie piszą o nich bardzo niewiele. Poniżej znajduje się tylko kilka przykładów użycia miecza w walce, które znaleźć możemy w kronikach Galla i Długosza.

Kazimierz Odnowiciel odzyskując królestwo polskie starł się z byłym komesem swojego ojca, Mieszka II, Miecławem. Podczas bitwy sam książę osobiście siekł mieczem wrogów, całą pierś i twarz zbroczywszy w ich rozlanej krwi. W bitwie tej pokonani zostali Mazowszanie, których nastąpiła ogromna rzeź i zginął również komes Miecław a Kazimierz przyłączył Mazowsze do swojej domeny[8].

Bolesław Krzywousty w czasie ponownego pobytu na Pomorzu wraz ze swoimi rycerzami niespodziewanie dla mieszkańców przybył pod Kołobrzeg. Wszyscy rycerze zapragnęli zdobyć to miasto opływające w dostatki. Obfitość bogactw i łupów na podgrodziu osłabiła u części rycerstwa chęć zdobycia samego miasta. Tylko niektórzy przystąpili do ataku na miasto najpierw rzucając włóczniami a następnie z dobytymi mieczami wpadli w bramę miejską. Zostali jednak odparci przez mieszczan zmuszeni zostali do odwrotu. Pomimo jeszcze wielu szturmów nie udało się zdobyć miasta a Bolesław odwoławszy swoich rycerzy, zabierając zgromadzone łupy i paląc zabudowania odstąpił od grodu[9].

Innym razem gdy Bolesław przebywał na pograniczu pomorskim na uroczystości poświęcenia kościoła, przedkładając rycerskie rzemiosło i łowy ponad ucztowanie i pijatykę udał się wraz z niewielkim oddziałem w lasy na polowanie. Oddział ten jednak natknął się na Pomorzan, którzy urządzili pułapkę na księcia. Dzięki waleczności rycerzy i samego księcia wyszli oni cało z opresji. Bolesław w czasie tej walki odniósł i wytrzymał bardzo wiele uderzeń na szyszaku i pancerzu od włóczni i mieczy. Jego ciało przez wiele jeszcze dni dawało świadectwo odebranych ciosów[10]. W następnym roku Bolesław wkroczył do Czech łupiąc i paląc. Jednak sytuacja zmusiła w końcu wojsko polskie do odwrotu i wycofania się do Polski. W czasie tej drogi rycerze polscy łupili i grabili okolicę ubezpieczane przez specjalnie wyznaczone do tego celu oddziały. Gdy przekraczali już granicę polską Czesi, będąc pewni zwycięstwa, zaatakowali wycofujące się oddziały polskie. Jednak ponieważ uczynili to nieuszykowanymi oddziałami spotkali się oni ze zdecydowanym oporem rycerzy polskich, którzy przygotowani byli na taką ewentualność. Sam Bolesław pierwszego w szyku żołnierza czeskiego zwalił oszczepem z rumaka. Na wroga runęły oddziały polskie, uderzając najpierw włóczniami a następnie mieczami. W wyniku tego natarcia legły najlepsze hufce czeskie, a pozostali widząc taką porażkę rzucili się do ucieczki[11].

Analizując powyższe przykłady zauważyć można pewną prawidłowość. Mianowicie poza przypadkiem dotyczącym Kazimierza Odnowiciela we wszystkich zdarzeniach wojowie atakują najpierw włóczniami a następnie mieczami. Zwiększało to na pewno skuteczność tego ataku. Sam Bolesław również atakowany był w ten sposób o czym przeczytać można poniżej. W 1137 roku gdy książę Bolesław udał się do Halicza prowadząc ze sobą księcia Jarosława nie spodziewał się żadnych problemów. Jednak Rusini w porozumieniu z Węgrami przygotowali zasadzkę, nie mając odwagi zaatakować Polaków w otwartej walce. Także gdy Krzywousty przybył do Halicza ze wszystkich stron został otoczony przez wojska ruskie i węgierskie udające przyjaźń. Szybko jednak zorientował się w sytuacji i nie czekając na atak sam przejął inicjatywę i ze znacznie mniejszymi siłami wdarł się w szeregi nieprzyjaciół. Atakowany był ze wszystkich stron przy użyciu strzał z daleka oraz dzid i mieczy z bliska. I gdy wydawało się że jednak zwycięstwo  przechyli się na jego stronę, jeden ze znaczniejszych panów uciekł z miejsca walki pociągając za sobą znaczną część wojska. W tej sytuacji pozostawiony Bolesław mógł myśleć tylko o ocaleniu własnej osoby w czym pomógł mu prosty żołnierz ofiarowując własnego konia[12].

W tym samym kierunku wyprawiał się również Kazimierz Sprawiedliwy. Był on wielce zainteresowany sprawami ruskimi, stąd w 1182 roku wyruszył w kierunku Halicza w celu przywrócenia na tron księcia Mścisława. Na jego drodze stanęły przeważające siły Rusinów, którzy bez wahania zaatakowali mniej liczne siły polskie. Gdy lewe skrzydło sił Kazimierza zaatakowali lekkozbrojni raniąc konie i rycerzy, zaczęło się ono cofać. Książę uratował sytuację podsyłając tam jeden oddział wojska, który odpędził łuczników. Dzięki temu walka mogła tam rozgorzeć na nowo. Na prawym skrzydle w tym czasie kolumna rycerzy polskich przerwawszy i stratowawszy szyki ruskie skierowała się na pozostałe oddziały nieprzyjaciół siekąc mieczami. Doprowadziło to do paniki i ucieczki Rusinów. W wyniku zwycięstwa Kazimierza gród i miasto Halicz poddają się, a władzę otrzymuje Mścisław złożywszy przysięgę wierności[13].

Charakterystyczne jest to, że informacje o używaniu miecza z biegiem czasu zanikają w źródłach. Wiąże się to z coraz mniejszym znaczeniem jazdy rycerskiej, która od XIV wieku zastępowana jest przez piechotę, a jej podstawową bronią staje się broń strzelcza, początkowo łuk i kusza, a następnie broń palna. W XV wieku miecze pozostawały na wyposażeniu piechoty, jednak nie miały one podstawowego znaczenia. Jak pisze Z. Żygulski, współgrały one, czyli miecze, z pikami i halabardami jako broń trzeciej linii[14].

We wczesnym średniowieczu bronią chętnie używaną była również włócznia. Początkowo nie ma różnicy pomiędzy używanymi do walki wręcz a oszczepami do rzucania. Od IX wieku występuje szczególny rodzaj włóczni o grocie płaskim, czasem ażurowo wycinanym i zaopatrzonym w występy boczne. Długosz opisuje w swojej kronice właśnie taką włócznię, którą otrzymał Bolesław Chrobry[15].

Gdy cesarz Otton  III przebywał z wizytą w Gnieźnie w dowód przyjaźni i szacunku dla Bolesława Chrobrego ofiarowuje mu między innymi włócznię św. Maurycego, która ma zachęcić księcia polskiego do walki z pogańskimi, sąsiadującymi z jego królestwem ludami[16]. Nie ulega wątpliwości, że nie jest to włócznia św. Maurycego. Święty ten zginął w roku 286, kiedy takiego rodzaju oręża jeszcze nie używano. Jest to po prostu broń, która zgodnie ze zwyczajem starogermańskim była symbolem nadanej, bądź uznanej władzy Bolesława[17].

We wczesnym średniowieczu włócznia, jako broń ofensywna, zdobyła sobie znaczną popularność. Wynikała ona ze znakomitych walorów bojowych oraz niewielkich kosztów produkcji[18]. Była ona używana zarówno w walce jak i w inny sposób, o czym świadczy poniższy przykład. Podczas oblężenia Głogowa wojska Henryka były bezustannie atakowane przez rycerzy polskich. Toteż znaczna część wojsk była używana do obrony przed tymi atakami i nie brała udziału w oblężeniu a ich dowódcą był książę czeski Świętopełk będący z Bolesławem w bliskim pokrewieństwie. Książę polski, żywiąc wielką niechęć do swojego krewnego, wyznaczył nagrodę dla tego kto go zgładzi. Dokonał tego rycerz Jan, syn Czysty z rodu Werszowców, czyli Rawitów. Ponieważ w wojsku Świętopełka miał on wielu krewnych bez trudu wmieszał się w tłum udając rycerza czeskiego i oczekując na dogodną sytuację aby zgładzić księcia. Jan dokonał zamachu przy użyciu dzidy, przebijając oba boki Świętopełka, który padł w swoim namiocie nie wydawszy dźwięku. I chociaż rycerze czescy ścigali Jana, zdołał on ujść pogoni i cało dotrzeć do obozu Bolesława. Za ten czyn spotkała go sowita nagroda w postaci zamków, miast i innych posiadłości[19]. Trochę inną wersję podaje Kosmas, chociaż sposób zabicia księcia jest bardzo podobny. Otóż rycerz Jan wmieszał się pomiędzy oddział, który wraz z księciem wracał do obozu i ugodził Świętopełka włócznią pomiędzy łopatki w ten sposób zabijając go[20].

Włócznia w szczególnych przypadkach mogła stać się bronią defensywną, czego doświadczył  Bolesław Krzywousty, który w 1113 roku w odwecie za podstępny najazd na Mazowsze dokonany przez Prusów i Pomorzan, dokonuje najazdu odwetowego i oblega Nakło. Z grodu tego Polacy doznawali bardzo wielu krzywd, napaści i grabieży. Bolesław nakazuje swoim kusznikom prowadzić ostrzał miasta, co w powiązaniu z użyciem innego sprzętu oblężniczego powoduje, że kasztelan i mieszczanie wysyłają do księcia poselstwo i proszą o zawieszenie broni na piętnaście dni, aby w tym czasie mogli wysłać poselstwo do książąt pomorskich i pruskich przedstawiając swoje położenie. Pomorzanie zebrawszy wojsko, które według Długosza liczyło 50 tysięcy a według Galla Anonima 30 tysięcy[21], co należy zweryfikować o tendencję do wyolbrzymień u średniowiecznych kronikarzy, przybyli z odsieczą i w niedalekiej odległości od wojsk oblegających okopali się w warownym obozie, który zabezpieczyli od frontu i po bokach wkopanymi w ziemię palami. Ich końce były zaostrzone i zahartowane w ogniu. Oprócz tego pomiędzy nimi powbijane były dzidy i włócznie. Bolesław przygotowuje swoje siły i naciera na nieprzyjaciół. Jednak gdy zbliżali się do obozu Pomorzan nakazuje zwolnić kroku w obawie przed strzałami nieprzyjaciół, którzy w tej broni pokładali duże nadzieje. Jednak dzięki atakowi wojewody Skarbimira na tyły obozu i Bolesława od frontu udaje się pokonać przeważające siły wrogów, a w wyniku tego gród Nakło natychmiast się poddaje[22].

Włócznia, bardzo pospolita we wczesnym średniowieczu, w późniejszym okresie nie jest już tak powszechnie używana, zwłaszcza przez jazdę rycerską, wśród której zaczyna dominować kopia. Jak twierdzi Andrzej Nowakowski, włócznia była z pewnością bronią używaną przez chłopską piechotę powoływaną w pole w ramach ?defensio terrae?[23]. Ale nie tylko. Używali jej również władcy średniowieczni, choć nie czynili tego w polu. Otóż w 1398 roku do Krakowa przybył król węgierski Zygmunt. Został uroczyście przyjęty przez króla Władysława a jako rozrywka zostały zorganizowane turnieje rycerskie, w których udział wziął król węgierski. Z powodu jego godności jak również pięknej zbroi wyzywany był przez wszystkich rycerzy, z którymi potykał się na włócznie. Obdarowany na pożegnanie hojnie przez Jagiełłę, zadowolony powrócił na Węgry[24].

Włócznia mogła również przysporzyć jeńców co udowodnił jeden z rycerzy polskich. Gdy zimą 1390 roku król Władysław Jagiełło udawał się na Litwę, jego celem było zdobycie zamków dochowujących wierności Witoldowi, z którym w tym czasie toczył wojnę. Na początku Wielkiego Postu tego roku przybył pod Grodno przeprawiając się przez Niemen i obległ zamek. Witold, wiedząc że zamek nie może utrzymać się długo, przybył wraz z Krzyżakami na pomoc oblężonym. Po drugiej stronie rzeki żołnierze Witolda usypali wzgórze, na którym zamierzali wybudować drugi zamek. Jednak trud ten okazał się daremny, ponieważ większa część obrońców wskutek stałego ostrzeliwania ich przez kuszników i zdobycia dolnego zamku przez wojska Władysława poległa lub została ranna. W końcu postanowiono przeciągnąć łańcuch przez rzekę aby w ten sposób dostarczyć do Grodna żywność i wymienić obrońców na świeżych. Jednak i ten plan został pokrzyżowany przez żołnierzy Jagiełły, którzy spuścili do rzeki kilka drzew, co spowodowało zerwanie łańcucha i zatonięcie statków, które tam się znajdowały. Jeden z rycerzy polskich, Zawisza z Ruszkowa użył włóczni aby wyciągnąć z wody jednego z wrogów, który następnie został w obozie przesłuchany. Po pięciu dniach zamek został zdobyty[25].

Wywodząca się od włóczni kopia, która stała się podstawową bronią jazdy w późnym średniowieczu, była używana już wcześniej, świadczy o tym poniższy przykład. Jest to jedna z niewielu wzmianek w źródłach pisanych traktujących o kopiach[26]. Kopii używał syn Władysława Wygnańca, Bolesław Wysoki, który w 1161 roku przybył do obozu cesarza Fryderyka oblegającego właśnie Mediolan, aby nie gnuśnieć w bezczynności i lenistwie. Żądny sławy i rozgłosu przyjął wyzwanie rzucone przez rycerza z Mediolanu. Na oczach całego wojska cesarskiego i oblężonych rozpoczęła się walka pomiędzy nimi. Bolesław unikając ciosu zadanego kopią przez przeciwnika sam ugodził go tak, że ten odniósłszy śmiertelną ranę osunął się z konia na ziemię by wyzionąć ducha. Bolesław zeskoczywszy z konia, dobija leżącego bez tchu rycerza. Jego czyn nie został niezauważony przez cesarza co na pewno dopomogło mu i jego braciom w późniejszym powrocie na ich dziedziczne księstwa[27].

O znaczeniu kopii świadczy poniższy przykład. Dzięki tej broni udaje się rozbić pierwsze szeregi Tatarów, a w ówczesnych czasach nie było to łatwe. Dopiero gdy nieprzyjaciel rozpoczął ostrzał atakujących używając łuków atak załamał się. Zapewne polskie wojsko miało okazję zetknąć się tu z łukiem refleksyjnym i jego siłą rażenia w rękach świetnych łuczników, jakimi byli Tatarzy. Całe zdarzenie tak opisane jest w Kronice Długosza: Książę Henryk Pobożny w 1241 roku stanął naprzeciw oddziałów mongolskich czyli tatarskich, jak nazywa je kronikarz, podejmując walkę z niepokonanymi dotychczas najeźdźcami. Do starcia doszło pod Legnicą na Śląsku gdzie zebrało się wojsko z wielu ziem polskich, jak również zaciężne spoza Polski, ponieważ papież ogłosił krucjatę przeciwko niewiernym. Gdy wojska księcia Henryka i Tatarzy stanęli naprzeciw siebie, ruszył do walki pierwszy oddział, który składał się z rycerzy zaciężnych i zagranicznych i rozbił przy pomocy kopii pierwsze szeregi nieprzyjaciół. Jednak kiedy zaczęto walczyć wręcz na miecze, łucznicy tatarscy tak szczelnie otoczyli ten oddział, że pozostali rycerze polscy nie mogli przyjść mu z pomocą bez narażenia się na niebezpieczeństwo. Pod gradem strzał resztki tego oddziału wycofały się do pozostałych oddziałów polskich. W walce tej zginął syn Dypolda, margrabiego Moraw, Bolesław. Następnie walkę podjęły dwa kolejne oddziały polskie, dowodzone przez rycerza Sulisława i księcia opolskiego Mieszka. Atak ich osłaniany był przez kuszników, którzy skutecznie utrzymywali łuczników tatarskich z dala od miejsca walki. I atak ten byłby skuteczny gdyby nie dywersja tatarska, która spowodowała że książę Mieszko wraz z wielką liczbą żołnierzy uciekł z pola walki spodziewając się klęski i obawiając się o własne życie. Gdy Henryk zobaczył co się stało wypowiedział zdanie „Gorze nam się stało”, co miało obrazować krytyczne położenie w jakim znalazły się siły polskie. Jednak nie zrażony niepowodzeniem wprowadza do walki czwarty oddział, który prowadzi skuteczną walkę z Tatarami do czasu, gdy ci używają broni jak na owe czasy niekonwencjonalnej. Otóż w wojsku tatarskim była wielka chorągiew z podobizną wielkiej czarnej głowy na szczycie drzewca. Kiedy Tatarzy cofnęli się, chorąży tego sztandaru zaczął jak mógł najsilniej potrząsać nią, w wyniku czego z głowy tej natychmiast buchnął cuchnący dym i rozszedł się po całym wojsku polskim. Spowodowało to omdlenie i osłabienie żołnierzy polskich, którzy stali się niezdolni do walki. Spowodowało to, że Tatarzy nie mieli problemów z rozbiciem szeregów armii księcia Henryka. On sam stanął w obliczu niebezpieczeństwa otoczony i atakowany ze wszystkich stron. A gdy próbował zaatakować najbliższego nieprzyjaciela podnosząc prawą dłoń w zamachu, został ugodzony przez innego Tatara dzidą, która wbiła się w ciało księcia pod pachą powodując jego śmierć[28].

W tym czasie Mongołowie byli u szczytu swojej potęgi i byli siłą niepokonaną. Jan di Piano Carpini w Historii Mongołów zawarł opis uzbrojenia, którego w tym czasie oni używali. Wszyscy żołnierze powinni byli mieć przynajmniej dwa lub trzy łuki albo co najmniej jeden dobry i trzy kołczany pełne strzał, jeden topór i powrozy do ciągnięcia machin wojennych. Zamożni mieli miecze spiczaste na końcu, tnące tylko z jednej strony i nieco zakrzywione. Niektórzy z Mongołów uzbrojeni byli we włócznie. Na szczycie grotu włóczni znajdował się hak, którym ściągali jeźdźca z siodła. Carpini pisze też jakie uzbrojenie powinni posiadać ci, którzy chcą z nimi walczyć. Według jego porad przeciwnicy Mongołów powinni używać dobrych i mocnych łuków, kuszy, których bardzo się oni obawiają (potwierdzone to zostało w relacji Długosza z bitwy pod Legnicą), jak również wystarczającą liczbę strzał. Powinni posiadać dobrą okszę, czyli rodzaj siekiery, z dobrego żelaza albo siekierę z długim trzonem. Nieodzowne są również żelazne groty strzał do łuku lub kusz, które kiedy jeszcze są gorące, muszą być ostudzone w wodzie zmieszanej z solą, ażeby były mocne w przebijaniu zbroi. Muszą również mieć miecze, włócznie z hakiem, ażeby mogli ściągać Mongołów  z siodła, ponieważ ci łatwo spadają[29]. Czy wojsko księcia Henryka Pobożnego było tak wyposażone? Tego nie wiemy.

Bardzo ważnym orężem w średniowieczu był łuk. Jako broń miotająca, do czasu gdy jego miejsce zaczęła zajmować kusza, był powszechnie używany. Natomiast jak pisze A. Nadolski, odrębnym zagadnieniem jest sprawa zatruwania strzał. Nie ma o tym wzmianek w źródłach historycznych dotyczących Polski. Jednak przez analogie można przyjąć, że czynili to wojowie polscy naśladując swoich sąsiadów z południa[30]. Przy użyciu zatrutych strzał bronili się Węgrzy przed najazdem wojsk cesarza w 1051. Na Węgry wyprawił się Cesarz chcąc pomścić zabójstwo króla Piotra. Ponieważ jednak przeciwnik nie kwapił się do stoczenia bitwy i ogołocił swoje ziemie z pożywienia armia cesarska cierpiała niedostatek i głód. Podstępnie  został też zawrócony biskup Ratyzbony Gebhard, który wiózł na okrętach żywność. To wszystko zmusiło rycerzy do poszukiwania pożywienia a dzięki temu stawali się łatwym celem dla łuczników węgierskich, którzy szczególnie nocą z ukrycia i zasadzek strzelali zatrutymi strzałami. Trucizna musiała być skuteczna ponieważ żaden z ugodzonych nie mógł przeżyć[31].

Piesi wojownicy wyposażeni w łuk stanowili sprawne narzędzie wszelkich zasadzek i niespodziewanych ataków. Często sprawcami takich napaści byli wojownicy polscy[32], ale sami również nie ustrzegli się ich. W 1167 roku książę Bolesław Kędzierzawy wyprawił się na Prusów w odwecie za ich częste najazdy na księstwa polskie. Prusowie, mając swoich agentów wśród wojska książąt polskich, wprowadzają rycerzy w zasadzkę. Gdy oddziały polskie znalazły się w ciasnym przejściu Prusowie wychodzą z ukrycia i przy pomocy strzał atakują rycerzy, którzy nie mogąc podjąć walki ze względu na teren, w którym się znaleźli rozpraszają się i nie znając okolicy wpadają w bagna i trzęsawiska, które rozciągały się wokoło. Tam znowu stali się łatwym celem dla łuczników. W zasadzce tej zginął książę sandomierski Henryk, który z wieloma ranami wolał walczyć do końca i zginąć niż poddać się i żyć w hańbie. Gdy kolejne oddziały, będące z tyłu ruszyły na pomoc atakowanym, również grzęzły one w bagnach a wojowie tonęli w błotnistej topieli. Prusowie dobijali ich łatwo przy użyciu dzid i oszczepów. Wojsko polskie otoczone ze wszystkich stron nie mogło wyrwać się z okrążenia, a zamkniętych w środku atakowano stale pociskami. Z rzezi tej uszedł książę Bolesław i Mieszko wraz z nielicznymi rycerzami[33].

W XIV wieku łuk w dalszym ciągu chętnie jest używany przez różne wojska, jednak coraz częściej do głosu zaczyna dochodzić broń palna, która wspomaga łuczników. W 1344 Polska doświadczyła po raz kolejny najazdu tatarskiego, sprowokowanego przez Rusinów niezadowolonych z rządów Kazimierza Wielkiego, który niedawno zajął ziemie ruskie. Do spotkania wojsk doszło nad Wisłą, gdzie wojska tatarskie usiłowały się przeprawić na drugi brzeg w celu dokonania dalszej grabieży. Widząc jednak duże siły polskie po drugiej stronie zaniechały tego. Ponieważ zaś obydwa wojska zatrzymały się tam przez kilka dni, z obu brzegów prowadzony był ostrzał przy użyciu łuków, kusz i dział oblężniczych. W końcu jednak Tatarzy zawrócili udając się pod zamek lubelski, który usiłowali zdobyć. Ponieważ to im się nie udało z wielką ilością łupów i jeńców wrócili do siebie[34]. W czasie wojny z Zakonem Krzyżackim w 1422 roku pod zamek malborski zapuścił się oddział wołoski grabiąc i łupiąc okolice. Załoga zamku, nie spodziewając się problemów z pokonaniem ich wysyła silny oddział. Wołosi nie podejmują walki obawiając się starcia w otwartym polu. Uciekają natomiast do pobliskiego lasku zeskakują z koni. Krzyżacy sądząc, że Wołosi zrezygnowali z walki i uzyskają łatwe zwycięstwo podążają za nimi próbując ataku. Ale Wołosi osłonięci przez drzewa i liście godzą we wrogów strzałami wypuszczając je jak deszcz. Dzięki temu pierwsze szeregi atakujących Krzyżaków zostają wymordowane lub dostają się do niewoli, cała reszta natomiast salwuje się ucieczką. Wołosi, powracając zwycięscy do obozu króla, przedstawiają królowi Władysławowi wielu znakomitych jeńców, zarówno Krzyżaków z Zakonu jak i najemnych rycerzy[35].

Broń miotająca, czyli łuki i kusze była wszechstronnie używana w czasie oblężeń grodów, zamków i miast. Oprócz niej wykorzystywane były w zasadzie wszystkie dostępne rodzaje broni pozwalające na pokonanie obrońców. Kronikarze właśnie różnego rodzaju oblężeniom poświęcają najwięcej miejsca w opisach starć militarnych. Jest to zrozumiałe gdy przypomnimy sobie o celu pisania kronik. Ich zainteresowaniem były głównie sprawy polityczne a zdobycie grodu, zamku lub miasta równało się z opanowaniem danej ziemi. Stąd u Galla i Długosza możemy znaleźć wiele opisów oblężeń, do których atakujący i obrońcy używają wszystkiego co może im pomóc w zdobywaniu lub obronie. Sprzęt oblężniczy stosowany we wczesnym średniowieczu możemy podzielić na dwie podstawowe kategorie: machiny do wyrzucania ciężkich pocisków oraz urządzenia przeznaczone do burzenia umocnień lub ułatwiające ich forsowanie[36]. Oczywiście ten podział nie jest wyczerpujący, ponieważ inwencja obrońców i oblężonych była nieograniczona a o ich pomysłowości przekonać się możemy w poniższych przykładach.

Podczas wojny pomiędzy cesarzem Henrykiem a Bolesławem Krzywoustym, wojsko cesarskie wkroczyło na Śląsk. W czasie oblężenia Bytomia, gdzie zgodnie z zapewnieniami Zbigniewa, brata Bolesława, obrońcy mieli nie stawiać oporu, spotkał się z zaciętą obroną. Ze zdziwieniem obserwował jak grodzianie z dobytymi mieczami nie obawiając się mnogości wojsk, ani obecności samego cesarza, wyszli naprzeciw rycerzom i stawili im dzielny opór. Zdumiewał się gdy widział jak bez żadnej zbroi ludzie walczyli z gołymi mieczami przeciw tarczownikom, a tarczownicy przeciw pancernym. Rozgniewany taką ich postawą posłał do walki kuszników i łuczników, ale obrońcy nic sobie nie robiąc z lecących zewsząd pocisków i strzał nie cofnęli się. Zmusiło to Henryka do odstąpienia od oblężenia i obrania sobie innego celu[37]. W dzień świętego Bartłomieja, czyli 24 sierpnia, cesarz Henryk  przybył pod gród Głogów i choć Bolesław obsadził wojskiem wszystkie brody na Odrze nie udało mu się go zatrzymać. Przeprawił się on nieznanym nikomu, nawet miejscowym, brodem. Następnie obległ miasto i przez wiele dni burzył je przy użyciu pocisków miotanych przez kusze. Jak pisze kronikarz było to możliwe, ponieważ miasto Głogów miało w tym czasie niskie mury i słabe wieże[38]. Musiały to też być duże kusze a wręcz balisty, skoro potrafiły dokonać zniszczeń takiego rodzaju. T. M. Nowak przyjmuje, że były to wielkie kusze reprezentujące machiny miotające, wykorzystujące siłę sprężystości[39]. Stosowano też machiny wyrzucające głazy, a także proce strzelające kamieniami. Obrońcy używali również kamieni młyńskich z zaostrzonymi drągami a również wylewali na głowy atakujących wrzącą wodę i rzucali płonące głownie. Gdy Niemcy podprowadzali pod wieże żelazne tarany, obrońcy staczali na nich z góry koła nabijane żelazem. Gdy natomiast wspinali się na mury po drabinach, nabijani byli na haki żelazne i wyrzucani w powietrze[40]. Wszystkie te ataki jednak zostały odparte, a gród pozostał niezdobyty.

W XIV wieku wszelkiego rodzaju machiny oblężnicze zaczynają być wypierane przez broń palną, a konkretnie bombardy a później działa. I chociaż J. Szymczak twierdzi, że pierwsza pewna informacja o zastosowaniu artylerii ogniowej w Polsce podczas oblężenia pochodzi z 1383 roku[41], to w kronice Długosza przeczytać możemy, że w 1310 roku gdy Krzyżacy zdobywali polskie Pomorze, po zdobyciu Tczewa i spaleniu kilku innych zamków, wojska ich przybyły pod Świecie, które stawiło im zaciekły opór. Toteż wojska zakonne podjąwszy z jeszcze większym uporem jego szturmowanie w dzień i w nocy ostrzeliwali mury zamku przy użyciu czterech potężnych bombard. Ponieważ jednak obrońcy nie poddawali się i dzielnie stawiali opór atakującym mistrz zakonu ucieka się do podstępu. Przekupuje złotem jednego z rycerzy z zamku, Andrzeja Cedrowica. Ten późną nocą przecina sznury kusz oraz psuje i łamie cały rynsztunek wojenny, w ten sposób uniemożliwiając żołnierzom polskim obronę i możliwość atakowania wrogów. Po otrzymaniu wiadomości o tym wydarzeniu mistrz krzyżacki rozkazuje zbudować wieże oblężnicze przewyższające mury zamku i podsuwa je w miejscu gdzie nie były one oblane rzeką. Atakując silnymi szturmami zmusił obrońców do rozpoczęcia układów, w wyniku których nie doczekawszy się pomocy od Władysława Łokietka zamek Świecie zostaje oddany Krzyżakom[42].

Również Litwini używali bombard w czasie oblężenia. W 1315 roku książę litewski Witenen obległ gród Skirstymoń, który przez siedemnaście dni usiłował zdobyć na różne sposoby, między innymi ostrzeliwując z bombard właśnie. Mistrz Krzyżacki Henryk zgromadziwszy sześć tysięcy zbrojnych wyruszył z odsieczą oblężonemu grodowi. Ponieważ Litwini nie czuli się na siłach aby podjąć walkę, zwijają oblężenie i wracają na Litwę. Podąża za nimi Henryk wkraczając do ich kraju gdzie pali, morduje i bierze do niewoli znaczne ilości barbarzyńców[43].

W całym okresie późnego średniowiecza stosowano zarówno tradycyjne machiny oblężnicze jak i nowoczesną dla tego okresu broń palną. Możemy o tym przeczytać w poniższych przekazach. W 1322 roku Krzyżacy zebrawszy wojsko, chcąc pomścić klęskę pod Płowcami wkraczają do ziemi kujawskiej i oblegają miasto Brześć. Po pięciu dniach ciężkich bombardowań zdobywają je wskutek poddania się mieszczan. Zajmują również Inowrocław a następnie przybywają pod zamek Gniew, który usiłują zdobyć poprzez bicie w mury przy pomocy taranów i bombard. W wyniku układów załoga zamku opuszcza go, wcześniej dokonując podpalenia. Krzyżacy w wyniku tej wyprawy zajmują ziemię kujawską i rozpoczynają budowę wielu zamków i miast z wypalanej cegły w celu łatwiejszego i trwalszego przyłączenia tych ziem do ich państwa[44]. Władysław Łokietek nie mogąc przy pomocy procesów odzyskać ziemi pomorskiej wszczyna wojnę z Krzyżakami. Z pomocą przychodzi im Jan Luksemburski, który rości sobie prawa do korony polskiej. W 1329 roku wraz z wojskami Zakonu wkracza do ziemi dobrzyńskiej oblegając zamek w Dobrzyniu. Przez kilka tygodni wojska najeźdźców ostrzeliwują go przy użyciu machin oblężniczych i kusz kamieniami. Skutkiem tego jest zburzenie wszystkich obwarowań i wałów ochronnych dzięki czemu Mistrz krzyżacki wkracza do zamku. Zagarnia również w swoje posiadanie całą ziemię dobrzyńską[45]. W następnym roku król Władysław, z posiłkami litewskimi i węgierskimi wkroczył do Prus z wyprawą odwetową. Krzyżacy zastąpili mu drogę nad rzeką Drwęcą umacniając jej brzegi przy pomocy ostrych pali, ostrokątnych kłód, patyków i wiązek drzewa. Spodziewali się przeszkodzić mu w przekroczeniu rzeki ostrzeliwując jego wojska przy pomocy bombard. Dzięki podstępowi, królowi udaje się przeprawić przez Drwęcę, jednak Krzyżacy widząc przeważające siły Polskie chowają się w zamkach i warowniach, których wojska Łokietka nie mogą zdobyć. Nie pozostaje im nic innego jak grabienie i niszczenie ziem zakonnych co robią z wielkim zaangażowaniem[46].

W 1362 roku mistrz pruski Henryk von Kniprode zgromadziwszy silne wojsko udał się na Litwę i obległ gród Kowno. Na odsiecz przybywają mu wraz ze swoimi wojskami książęta litewscy Olgierd, Kiejstut i Partykij. Po odparciu ich przez Krzyżaków, zamek zostaje opasany ścisłym oblężeniem i nękany jest w dzień i w nocy ciągłym ostrzeliwaniem przy użyciu bombard i ognistych pocisków. W wyniku tego oblężenia zamek zostaje zdobyty i zrównany z ziemią a wśród jego obrońców Krzyżacy dokonują rzezi[47].

Jednak i w tym okresie, gdy dominującą rolę przy oblężeniach zaczynała odgrywać broń palna, zamki zdobywano nadal bez jej użycia.

Kazimierz Wielki po zdobyciu Rusi halickiej nie poprzestał na tym. W 1349 wyprawił się na wschód w celu podboju ziemi łuckiej, włodzimierskiej, brzeskiej i chełmskiej. Podczas oblężenia głównego grodu tej ostatniej, Chełmna, prowadzony był ostrzał z ciężkich kusz, z których nieustannie miotane były pociski, co spowodowało zdobycie grodu. W wyniku tej wyprawy pod polskie panowanie dostały się wyżej wymienione ziemie[48].

Pod koniec XIV wieku w opisach oblężenia bombardy wyparte zostają przez działa, co zauważył również Długosz. Wiąże się to zapewne z rozwojem tego rodzaju broni palnej, ale ponieważ obsługa dział była bardzo kosztowna, stosowano również sprawdzone machiny oblężnicze. W roku 1392, w Krakowie bombarda kosztowała 20 kop groszy i była to cena bardzo wysoka[49].  Pozwolić sobie na nią mogły tylko wojska królewskie a dysponowali nimi przede wszystkim urzędnicy królewscy. W 1376 starosta wielkopolski Sędziwój z Szubina wraz ze starostą Kujaw Bartoszem z Wezenborga i Bartoszem z Sokołowa obległ Władysława Białego, który rościł sobie prawa do tronu polskiego, w grodzie Złotorii. Jego sprzymierzeńcem był również książę szczeciński i dobrzyński Kazimierz. Dzień i noc, podsuwając blisko działa, machiny i inny sprzęt oblężniczy, bili w ściany, wieże i mury zamku zbudowanego przez Kazimierza Wielkiego. Pomimo podstępów i natarczywego oblegania zamku nie udaje się go zdobyć a oblegani nie pozostawali dłużni oblegającym. Między innymi książę Kazimierz został ugodzony kamieniem i prawdopodobnie ta rana była przyczyną jego późniejszej śmierci. W końcu głód zmusił Władysława do układów i poddania zamku. Ale jeszcze w chwili opuszczania zamku walczył on na włócznie z Bartoszem z Wezenborga i został przez niego ciężko raniony. Po wyleczeniu udał się na Węgry, gdzie pogodził się z królem Ludwikiem[50].

Ale już w czasie prywatnych zajazdów, używano starych i sprawdzonych metod, rąbanie siekierami, obrzucanie kamieniami i ostrzał z łuków. Kasztelan bniński Sędziwój z Wiru, który w wyniku śmierci księcia Szczecińskiego Kazimierza został pozbawiony żołdu, który sobie wysłużył walcząc w wojnie z margrabią brandenburskim Ottonem, udał się do brata przyrodniego księcia, Świętobora. Ponieważ ten odmówił wypłaty, rozpoczął nękanie i plądrowanie jego dóbr. Świętobor zgromadziwszy wojska obległ zamek Słupię należący do Jana z Czarnkowa, który wspomagał Sędziwoja w tej walce. Żołnierze pomorscy przy pomocy siekier próbowali rozbić ściany zamku. Zostali jednak obrzuceni kamieniami i zasypani strzałami ponosząc duże straty. Nie mając nadziei na zdobycie zamku Świętobor odstąpił od oblężenia siejąc wokół niego spustoszenie. Następnie pojednał się ze swoimi wrogami regulując wszystkie zobowiązania[51].

Stałym elementem były też oblężenia i używanie podczas nich różnego rodzaju broni ofensywnej w stosunkach pomiędzy Krzyżakami i Jagiełłą jak również Witoldem i to zarówno gdy byli oni jego sprzymierzeńcami jak i wrogami. Gdy Witold pragnąc pomścić stratę zamków na Litwie wraz z Krzyżakami wkracza w jej granice. Po dotarciu do Wilna, na polecenie Witolda podpalono Krzywy Zamek, w którym zginęło wielu obrońców a uciekający Korygiełło został złapany i natychmiast ścięty. Przez cały czas oblegający bili w górny zamek pociskami z machin. Mury jego zostały zburzone a starosta wileński Klemens, chcąc stworzyć pozór że mury odbudowano rozkazał powiesić w tych miejscach skóry, które miały te mury imitować i chronić przed pociskami[52]. Wojska Witolda atakowane były stale przez Litwinów i Rusinów dowodzonych przez Skirgiełłę, wiernemu królowi Władysławowi, co bardzo irytowało Witolda. W odwecie wziętego do niewoli księcia Narymunda kazał powiesić za nogi na Więzie, na łące gdzie stały krzyżackie działa i nakazał strzelać w niego z łuków doprowadzając do jego śmierci. Zginął tam również rodzony brat Witolda Toćwił, który ugodzony został pociskiem wystrzelonym z zamku z kuszy. W końcu wobec bezskuteczności oblężenia Krzyżacy i Witold odstępują oblężenia i wracają do Prus[53]. Gdy w końcu w 1392 roku Władysław i Witold za sprawą księcia mazowieckiego Henryka pojednali się, Witold na odchodne uwięził wszystkich Krzyżaków i kupców w zamku Ritterswerder, a sam zamek podpalił. Wraz z wszystkimi książętami, bojarami, służbą a także ze wszystkimi działami i kuszami udał się w drogę powrotną na Litwę, po drodze pokonał zastępujące mu drogę wojska krzyżackie i spalił dwa kolejne zamki, Neugarten i Metemburg. Nie niepokojony już przez nikogo dotarł na Litwę gdzie jako Wielki Książę Litewski objął rządy[54]. W czasie wojny z Zakonem Krzyżackim w 1422 roku gdy oblegano zamek Golub, wojsko polskie używało wielkich dział w celu dokonania wyłomu w jego murach. Dwudziestego pierwszego sierpnia natomiast nastąpił atak na zamek, który pomimo zawziętej obrony został zdobyty. Jednocześnie wieża miejska, która była wyższa od innych budowli, została zawalona poprzez podkopanie jej fundamentów. Runęła ona do rzeki Drwęcy tamując przez jakiś czas jej bieg[55]. Władysław Jagiełło, zdobywszy Golub, przybył z wojskiem pod gród i miasto Kowale zwane inaczej Szunsze. Zastawszy spalone przez Krzyżaków miasto oblega gród. Przez jakiś czas ostrzeliwany jest on z dział a następnie następuje atak wojska. Ponieważ jednak obrońcy stawiają zacięty opór atak ten nie powiódł się. Wrogowie wzięli tam do niewoli kasztelana kamieńskiego Dobrogosta, który wraz z innymi rycerzami wpadł w pułapkę zastawioną przez obrońców. Mianowicie gdy rycerze zdobyli przedmurze i weszli do rowu otaczającego zamek, okazało się że znajdują się tam koła przykryte słomą, która została podpalona przez obrońców. Rycerze królewscy uwikłani w koła z wielkim trudem zdołali się wyrwać z tego niebezpiecznego położenia, choć część z nich dostała się do niewoli[56].

Pogodzony z Jagiełłą Witold mógł w końcu skierować swoje zainteresowania w stronę inną niż Krzyżacy. Przez dziewięć lat gnębił nieustannymi wojnami ziemię smoleńską a w 1403 roku przystąpił do oblężenia miasta Smoleńsk. W pierwszej kolejności uszkadza mury miasta ostrzeliwując je z dział, a następnie jego wojsko, w którym znajdowały się również oddziały polskie, przystępuje do szturmu. Ponieważ obrońcy nie odpierali tych ataków wytrwale  i z determinacją gród zostaje zdobyty. Księstwo smoleńskie natomiast zostaje włączone do Księstwa Litewskiego i staje się jego prowincją[57].

W przytoczonych przykładach zaobserwować można zmiany jakie przez okres średniowiecza  zachodziły zarówno w sposobie używania jak i w rodzaju używanej broni. We wczesnym średniowieczu dominującą  rolę odgrywał miecz i włócznia, będąc jednocześnie bronią zaczepną jak i symbolem mającym wielorakie znaczenie dla ówczesnych ludzi. Późne średniowiecze to stopniowo coraz większa dominacja broni palnej, której używanie z kolei wymusza z jednej strony rozwój i nową konstrukcję umocnień miast i zamków mających oprzeć się jej niszczycielskiej sile, a z drugiej rozbudowę struktur państwa, które sprostać musiało kosztom używania i utrzymania tego rodzaju broni.

Nie zmieniło się tylko podejście kronikarzy, którzy niezmiennie mało uwagi poświęcają temu, jakiej broni używali opisywani przez nich uczestnicy zdarzeń w dążeniu do osiągnięcia zakładanych sobie celów. Przyczyn niewielkiej ilości przekazów dotyczących używania broni jest kilka. Jak pisze P.A. Nowakowski, nie było intencją autorów kronik przekazywanie szczegółowych informacji o używanym wówczas orężu, lecz przekazywanie ze swojego punktu widzenia sytuacji politycznej. Wydarzenia militarne były istotnym elementem składowym tego obrazu, lecz nie zawsze najważniejszym. W wielu też przekazach używanie przez kronikarza konkretnej nazwy broni jest tylko zabiegiem retorycznym, który mówi tylko o użyciu oręża, a nazwa jest synonimem wszelkiej stosowanej broni, bądź rodzaju broni.[58]

Kolejnym nie bez znaczenia powodem takiej szczupłości informacji jest to, że wszyscy ówcześni kronikarze byli stanu duchownego, a co za tym idzie ich zainteresowania nie były związane z bardzo szczegółowym analizowaniem używanej broni.


[1] J. Długosz, Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, księga pierwsza i druga, Warszawa 1961, s. 262

[2] Królikiewicz, Historia broni siecznej, Warszawa 2008, s. 74

[3] Ibidem, s. 77

[4] Anonim tzw. Gall, Kronika polska, Wrocław 2008, s. 22-23

[5] Dziewanowski, dziejów uzbrojenia w Polsce, Kraków 1989, s. 18

[6] 15 sierpnia 1100 roku

[7] Anonim tzw. Gall, op. cit., s. 83-84

[8] Ibidem, s. 44-46

[9] Ibidem, s. 92-94

[10] Ibidem, s. 97-100

[11] Ibidem, s. 147-153

[12] Długosz, Roczniki …, ks. 3 i 4, s. 399- 404

[13] Długosz, Roczniki …, ks. 5 i 6, s. 162-164

[14] Żygulski jr., Broń w dawnej Polsce na tle uzbrojenia Europy i Bliskiego Wschodu, Warszawa 1982, s. 120

[15] Dziewanowski, op. cit., s. 74

[16] Długosz, Roczniki …, księga 1 i 2, s. 306

[17] Dziewanowski, op. cit., s. 75

[18] P.A. Nowakowski, op. cit., s. 88

[19] Długosz, Roczniki …, ks. 3 i 4, s. 304 – 306

[20] Kosmasa kronika Czechów, Warszawa 1968, s. 355-357

[21] Anonim tzw. Gall, op.cit., s. 128

[22] Długosz, Roczniki …, ks. 3 i 4, s. 323- 329

[23] A. Nowakowski, Lądowa technika wojskowa od roku 1334 do końca XV wieku. Uzbrojenie indywidualne, w: Polska technika wojskowa do 1500 roku, pod  red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994, s. 207 – 208

[24] Długosz, Roczniki …, ks. 10, s. 291-292

[25] Ibidem, s. 235-237

[26] P.A. Nowakowski, Arsenały domowe rycerstwa polskiego w średniowieczu, Toruń 2006, s. 84

[27] Długosz, Roczniki …, ks. 10, s. 88 -90

[28] Długosz, Roczniki …, ks. 7 i 8, s. 21-26

[29] Jan di Piano Carpini, Historia Mongołów, [w:] Spotkanie dwóch światów. Stolica apostolska a świat mongolski w połowie XIII wieku. Relacje powstałe w związku z misją Jana di Piano Carpiniego do Mongołów, Red. J. Strzelczyk Poznań 1993, s. 142, 153.

[30] A. Nadolski, Studia nad uzbrojeniem polskim w X, XI i XII wieku. Acta Archaelogica Universotatis Lodziensis nr 3, (1954), s. 61

[31] Długosz, Roczniki …, ks. 3 i 4, s. 69 – 70

[32] Nadolski, Studia nad uzbrojeniem polskim w X, XI i XII wieku. Acta Archaelogica Universotatis Lodziensis nr 3, Łódź 1954, s. 60

[33] Długosz, Roczniki …, ks. 5 i 6, s. 103-106

[34] Długosz, Roczniki ?, ks. 9, s.292-294

[35] Długosz, Roczniki …, ks. 11, s. 186

[36] Nadolski, Lądowa technika wojskowa od połowy XII wieku do roku 1333, w: Polska technika wojskowa do 1500 roku, pod red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994, s. 83 – 84

[37] Anonim tzw. Gall, op. cit., s. 129-131

[38] Długosz, Roczniki …, ks. 3 i 4, s. 301

[39] T. M. Nowak, Z dziejów techniki wojennej w dawnej Polsce, Warszawa 1965, s. 60

[40] Anonim tzw. Gall, op. cit., s. 134-135

[41] J. Szymczak, Lądowa technika wojskowa od roku 1344 do końca XV wieku. Sprzęt i technika oblężnicza, w: Polska technika wojskowa do 1500 roku, red. A. Nadolski, Warszawa 1994, s. 260

[42] Długosz, Roczniki …, ks. 9, s. 73-76

[43] Ibidem, s. 115

[44] Ibidem, s. 216-217

[45] Ibidem, s. 175

[46] Ibidem, s. 182-184

[47] Ibidem, s.393-394

[48] Ibidem, s.321-322

[49] Szymczak, Lądowa technika wojskowa od roku 1344 do końca XV wieku. Sprzęt i technika oblężnicza, w: Polska technika wojskowa do 1500 roku, pod red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994, s. 264

[50] Długosz, Roczniki …, ks. 9, s. 59-61

[51] Ibidem, s. 94-95

[52] Ibidem, s. 240-242

[53] Ibidem, s. 245-246

[54] Ibidem, s. 256-257

[55] Długosz, Roczniki ?, ks. 11, s 182

[56] Ibidem, s. 188-189

[57] Długosz, Roczniki …, ks. 10, s. 327-328

[58] P.A. Nowakowski, op. cit., s. 35

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u