Lalka tom II

Lalka Tom II

Rozdział I. Pamiętnik starego subiekta.

Powieść Lalka - Bolesław Prus

Powieść Lalka – Bolesław Prus

I pojechał Stach tak nagle jak zawzięcie przedtem nie chciał jechać. Zjadł obiadek u państwa Łęckich i wyjechał. W tym musi coś być, jakieś grubsze pieniądze. Tak zastanawiał się Ignacy, rozmyślając nad poczynaniami Wokulskiego. Przed wyjazdem poprosił go do siebie a Ignacy zdziwił się widząc go pakującego walizkę. Oświadczył że zaraz wyjeżdża do Paryża a na pytanie skąd taka odmiana od wczoraj odpowiedział, że wczoraj mylił się. Nie chciał się jednak zwierzyć nawet przed Rzeckim. Porozmawiali jeszcze o interesach i ruszyli razem na dworzec. Rzeckiemu łzy się zakręciły w oczach gdy usłyszał, że Stach najchętniej by już nie wracał. Gdy pociąg odjechał namówił Rzecki Szumana, który też przyszedł pożegnać Wokulskiego, na przechadzkę a idąc stwierdził, że Stach jest chyba zakochany.

Lalka - Bolesław Prus

Lalka – Bolesław Prus

Szuman roześmiał się stwierdzając, że trochę zeszło Ignacemu zanim zrobił to odkrycie. Później stwierdził, że miłość została sprowadzona przez tą cywilizację do nerwowej choroby, która może wykończyć człowieka. Rozmowę przerwał deszcz, przez który Szuman uciekł do domu a i panu Ignacemu nic innego nie pozostawało. Któregoś wieczora zaszedł do niego szlachcic, w którym poznał on swojego starego druha Machalskiego. Przyjechał on do Warszawy i siedział tu tydzień nocując u Rzeckiego, a czas upływał im na rozmowie o dawnych czasach i o Stachu. W 1857 lub 58 roku zaszedł Rzecki do piwnicy, w której Machalski ściągał wino z beczek. W piwnicy tej zastał młodego Wokulskiego z ojcem, który przekonywał go że nie powinien wydawać pieniędzy na książki gdy on procesuje się o dobra po ojcu i chociaż jest szlachcicem to nie będzie miał poważania pracując w sklepie. Gdy wyszli Machalski stwierdził, że stary ma pomieszane w głowie, ale z młodego coś będzie.

Wymyślił on maszynę, która sama pompuje wodę i uczy się mówiąc, że do Kijowa na uniwersytet pojedzie. W ten sam dzień jeszcze Rzecki zaznajomił się ze Stachem i odtąd żyli w przyjaźni. Żyli tak wśród ludzi z uniwersytetu, którzy przekonywali Wokulskiego ż należy pracować dla dobra ogółu bo dzięki temu można stworzyć lepszy świat. W 1861 roku Stach zrezygnował z pracy w sklepie, przeniósł się do Rzeckiego i zaczął chodzić na wykłady akademickie jako wolny słuchacz. Uczył się całymi dniami a czas wolny poświęcał na doświadczenia z balonami, które latały całymi dniami po pokoju. Od czasu gdy Wokulski zamieszkał u Ignacego do sklepu Mincla zaczęła przychodzić Kasia Hopfer. Robiąc zakupy wypytywała zawsze o pana Stanisława, a ten nic o tym nie wiedząc czytał swoje książki siedząc w pokoju. Raz zagadnął Rzecki go o to ale on odpowiedział że Kasia nie dla niego i że nie spotkał jeszcze kobiety, którą mógłby pokochać. Zainteresowała się nim Małgorzata Micnlowa i stwierdziła, że koniecznie musi go wyswatać. Zapraszała ich na herbatkę, na której Wokulski siedział zawsze milczący i znudzony a później zaczęła dostawać spazmów, wyklinać męża i mężczyzn. Nagle wszystko się zmieniło. Stach rzucił w kąt książki i swój balon, zaczął znikać na kilka dni i wracać znużony a wokół niego kręcili się jacyś podejrzani osobnicy. W końcu zniknął Rzeckiemu z oczu i dopiero po dwóch latach przysłał list z Irkucka żeby przysłać mu jego książki. Jesienią 1870 roku wrócił zarośnięty i powiedział, że został uczonym i ma podziękowania z różnych petersburskich towarzystw. Przywiózł ze sobą sześćset rubli i żył za nie przez pół roku a gdy się skończyły zaczął rozglądać się za pracą, której nikt  nie chciał mu dać. W końcu zmarł Jan Mincel a wdowa po nim zagadnęła któregoś wieczora Rzeckiego i zapytała o Wokulskiego. Ten odpowiedział jej że wrócił, nie ma zajęcia i nie wie z czego żyje. Na propozycję gospodyni żeby przyjął go do siebie a ona będzie go żywiła, Ignacy odpowiedział że Wokulski tego nie przyjmie. Jaki był zaskoczony pół roku później gdy Stach machając ręką na jego zdziwienie oznajmił mu, że żeni się z Minclową. Odtąd na poważnie zajął się kupiectwem angażując się w sklep i potrajając jego dochody. Miał jeszcze dodatkowe obowiązki przy swojej żonie, zazdrosnej o niego przy każdej okazji. Pilnowała go też na każdym kroku nie pozwalając na żadną swobodę a on poddawał się temu rygorowi w milczeniu. W trzecim roku takiego pożycia zaczął coraz częściej zaglądać do Ignacego i rozmawiać o polityce, a gdy tylko chciał zmieniać temat przychodził służący z informacją, że pani prosi. W piątym roku pani Minclowa zaczęła się malować chcąc odzyskać młodość, a pewnego razu wysmarowała się cała od stóp do głów jakimś specyfikiem i po dwóch dniach zmarła na zakażenie krwi, zapisując cały majątek swojemu Stasiulkowi. Sam Wokulski po tym zdarzeniu stał się jeszcze bardziej osowiały, aż przykro było patrzeć na to Rzeckiemu, który zaproponował mu kiedyś, żeby wybrał się on do teatru. Poszedł tam, a gdy wrócił Ignacy zobaczył go odmienionego. Był pełen życia i werwy. Za jakiś czas wyjechał do Bułgarii gdzie zrobił majątek a gdy wrócił Rzecki dowiedział się od pani Meliton, że jest on zakochany, na co wtedy machnął ręką i śmiał się z tego. Ale teraz stwierdzał, że baba niestety miała rację.

Lalka Tom II

Rozdział II. Pamiętnik starego subiekta.

Rzecki rozmyślał nad sytuacją polityczną zarzucając Węgrom, że jeszcze niedawno sami bronili swojej narodowości a tera pchają się do Bośni gdzie ich wcale nie chcą. Ale w życiu pana Ignacego zaszła zmiana, która odciąga go od rozmyślania nad polityką. Otóż Stach poprosił go żeby zajął się kamienicą, którą kupił. Zdał więc Rzecki sklep w ręce Lisieckiego i Szlangbauma a sam ruszył w Aleje. Gdy dotarł do kamienicy jego oczom ukazał się ponury widok. Była ona zaniedbana i brudna. Od rządcy dowiedział się, że nikt prawie nie płaci czynszu a niektórzy spłacają za poprzednich właścicieli podatki do magistratu. Rządca okazał się być bywałym człowiekiem, szlachcicem który był we Włoszech w 1859 roku gdy Francuzi walczyli pod Magentą. Zaczął opowiadać Ignacemu jak z przednią strażą kirasjerów wkraczał do miasteczek włoskich i był serdecznie witany przez ich mieszkańców. Bardzo zainteresowała Rzeckiego ta opowieść, ale po jakimś czasie przypomniał sobie że przyszedł tu w interesach. Ruszyli więc zapoznać się z lokatorami. W pierwszym mieszkaniu, do którego zaszli spotkali brodatego studenta, który zapowiedział że czynszu płacić nie zamierza a mieszkania nie opuści, chyba że go siłą wyniosą. Następną była baronowa Krzeszowska, która przyjęła ich z płaczem i żądała żeby jej nie usuwać z mieszkania ale zająć się tymi którzy są zakałą tej kamienicy, a mianowicie studentami, którzy mieszkają nad nią i Stawską, która bałamuci wszystkich mężczyzn i nie wiadomo z czego się utrzymuje. Długo jeszcze narzekała baronowa, ale Rzecki postanowił opuścić jej mieszkanie i udać się właśnie do Stawskiej, którą był zauroczony i chętnie widziałby z nią Stacha. Gdy weszli do mieszkania przyjęła ich staruszka, matka młodej pani a po chwili zjawiła się i ona. Początkowo były zaniepokojone, ponieważ obawiały się podwyższenia czynszu, ale Rzecki ku ich radości i zdziwieniu obniżył go i do października puścił im lokal za darmo. Gdy już to ustalili, rozmowa zeszła na męża pani Stawskiej, który wyjechał za granicę i od dwóch lat nie dawał znaku życia co dla Stawskiej było wielkim problemem, ponieważ nie wiedziała czy jest mężatką czy nie. Rzecki przyrzekł paniom, że w przeciągu roku dowiedzą się co się z nim stało i pożegnał się na odchodnym mówiąc, że może sprawy ułożą się i wszyscy, nawet ci których tu nie ma będą zadowoleni. Na pytające spojrzenie starszej pani nic nie odpowiedział i wyszedł razem z rządcą. Gdy Rzecki wrócił do domu zorientował się, że tak załatwił sprawy kamienicy, że dochód z niej zmniejszy się o trzysta rubli rocznie. Może dzięki temu, pomyślał, Stach pomyśli o szybkiej jej sprzedaży.
  • Plemiona

Lalka Tom II

Rozdział III. Szare dnie i krwawe godziny.

Wokulski jechał pociągiem nie zważając na to co się koło niego działo. Ogarnęła go wielka apatia i nie chciała opuścić nawet w Paryżu, gdzie przywitał go Suzin, wielce uradowany że tu przyjechał. Zabrał go do hotelu w którym miał wynajęte pokoje gdzie porozmawiali trochę o interesach, w których Suzin potrzebował Wokulskiego, ponieważ nie znał żadnych obcych języków i nie umiał tak oceniać ludzi jak on. Później Stanisław odpoczął trochę w swoim pokoju zmagając się z różnymi nawiedzającymi go wizjami, a gdy nie mógł sobie z nimi dać już rady wyszedł na miasto. Na ulicy panował wielki ruch, co chwilę przejeżdżał powóz, dorożka lub omnibus a prawie na chodniku siedziało mnóstwo ludzi przy stolikach rozmawiając i popijając jakieś napoje. Ruszył przed siebie nie wiedząc dokąd ma się udać a miasto robiło na nim coraz większe wrażenie przytłaczając go, z czego był bardzo zadowolony. Wrócił następnie dorożką do hotelu gdzie czekali już na niego interesanci. Zjadł szybo śniadanie i udał się do salonu, gdzie przywitał go pan Jumart, marszałek dworu jego i Suzina, który miał organizować wszystkie spotkania. W salonie zasiadł za wielkim stołem zarzuconym papierami i zaczął przyjmować zainteresowanych. Były to indywidua różnej maści proponujący swoje usługi i chcący zarobić. Wokulski uważał to za stratę czasu i gdy przyjął wszystkich zapytał Jumarta co to są za ludzie? Ten odpowiedział, że w Paryżu pełno jest takich, którzy chcą zarobić i z tym właśnie do niego przyszli. Było wpół do czwartej, a sesja w której miał uczestniczyć z Suzinem miała odbyć się o ósmej. Ruszył znowu na miasto oglądając różne miejsca do siódmej gdy poczuł się zmęczony i wrócił do hotelu. Sesja z fabrykantami okrętów i inżynierami trwała do północy i wykonując tą pracę dopiero całkiem uspokoił się. Po niej udał się do swojego pokoju gdzie przestudiował plan miasta a następnie udał się na spoczynek. Następne dni upływały mu podobnie. Kilka godzin zajmowały mu sesje, a po nich zapuszczał się w Paryż, czasami razem z Jumartem, który prowadził go w miejsca, o których nie mówiły przewodniki. Robił to aby zabić wspomnienia a gdy te przytłaczały go zatapiał się w koniaku siedząc w jakiejś kawiarni i stwierdził, że to go uspokaja. Mając dużo czasu rozmyślał o swoim położeniu a patrząc na Paryż i ludzi tu mieszkających upewniał się  w tym, że jego miłość jest głupią i beznadziejną a konwenanse nigdy nie dopuszczą do tego aby stała się szczęśliwą. W końcu coraz bardziej zaczęła go opanowywać myśl pozostania w Paryżu i nie dawała mu ona spokoju.

Lalka Tom II

Rozdział IV. Widziadło.

Któregoś dnia odwiedził go profesor Geist, mówiąc że jest wynalazcą a w Wokulskim rozpoznał desperata myślącego o samobójstwie. Zaintrygował on go proponując, że pokaże mu coś co widziało tylko kilku ludzi a żeby dalej prowadzić badania potrzebuje jego pieniędzy. Wokulski zgodził się na prezentację i naukowiec po dwóch godzinach zjawił się w jego pokoju pokazując mu różnego rodzaju metale, jedne bardzo ciężkie inne bardzo lekkie, a wszystkie nieznane jeszcze ludzkości. Umówili się że Stanisław w najbliższych dniach uda się do Geista aby przeprowadzić kilka prób i przekonać się czy nie jest to jakaś mistyfikacja. Chciał o tym wszystkim porozmawiać z Jumartem, który powiedział że na drugim piętrze swoje występy ma magnetyzer Palmieri, które niezgorsze robią wrażenie. Wokulski kazał się tam zaprowadzić i mógł tam zobaczyć zamagnetyzowanych ludzi, którym naukowiec mógł wmówić wszystko co chciał. Że chustka waży sto funtów, a trzymający ja uginał i pocił się trzymając ją, że szczotka owinięta ręcznikiem jest piękną damą w której zakochany jest młodzieniec i inne równie dziwne rzeczy. Wokulski pomyślał od razu, że Geist zamagnetyzował go pokazując mu swoje wynalazki i że może w Warszawie również ktoś mu to zrobił. Poradził się Palmierego, który próbował go zamagnetyzować, ale stwierdził że w krótkim czasie jest to niemożliwe i wymaga pracy kilku miesięcy. Więc Geist nie był oszustem! Następnych kilka dni minęło mu pracowicie, Suzin bowiem kończył swoje interesy. Po wyliczeniu zysków okazało się, że Wokulskiemu z nawiązką wróciły się wszystkie wydatki jakie poniósł ostatnio w Warszawie. Gdy żegnał się ze swoim kompanem ten powiedział, że wie o tym że dręczy go kobieta i nie może przez to normalnie prowadzić swoich interesów tylko zadaje się z podejrzanymi ludźmi i że powinien tego zaniechać dla własnego dobra. Po wyjeździe Suzina przyszedł list od Rzeckiego, w którym dużo pisał on o pani Stawskiej i jej zaginionym mężu i w którym przyjaciel prosił go o pomoc w wyjaśnieniu co się z nim stać mogło. Wokulski postanowił że pomoże jej i w tym celu wykorzysta baronową, która swego czasu odwiedziła go, a którą bardzo polecał mu Suzin. Odwiedził ją zaraz, płacąc cztery tysiące franków za poszukiwania Stawskiego i obiecując jeszcze dwa gdy będzie o nim pewna informacja. Oboje rozstali się zadowoleni. Postanowił udać się do Geista i gdy tam przybył ten przywitał go uradowany, ale jego sytuacja zmieniła się. Sprzedał on wynaleziony przez siebie materiał wybuchowy jakiejś spółce anglo ? amerykańskiej i przez jakiś czas nie musiał martwić się o pieniądze. Pozwolił Wokulskiemu przeprowadzić wiele badań na jego metalach i powiedział że może wrócić do niego gdy załatwi już wszystkie rachunki ze światem, w którym dotąd żyje. Rozmyślając o tym czy zająć się wizją Geista i pracą nad metalem lżejszym od powietrza, czy wracać do Warszawy gdzie była jego miłość, Izabela, jednak tak samo niedostępna i niepewna jak ten metal, skłaniał się do pozostania w Paryżu. Gdy tak się zastanawiał przyszedł do niego list od prezesowej, która pisała że nieładnie z jego strony tak zapomnieć o życzliwych mu osobach i bawić się w Paryżu. Pisała też że jest u niej na wsi Bella, którą musiał on obrazić czymś, ale jeżeli szybko przyjedzie to sprawi ona że uzyska przebaczenie. W tej chwili Wokulski szykował się już do wyjazdu załatwiając swoje wszystkie rachunki!

Lalka Tom II

Rozdział V.  Człowiek szczęśliwy z miłości.

Wokulski zastał w Warszawie kolejny list prezesowej, przynaglający go do przyjazdu na wieś. Jednak przed tym musiał załatwić kilka spraw Warszawie. Okazało się bowiem, że podczas jego nieobecności obroty firmy wzrosły znacznie, tak że Rzecki na własną odpowiedzialność musiał wynająć nowe magazyny. Było też mnóstwo listów w różnych sprawach w tym jeden od Suzina, który proponował nowy interes na zimę, podobny do paryskiego. Chodząc po ulicach miasta zauważył też Wokulski, że jest obiektem zainteresowania wszystkich. Na drugi dzień odpisał Suzinowi, że przyjmuje jego propozycję i że w październiku będzie w Moskwie, po czym udał się na dworzec. W pociągu otrzymał od nadkonduktora swój własny przedział, a gdy pociąg już ruszył przysiadł się do niego baron Dalski, jeden z niewielu konkurentów do ręki Izabeli i członek spółki do handlu ze wschodem. Opowiadał Stanisławowi jak to odnawia pałac i pokazywał klejnoty, które zakupił we Wiedniu, a Wokulskiemu aż tchu brakowało gdy myślał dla kogo to wszystko. Ale wkrótce wyjaśniło się, że baron oświadczył się wnuczce prezesowej, pannie Ewelinie Janockiej a nie Izabeli i po niedługim czasie Wokulski przyszedł do siebie, przepraszając za chwilową niedyspozycję. Baron opowiadał mu jeszcze przez chwilę jaki jest szczęśliwy i zakochany, po czym zostawił go samego. Wokulski chwilę rozmyślał nad tym o czym opowiadał mu jego gość a następnie zasnął i zbudził go dopiero konduktor, gdy byli już na miejscu. Na stacji okazało się, że muszą poczekać na konie i czas ten spędzili na oglądaniu okolicy, a gdy powóz przyjechał ruszyli do prezesowej.

Lalka Tom II

Rozdział VI. Wiejskie rozrywki.

Po drodze spotkali breka, w którym jechali pan Ochocki, Starski, narzeczona barona, panna Felicja Janocka i wdowa pani Wąsowska. Przesiedli się wszyscy do niego i ruszyli razem w dalszą drogę, w której czas umilali sobie wesołą rozmową i przekomarzaniem. Gdy dotarli na miejsce, każdy otrzymał pokój, a później zebrali się na śniadaniu. Po nim udali się do swoich zajęć a Wokulski ruszył do parku rozkoszując się ciszą po zgiełku Paryża, Warszawy i turkocie kolei. Spotkał tam Ochockiego zmierzającego na ryby i pytającego o pannę Felicję, z którą się umówił. Porozmawiał chwilę z Wokulskim, opowiadając o Starskim i pani prezesowej, a  zaraz potem zjawiła się Felicja i wszyscy poszli łowić ryby, co zajęło im czas do piątej. Następny w kolejności był obiad, a później wszyscy zebrali się w altance, gdzie Starski rozprawiał o małżeństwie i dowodził, że nie ma racji bytu małżeństwo z miłości a natomiast osiągną coś ci, którzy robią to dla korzyści i pieniędzy. Jedni zgadzali się z nim a inni zaprzeczali i tak płynął im czas. Ruszyli potem wokół gospodarstwa, którego prezesowa robiła przegląd odbierając wszędzie raporty a dla Wokulskiego, który obserwował barona i jego narzeczoną, jasne się stało że ta druga nie kocha go, choć baron wcale tego nie zauważał. Następnego dnia Wokulski wyruszył na przejażdżkę konną z panią Wąsowską w czasie której rozmawiali znowu o miłości i kandydatach na mężów. W pewnej chwili wdowa poprosiła Stanisława aby sprawdził jej popręg przy siodle, a gdy ten zbliżył się bardzo, dotknęła kolanem jego twarzy po czym krzyknęła że pocałował on ją. Wokulski odpowiedział krótko: ?Nie?, co rozbawiło ją, ponieważ inni na jego miejscu powiedzieli by że stracili dla niej zmysły i żyć bez niej nie mogą. Wyjaśniła mu, że jest to jej zabawa z adoratorami, na którą on nie dał się złapać. Później rozmawiali dalej o miłości i doszło między nimi nawet do zwady, ale gdy wrócili w okolice dworu pani Wąsowska stwierdziła, że Wokulski jest interesującym człowiekiem i że jeszcze jej do końca nie poznał.

Lalka Tom II

Rozdział VII. Pod jednym dachem.

W czasie gdy Wokulski kłócił się z wdową do Zasławka zbliżała się Izabela wezwana tu przez prezesową. Pobyt na wsi bardzo zweryfikował jej poglądy. Straciła dwóch kandydatów do jej ręki, a mianowicie Starskiego, który oświadczył, że ożenić się może tylko z bogatą kobietą i barona, który nagle ją porzucił i oświadczył się pannie Ewelinie. Coraz życzliwiej natomiast myślała o Wokulskim i dopuszczała nawet możliwość, ze kiedyś będzie jego żoną. Gdy dojechała do pałacu, przywitali ją wszyscy, oprócz Wokulskiego który właśnie był na przejażdżce. Wszyscy natomiast mówili o nim a gdy została sama z prezesową, ta stwierdziła że ma dla niego wiele życzliwości i że jest to człowiek niepospolity, do którego niedługo przyjdą salony. Jest on również szlachcicem a jego zajęcie nie powinno nikogo odstraszać. Zaraz potem wrócił Wokulski a widząc powóz na dziedzińcu nie mógł wydobyć z siebie słowa. Udał się do swojego pokoju, do którego zaraz przyszedł kamerdyner z informacją, że przybyła panna Łęcka i prezesowa prosi na obiad. Z wielkim niepokojem i niepewnością zbliżał się on do jadalni, gdzie miał spotkać ją. Gdy jednak znalazł się już na miejscu odzyskał swoją siłę i odwagę widząc Izabelą rozmawiającą ze Starskim. Dał się zaraz porwać pani Wąsowskiej i rozmawiał z nią wesoło a Izabela nie pozostawała mu dłużna kokietując Starskiego. Wokulski zauważył jednak, że ten zajęty jest panną Eweliną a ona nim i żal mu się zrobiło barona. Po obiedzie Izabela podeszła do Stanisława pytając go jak się bawił w Paryżu i ze musi jej opowiedzieć o tym. Wokulski odparł, że nie bawił się dobrze choćby dlatego, że jej tam nie było. Izabela stwierdziła jednak, że o ile jej wiadomo umie on bawić się bez niej dobrze i odeszła. Później wyszli wszyscy do ogrodu rozmawiając i spacerując. Wokulski został sam z panną Eweliną, z którą rozmawiał o baronie, ten wysłany bowiem został po szal. Okazało się że wychodzi ona za barona z litości, co bardzo zdziwiło Stanisława. Został jednak poproszony w inną część parku, gdzie czekały na niego panie i musiał pozostawić pannę Ewelinę samą. Później został sam z Izabelą i długo rozmawiali na temat arystokracji i tego jaką ma ona spełniać rolę w społeczeństwie, a następnie ona zapytała, dlaczego wyjeżdżał do Paryża obrażony na nią. Powiedziała też, że początkowo myślała, że zapłacił za dużo za ich kamienicę, czego nie mogła mu wybaczyć, ale teraz gdy baronowa Krzeszowska chce dać za nią tyle samo, misi mu podziękować ponieważ uratował może jej ojca od śmierci. Mówiąc to podała mu rękę, którą on natychmiast ucałował myśląc, że jest ona aniołem. Przez następne dwa dni padał deszcz i wszyscy zajęci byli albo książkami, albo grą w karty. Gdy w końcu wypogodziło się wszyscy ruszyli do lasu na rydze. Prezesowa zarządziła, że panowie wybierają sobie damy i sytuacja tak się ułożyła, że Wokulskiemu przypadła Felicja a Izabela Ochockiemu.

Lalka Tom II

Rozdział VIII. Lasy, ruiny i czary.

Wokulski początkowo jechał pochmurny, zazdrosny o Ochockiego. Ale gdy rozmowa zeszła na balony i gdy wynalazca dowiedział się, że Stanisław latał jednym w Paryżu wpadł on w zły humor i zostawił Izabelę. Było to już pod lasem, gdzie każda para udała się w innym kierunku. Panna Felicja nie chciała zbierać grzybów z Wokulskim jakby się go obawiając i ruszyła do lasu w towarzystwie dwóch służących. Stanisław i Izabela zostali więc sami. Zaczęli spacerować po lesie rozmawiając o naturze a gdy dotarli do polany Wokulski powiedział, że już od dawna myśli o niej i chce żeby mu odpowiedziała, czy w jej mniemaniu wolno mu o niej myśleć. Jeżeli stwierdzi, że nie to wyjedzie stąd całkiem wyleczony. Izabela odpowiedziała, że każdemu wolno myśleć, co ucieszyło Wokulskiego i odpowiedział on, że w takim razie będzie on starał się o jej względy. Dalszą rozmowę przerwało przybycie całego towarzystwa i wszyscy udali się do domu na obiad. Przez następne kilka dni Stanisław i Izabela przebywali razem i Wokulski czuł się szczęśliwy. Któregoś dnia poprosiła go prezesowa i przypomniała o nagrobku, który obiecał zrobić dla swojego stryja, a także zapytała co sądzi o budowie cukrowni, którą radzą jej tu postawić. Odpowiedział, że zastanowi się nad tym i zajmie nagrobkiem stryja. Następnego dnia ruszyli do Zasławia a gdy tam przybyli Wokulski zatrzymał się u proboszcza, aby załatwić sprawę z napisem na kamieniu, tak bowiem prezesowa postanowiła upamiętnić jego stryja. Reszta towarzystwa pojechała dalej i rozłożyła się nieopodal ruin zamku w kępie dębów. Proboszcz przychylny był sprawie napisu i ściągnął Węgiełka, który podjął się wykonania roboty. Gdy szli w stronę ruin chłopak opowiedział Wokulskiemu, że w okolicy on zajmuje się wykonywaniem wszelkich napisów, a wcześniej zajmował się też stolarką i dobrze mu się powodziło, dopóki nie spalił mu się warsztat. Stanisław powiedział mu, że jeżeli dobrze sprawi się z napisem to weźmie go do Warszawy i gdy okaże się że jest tego warty, to może odzyska swój warsztat. Gdy dotarli do ruin dołączyła do nich Izabela, która koniecznie chciała zobaczyć kamień, na którym tyle czasu spędzili prezesowa i kapitan Wokulski, a Węgiełek prowadził ich. W końcu zobaczyli marmurowy kamień. Przy okazji chłopak opowiedział im tutejszą legendę o śpiącej pannie i skarbach ukrytych w podziemiach, a później zajęli się napisem. Wokulski napisał mu na kartce wiersz, który miał wyryć na kamieniu a on odpowiedział, że w trzy dni napis będzie gotowy i odszedł. Gdy Izabela przeczytała napis wzruszyła się i upuściła kartkę, a Wokulski przyklękając żeby ją podnieść chwycił ją za rękę pytając czy obudzi się dla niego ze snu jak królewna z legendy. Odpowiedziała, że nie wie, może. Dalszą rozmowę przerwał Starski, który wołał ich na obiad. Wieczorem ruszyli spowrotem, Wokulski w wyśmienitym humorze i nawet Izabela siedząca znowu przy Starskim nie psuła mu go. Niestety następnego dnia okazało się że odjeżdża ona i Stanisławem zaczęły targać odmienne uczucia. To rozpaczy i żalu, to spokoju i wtedy tłumaczył sobie, że jeżeli ktoś przyjechał to i musi odjechać. Na ostatnim spacerze raz jeszcze powiedział jej co do niej czuje i czy może liczyć na jej życzliwość, a gdy nic na to nie odpowiedziała stwierdził, że będzie czekał na jej znak. Gdy odjechała powiedział, że piękny dziś dzień, co zaraz potwierdził Starski i tylko pani Wąsowska uważnie mu się przyglądała. Później poprosiła go prezesowa, jeszcze raz przypominając o cukrowni i poirytowana mówiła że dość ma towarzystwa barona, Eweliny i Starskiego. Baron ślepo zakochany nie widzi niczego, Ewelina to jeszcze lalka, w której nie obudziły się ani serce ani rozum, a Starski to hultaj i cynik. Następnego dnia Wokulski wyjechał samotnie na przejażdżkę, jadąc śladami jego spacerów z Izabelą gdzie dogoniła go Wąsowska żartując z jego miłości i ostrzegając, że kobiety teraźniejsze wcale na nią nie czekają i żeby nie działał pod wpływem impulsu jeżeli spotka go zawód. Wróciwszy do Zasławka oznajmił prezesowej żeby nie stawiała cukrowni i że jutro wyjeżdża. Przed wyjazdem powiedział Ochockiem, żeby wstąpił do niego w Warszawie to opowie mu o ciekawym wynalazku, pojechał do ruin sprawdzić napis, a gdy okazało się, ze jest on gotowy zabrał Węgiełka i ruszył z nim w drogę.

Lalka Tom II

Rozdział IX. Pamiętnik starego subiekta.

I mamy rok 1879. Anglia jeszcze nie skończyła wojny w Afganistanie a już wdała się w nową w Afryce z jakimiś Zulusami. Austria męczy się w Bośni a w okolicach Astrachania wybuchła epidemia dżumy i niedługo ma zajrzeć do Polski. Tak nad tym rokiem rozmyślał Rzecki. Oburzony był też procesem jaki baronowa Krzeszowska założyła przeciw pani Stawskiej oskarżając ją o kradzież. W końcu zajął się jak zwykle Wokulskim. W listopadzie wrócił on z Moskwy z zarobkiem siedemdziesięciu tysięcy rubli i jeden kupiec przyszedł do Ignacego aby ostrzegł swego pryncypała przed Suzinem, który niedługo zbankrutuje. Powtórzył to wszystko Wokulskiemu, ale ten odpowiedział, że ci sami kupcy pisali dopiero do Suzina, że Wokulski to bankrut i żeby z nim zerwał kontakty, także Rzecki nie powinien się tym przejmować.

Pewnego dnia przyszedł do sklepu Maruszewicz, wystrojony z miną dumną i odciągając Rzeckiego na stronę powiedział, że baronowa jest skłonna odkupić kamienicę za dziewięćdziesiąt tysięcy, a widząc zadowolenie na twarzy Rzeckiego, że może dorzuci coś odstępnego ponieważ bardzo polega na jego zdaniu. Ale adwokat uświadomił Rzeckiemu, że teraz kamienice idą w górę i mogą oni wyciągnąć od baronowej znacznie większą sumę. W samej kamienicy Rzecki bywał często, a konkretnie u pani Stawskiej. Robił to pod pozorem obserwacji lokatorów, a z jej mieszkania jak twierdził miał najlepszy punkt obserwacyjny. Któregoś dnia Wokulski oświadczył mu, że dostał list z Paryża z informacją, że udało się znaleźć trop prowadzący do męża pani Stawskiej i że powinien jej to zakomunikować jako stały bywalec. Rzecki przekonał go jednak aby sam zakomunikował to paniom, więc razem zjawili się w ich mieszkaniu. Tam Stach opowiedział im co wie o Ludwiku, który ostatnio mieszkał w Londynie i że za kilka tygodni spodziewa się ostatecznych wieści. Chwilę z nimi porozmawiał, po czym pożegnał się. Gdy wychodzili Ignacy napomknął, że powinien częściej zjawiać się w kamienicy a szczególnie u tak pięknej kobiety jak pani Stawska, a ten odpowiedział że gdyby ją poznał wcześniej to ożeniłby się z nią, ale teraz jest to niemożliwe. Kilka dni później Wokulski dostał anonim, w którym życzliwy pisał, że całe miasto mówi już o jego romansie ze Stawską, że Rzecki okrada go z czynszu z kamienicy i żeby sprzedał ją jak najszybciej i wyjechał z kraju. W ten sam dzień, zjawił się adwokat baronowej, który twierdził że jakiś Litwin chciałby kupić kamienicę za osiemdziesiąt tysięcy. Wokulski odpowiedział że wie kim on jest, mianowicie baronową Krzeszowską i że sprzeda jej dom za sto tysięcy i to do nowego roku. Później cenę podniesie. Rzecki był już pewien, że baronowa kupi kamienicę i chciał ostrzec panie Stawskie o tym, ale zamiast do nich trafił do piwiarni, gdzie dowiedział się, że Stach zamierza sprzedać sklep i ożenić się z panną Łęcką. Bardzo go to wzburzyło!

Lalka Tom II

Rozdział X. Pamiętnik starego subiekta.

Będąc kiedyś u Stawskiej dowiedział się Rzecki o tym, że baronowa zaproponowała jej zarobek. Za dwa ruble miała jej pomagać w uporządkowaniu domu. Pomimo swoich podejrzeń nie mógł Ignacy przeszkadzać jej w zarobieniu takich pieniędzy. Okazało się zaraz że zaproponowała jej ona pracę żeby ta wstawiła się do Wokulskiego i powiedziała jak dobra jest dla niej. Pani Stawska zapytała czy Wokulski chce sprzedać kamienicę, a Rzecki odpowiedział, że sprzeda i kamienicę i sklep a później będzie się żenił. Pani Stawskiej tchu brakło i wyszła z pokoju, a starsza pani zaczęła mówić jaki to przystojny mężczyzna z Wokulskiego. Podczas następnej wizyty Helena była bardzo zadowolona i chwaliła baronową, która pozwalała jej zabierać ze sobą małą Helunię, której bardzo podobają się zabawki, a szczególnie jedna duża lalka. Baronowa wypytywała ją o Wokulskiego, a gdy dziewczynka stwierdziła że nie wie kto to jest, odpowiedziała że przecież przychodzi do nich z tym rozpustnikiem Rzeckim. Zdziwiło to bardzo panią Stawską. Baronowa w końcu gdy wykorzystała wszystkich protektorów, wśród których był książę i ksiądz z pobliskiej parafii kupiła dom za sto tysięcy, a zaraz po tym zaczęli do sklepu przychodzić lokatorzy z pretensjami, ponieważ nowa właścicielka podnosiła im czynsz lub wręcz wymawiała lokal. W końcu zjawiła się też Stawska, mówiąc że przyszła kupić lalkę, którą jej obiecał Rzecki i że baronowa wypowiedziała im lokal od Nowego Roku zarzucając, że nie wstawiła się za nią do Wokulskiego. Przed wigilią natomiast okazało się, że Krzeszowska oskarżyła Stawską o kradzież lalki, która zginęła jej z domu i oddała sprawę do sądu. Rzecki poinformował o tym Wokulskiego, często przebywającego u Łęckich co nie wpływało  pozytywnie na jego samopoczucie, który ożywił się słuchając o tym i zaraz zajął się sprawą. Rzecki ruszył do Stawskiej, gdzie zastał ogólną rozpacz i przez godzinę wysłuchiwał jak zostały one pohańbione, po czym przybył Stach. Powiedział, że panie nie mają się czego obawiać, że przyjedzie do nich adwokat i wytoczą baronowej sprawę o zniesławienie, a pani Helena powinna rzucić nauczanie i przyjąć posadę kasjerki w sklepie, który on właśnie przejmuje i potrzebuje tam mieć swoją osobę, z pensją siedemdziesięciu pięciu rubli miesięcznie,. Po pół godzinie pili wszyscy herbatę śmiejąc się nawet od czasu do czasu. W styczniu przyszło wezwanie do sądu, w którym miała odbyć się sprawa. Zjawili się tam wszyscy zainteresowani, a gdy weszli, Rzecki zobaczył baronową procesującą się ze studentami, którym sąd nakazał zapłatę czynszu i opuszczenie lokalu. Następnie rozpoczęła się sprawa Stawskiej. Obie panie były bardzo niespokojne i obawiały się, że jeżeli przegrają to spadnie na nie wielka hańba. Uspokajał je Rzecki mówiąc że sprawę muszą wygrać. Lalka, która była przedmiotem sporu okazała się pochodzić ze sklepu Wokulskiego, ponieważ sprowadzał on takie z zagranicy w częściach, a na każdej części lalki było oznaczenie jego firmy. Rozwiało to wszelkie wątpliwości i pani Stawska została oczyszczona z zarzutów a baronowa jak zwykle wpadła w spazmy.

Lalka Tom II

Rozdział XI. Pamiętnik starego subiekta.

Po procesie Wokulski przez kilka dni bywał u Stawskich, ale później zaczął być bardzo rozdrażniony i lepiej mu było w drogę nie wchodzić. Rzecki natomiast dowiedział się, że ich sklep zostanie sprzedany Żydom a od Szumana w tajemnicy, że Stach zapisał mu dwadzieścia tysięcy rubli. Wszystko to zaniepokoiło go bardzo i nie wiedział co ma o tym myśleć, ale doktor oświecił go, że kto zadaje się z taką babą jak panna Łęcka, na wszystko musi być przygotowany. Panna Izabela teraz, kiedy ma już pieniądze i tak bogatego protektora otoczona jest znowu stadem wielbicieli, którzy wzdychają i czekają na każde jej skinienie. Jest z tego powodu bardzo zadowolona i dla każdego z nich ma jakieś czułe słówka, a Wokulski cierpi i nie może nic z tym zrobić, ponieważ gdy panna spojrzy na niego czule, coś szepnie i złapie za rękę, topnieje w nim hardość jak wosk i patrzy na nią z uwielbieniem. Rzecki opowiedział Szumanowi o pani Stawskiej i stwierdził, że zrobi wszystko aby została ona jego żoną. Na drugi dzień doktor zjawił się w sklepie, wziął Rzeckiego na stronę i powiedział, że zna już powód zgryzoty Wokulskiego. Otóż książę wydaje bal, na którym będzie Izabela i dotąd nie zaprosił Stacha. Na pewno go zaprosi, ale najpierw pobawi się nim trochę, chcąc pokazać gdzie jest jego miejsce, a Wokulski zamiast odrzucić spóźnione zaproszenie, pójdzie tam dla panny Łęckiej. Wieczorem przyszedł do Ignacego Stach i gdy wypili trochę herbaty z arakiem, Rzecki odważył się powiedzieć co myśli o sprzedaży sklepu i przestrzegał Wokulskiego aby nie dawał się maltretować tym, którzy na to nie zasługują. Efekt był taki, że gdy przyszedł lokaj z listem od księcia, Stach podarł go i rzucił w ogień. Ustalili też, że jutro odwiedzą panią Stawską. Wieczór ten minął bardzo przyjemnie, choć przed wyjazdem Stach wahał się czy jechać na bal czy do pań, ale w końcu przybycie Rzeckiego przechyliło szalę. Gdy już opuścili dom pani Stawskiej, Wokulski odwiózł Rzeckiego, a sam pojechał pod dom księcia. Ale Ignacy był czujny i przebrawszy się szybko ruszył za nim. Zobaczył go stojącego pod drzewem i wpatrującego się w oświetlone okna pałacu. Na drugi dzień Ignacy był u Szumana, ale zirytował się tylko ponieważ ten stwierdził żeby nie mieszał się w te sprawy. W końcu Rzecki udał się do matki Heleny i szczerze poinformował ją, że chce ożenić jej córkę z Wokulskim. Ona odpowiedziała, że jest to jej marzenie i widzi, że Helena jest zakochana w Stachu. Zawarli więc pakt, który na razie miał zostać tajemnicą. Ale wielce się zdziwił Ignacy, gdy od Wirskiego dowiedział się, że Wokulski kocha się w pani Stawskiej i wiedzą o tym wszystkie przyjaciółki matki Heleny, pani Misiewiczowej i przyjaciółki tych przyjaciółek. Wirski opowiedział mu również, że baronowa Krzeszowska chciała wyprowadzić studentów i wezwała komornika, ale ci urządzili taką szopkę, że zrobiło się wielkie zbiegowisko. Była też ona u Stawskich co zaniepokoiło trochę Rzeckiego. Prosiła ich o wybaczenie i wybłaganie takiego u Wokulskiego, co one przyrzekły zrobić. Nie ufał jednak Ignacy jej nawróceniu i wietrzył w tym jakiś podstęp.

Lalka Tom II

Rozdział XII. Damy i kobiety.

W domu Łęckich faktycznie przebywało wiele osób i gospodarz musiał nawet wybierać z kim chce się spotkać a z kim nie. Przypisywał to swojej osobie ale Izabela pewna była, że to dla niej przychodzą do nich wielbiciele. W okolicy zawsze był Wokulski, który wpatrywał się w nią z uwielbieniem, ale którego ona lekceważyła. Wszyscy w około wykorzystywali go do różnych celów a on czasami spełniał ich oczekiwania a czasami nie. Przekonał się o tym sam książę, z którym Wokulski często nie zgadzał się i wbrew jego oczekiwaniom nie spełniał wszystkich jego zachcianek. Pełne podziwu dla niego były natomiast wszystkie kobiety, ale on wcale nie zwracał na nie uwagi będąc zajęty swoją wybranką. Czasami spadała zasłona, za którą kryła się ona i jasno widział jej grę i pustotę, ale wystarczyło jedno słowo, gest lub spojrzenie aby wszystko wracało do stanu poprzedniego, czyli bezgranicznego uwielbienia. Jednak gdy pan Łęcki nie mogąc już ukrywać zainteresowania Wokulskiego Izabelą zapytał księcia o zdanie o nim, ten robiąc wywiad w mieście stwierdził, ze jest to osoba o wielkim autorytecie i to zarówno wśród pospólstwa jak i u szlachty. Izabeli powiedział, że trzyma w garści wyjątkowego ptaka i niech go nie wypuszcza, tylko uczyni z niego pożytek dla kraju. Izabela była już zdecydowana, że za niego wyjdzie. Gdy kiedyś zjawiła się u nich pani Wąsowska z kuzynem Ochockim jasno wyjawiła jej, że po spełnieniu warunków, które postawiła Wokulskiemu jest na to gotowa. Musiał on sprzedać sklep, pozwolić jej na utrzymanie stosunków z kim tylko będzie chciała, zastanawiała się nad spółką handlową, ale że przynosiła ona pokaźne zyski nie podjęła jeszcze decyzji. Na pytanie czy nie obawia się scen zazdrości gdy spotykać się będzie ze wszystkimi swoimi wielbicielami, zaśmiała się tylko i powiedziała, że Wokulski wyzbył się wszelkiej ochoty do prywaty i myśli tylko jak ją uszczęśliwić. Wokulski często odwiedzał dom Łęckich ale rzadko spotykał się z Izabelą, która stale była zajętą. Gdy już się spotykali, rozmawiali krótko a panna utrzymywała jego nadzieje i jednocześnie podtrzymywała niepewność nie dając mu spokoju. Wokulskiego po takich wizytach ogarniał niepokój i niepewność i wtedy oddawał się pracy, a gdy to nie pomagało uciekał do pani Stawskiej, gdzie o dziwo znajdował ukojenie i spokój. Helena natomiast żywiła wiele uczucia dla Wokulskiego. Była mu wdzięczna za pomoc i za to że nie odwrócił się od nich przy tej całej aferze z lalką. Nie był on jej obojętny i cieszyła się na każde spotkanie z nim, jednak czy była to miłość sama nie wiedziała. Wszyscy w koło dużo mówili jej o nim, a Rzecki wyraźnie stwierdził, że powinna go ona pokochać i wyrwać go z sideł tej kokietki, panny Łęckiej. Ona też chciała to zrobić, ponieważ czuła że zasługuje na to. Niedługo po tym po mieście zaczęły krążyć plotki, że jest ona kochanką Wokulskiego, a ona sama przyznała matce, która ją o to zapytała, że gdyby zechciał to byłaby, ale jemu to nie w głowie. Rzecki oczywiście dowiedział się o wszystkim i tracił nadzieję, że uda mu się zrealizować jego plan ożenienia z nią Stacha.,

Lalka Tom II

Rozdział XIII. W jaki sposób zaczynają otwierać się oczy.

Rzecki udał się do Szumana, aby porozmawiać z nim o Stawskiej, ale zastał go przeglądającego rachunki jak się okazało ich sklepu i spółki. Powiedział on, że ponieważ Szlangbaum przejmuje interes Wokulskiego, to on nie będzie marnował szansy i zainwestuje swoje pieniądze a nie będzie się zajmował mrzonkami jak do tej pory. Rzeckiego nie chciał słuchać, a o Wokulskim mówił że i tak jest już zgubiony.

Tymczasem Wokulski i Izabela, zajęta cały czas adoratorami spotykali się od czasu do czasu. Raz panna Łęcka przyjęła go wielce podekscytowana mówiąc, że do Warszawy przyjechał Mollinari, wspaniały skrzypek. Gdy Wokulski odpowiedział, że widział go w Paryżu i grywał on w podrzędnych lokalach a na nim nie zrobił wrażenia, zaczęła go traktować chłodno a Stanisław wyrzucał sobie głupotę, nietakt i nierozeznanie w tym temacie. Przecież jeżeli podobał się on Izabeli, to musiał faktycznie być wielkim skrzypkiem. Zażądała aby ułatwił jej spotkanie z nim, pisząc liścik, ponieważ obiecała hrabinie, że zagra on u niej w ochronie. Nie było to jednak proste, ponieważ Mollinari zlekceważył go. Miał żal Wokulski do Izabeli, że każe mu zadawać się z takim typem, ale zaraz wytłumaczył ją, że przecież go nie zna, a gdy pozna to ochłonie.

Gdy wrócił od Włocha, do którego nie został wpuszczony, czekał na niego Węgiełek, który od kilki miesięcy uczył się różnych fachów i nieśmiało powiedział, że chciałby już wrócić do siebie, ponieważ wiele się nauczył. Chciałby się też ożenić z panną Marianną, ale nie wie czy nie zrobi tym przykrości Wokulskiemu. Ten odpowiedział, że nie zrobi i obiecał mu pieniądze na warsztat i posag dla panny. Niedługo po tym w domu Rzeżuchowskich odbyło się spotkanie z Włochem, gdzie zaprezentował on swoją kompozycję. Wokulski prawie nie słyszał jego grania, ponieważ całą uwagę skupił na Izabeli, która rozmarzona wpatrywała się w skrzypka a później zasiadła z nim do stołu. Wokulski nie wytrzymał i opuścił to towarzystwo wybiegając na ulicę. Pani Wąsowska z Ochockim przyglądali się wszystkiemu a wdowa zwróciła uwagę Izabeli na Stanisława informując o tym że wyszedł wzburzony. Panna Łęcka nie przejęła się tym bardzo mówiąc że nie wyrzeknie się dla nikogo swoich upodobań i znajomości. Mollinari zrobił na niej wielkie wrażenie pomimo tego że był aż nadto natarczywy. Przez następne dwa dni siedziała sama w pokoju nie przyjmując nikogo, później spotykała się ze swoimi wielbicielami, aż w końcu zorientowała się, że Wokulski nie był u nich już od tygodnia. Jego natomiast ogarnęła obojętność i następny dzień po raucie przesiedział w domu. Dopiero Rzecki, który stwierdził, że dawno już nie byli u pani Stawskiej wyrwał go z odrętwienia i zaczął bywać u niej prawie co wieczór. Poza tymi wizytami żył w apatii, z której próbował go wyrwać Ignacy. Ale rzadko mu się to udawało. Raz tylko ożywił się gdy wspomniał on, że Milerowa prześladuje Stawską w sklepie. Zaowocowało to tym, że Wokulski postanowił że pomogą jej otworzyć własny sklep. Innym razem na ulicy spotkała go pani Wąsowska, która pytała co się z nim dzieje. Ten odpowiedział z żalem, że nie spodziewał się po Izabeli zachwytów nad takim Mollinarim i innymi jej wielbicielami. Wąsowska odpowiedziała, że cóż by to była za miłość kiedy nie wolno by było kobiecie rozmawiać i nawet kokietować innych. Byłoby to raczej więzienie. Poza tym może to jest odwet za to, że Wokulski więcej czasu spędza z niejaką Stawską niż z panną Łęcką. Stanisławowi to stwierdzenie otworzyło oczy, cały żal wyparował nagle i poczuł się winny. Ponieważ stanęli obok domu Łęckich opuścił powóz, którym jechali i pobiegł prosić Izabelę o wybaczenie. Ona lekko zdziwiona przeprosiny przyjęła i powiedziała że może on mieć nadzieję że go przyjmie, ponieważ widocznie tak zdecydował los. Odtąd Wokulski chodził rozpromieniony i zwierzył się Rzeckiemu, że jest narzeczonym Izabeli Łęckiej, co bardzo zmartwiło starego subiekta.

Lalka Tom II

Rozdział XIV. Pogodzeni małżonkowie.

Baronowa Krzeszowska od jakiegoś już czasu spodziewała się powrotu zadłużonego męża. W końcu któregoś dnia zjawił się Leon, kamerdyner męża, z tobołkami i zapowiedział, że dziś jeszcze baron zjawi się w domu. Gdy ten przybył powiedział swojej żonie, że będzie się nią opiekował, ponieważ szarga ona ich nazwisko, a gdy ureguluje wszystkie sprawy zapewne znowu od niej odejdzie. Zakończył wszystkie procesy, które ona wytoczyła i zaczął z nią bywać w towarzystwie, zapowiadając, że jeżeli ktoś nie odda rewizyty to zażąda satysfakcji. Baronowa zaczęła też spłacać długi męża, złorzecząc przy tym często. Gdy spłaty zażądał też Rzecki, wyszły na jaw machinacje i oszustwa Maruszewicza, za które baron serdecznie przeprosił starego subiekta i powiedział, że rozpowie po mieście że pan Wokulski jest zacnym człowiekiem. Rzecki zaraz poinformował Stacha o całej sprawie, ale temu nie w głowie teraz było zajmowanie się tym. Ustawicznie myślał o Izabeli i stale szukał sposobności spotkania się z nią. Nawet wizyta barona, który chciał sprawdzić czy nie ma niezgody między nimi nie mogła tego zmienić. Darował też Maruszewiczowi, który przyszedł do niego, jego występki, drąc dowody jego przestępstwa i dając mu je na pamiątkę, myśląc że robi to dla swojej Izabeli.

Lalka Tom II

Rozdział XV. Tempus fugit, aeternitas Manet.

Wokulski przez cały czas myślał tylko o Izabeli i zajmował się tylko rozmyślaniem nad tym jak ją zadowolić. Gdy zdarzyło mu się pomyśleć o czymś innym, sam przed sobą był zdziwiony. Nie pojechał nawet na pogrzeb prezesowej, która tyle okazała mu życzliwości nie chcąc ani na kilka dni rozstawać się z ukochaną. Nie drażniło go już ciągłe przebywanie jej w towarzystwie starszych i młodszych adoratorów, jej uśmiechy i spojrzenia. Uważał, że taka już ona jest i nic z tym zrobić nie można. Pewnego dnia w maju poprosił go do siebie pan Łęcki. Powiedział, że wybierają się do Krakowa do ciotki Hortensji, która nie czuje się najlepiej i która zapewne chciałaby go też poznać. Wokulski odpowiedział, że może jechać w każdej chwili. Od Izabeli dowiedział się, że podróż umili im Starski, który jedzie do Wiednia na co przystał bez sprzeciwu. Następnego dnia ruszyli. Starski usiadł obok Izabeli i zaczęli rozmawiać po angielsku a ona rumieniła się i myślała że nikt ich nie rozumie. Wokulski, który widział ich odbicie w szybie w miarę jak jechali z coraz większym niepokojem przysłuchiwał się tej rozmowie. Rozmawiali o nim i o ich spotkaniach, o tym że zgubili medalion który jej ofiarował i blaszkę, która w nim była a Starski drwił z niego, ściskając ją za rękę i obejmując. Po pewnym czasie Wokulski przestał słyszeć o czym rozmawiają i zaczęła w nim zachodzić wielka zmiana. Pot zaczął mu zalewać oczy i czuł, że dłużej nie wytrzyma tej jazdy. Na szczęście po niedługiej chwili pociąg zatrzymał się na stacji w Skierniewicach a on wstał i potykając się pobiegł do bufetu gdzie zażądał wódki. Nie mógł jej jednak przełknąć i po niejakiej chwili ochłonął. Spotkawszy nadkonduktora powiedział mu żeby przyszedł do jego wagonu i powiedział, że jest pilny telegram do Wokulskiego. Ten wykonał jego instrukcje a Stanisław powiedział, że musi wracać do Warszawy, ponieważ spodziewa się wielkiego zysku. Gdy wyszedł z pociągu spotkał Starskiego, któremu powiedział co o nim myśli a gdy pociąg już odjeżdżał krzyknął do stojącej w oknie Izabeli słowa pożegnania po angielsku. Słysząc to opadła ona blada na ławkę w saloniku, a Wokulski śmiał się patrząc na odjeżdżający pociąg. Po jego odjeździe zaczął chodzić bez celu widząc różne majaki, które starał się od siebie odganiać a w końcu ruszył wzdłuż torów w stronę Warszawy potykając się o kamienie. Nagle zobaczył dwa zbliżające się światła i padł na tory modląc się i trzymając mocno podkładów. Nagle tuż przed zbliżającym się pociągiem poczuł mocne szarpnięcie i ktoś ściągnął go z torów. Na chwilę stracił przytomność a gdy się ocknął ktoś na nim siedział trzymając go mocno za ręce. Okazał się nim być dróżnik Wysocki, któremu on załatwił miejsce na kolei właśnie tutaj w zeszłym roku. Wokulski początkowo był na niego zły, ale później łkanie zaczęło targać jego ciałem, a po chwili usnął i spał może pół godziny. Gdy się ocknął myślał już jasno, dał Wysockiemu kilka sturublówek i powiedział, żeby nie mówił nikomu o tym co się tu stało, a następnym razem gdy spotka takiego człowieka niech go nie ratuje. Ruszył następnie w stronę stacji.

Lalka Tom II

Rozdział XVI. Pamiętnik starego subiekta.

Rzecki jak co roku przepowiadał wojnę i powrót młodego Napoleona, który razem z Anglikami walczył w Afryce z Zulusami. Chwalił też Bismarcka, uważając że jest chytrym lisem i to dzięki niemu Napoleon będzie mógł wrócić do Francji. Sam jednak Ignacy nie czuł się dobrze. W sklepie już prawie nie miał nic do roboty, ponieważ stopniowo przejmował go Szlangbaum a on załatwiał tylko ostatnie interesy Wokulskiego. Na mieście natomiast wielki krzyk podniósł się na Żydów, a Stachowi zarzucano, że sprzedał Szlangbaumom swój sklep. Sam Rzecki coraz częściej myślał o podróży na Węgry i zaczął nawet starać się o paszport. Pomógł mu w tym Wirski i już po czterech dniach miał go Rzecki w ręku. Aż się przestraszył! Pomyślał jednak, że musi wyjechać i zaczął przygotowania. Znowu wmieszał się Wirski i w jeden dzień Rzecki był spakowany i gotowy do wyjazdu. Rozgniewało go jednak, że chcą się go tak szybko pozbyć i nie pojechał. Klein opowiedział mu tymczasem ciekawą historię. Mieszka on nadal w domu baronowej, ale rządy objął tam baron i bardzo był niezadowolony, że mieszkanie po studentach stoi puste i nie przynosi zysku. Postanowił on wynająć je pierwszemu chętnemu, który zechce zapłacić. I faktycznie zjawił się taki i na drugi dzień po rozmowie z baronem do mieszkania wprowadzili się studenci, ci sami którzy prześladowali baronową. Teraz zajęli się Maruszewiczem, który chodzi do barona na skargi, ale ponieważ to on radził mu wynająć lokal jak najprędzej, więc baron odsyła go z kwitkiem.

Wokulski natomiast wyjechał w maju z Łęckimi i zapowiadał, że nie wie kiedy wróci, ale wrócił dnia następnego wielce sponiewierany. Zamknął się w swoim mieszkaniu i nikogo nie chciał widzieć. Rzecki posłał mu Szumana, ale z nim również nie chciał rozmawiać. Ten jednak rozpoczął śledztwo i dowiedział się, że zerwał on z Łęckimi. Dowiedziała się o tym pani Stawska, która mieszkała teraz w Częstochowie, a którą poinformował Mraczewski często do niej zaglądający. Będąc w Warszawie wypytywała się Ignacego o Stacha. Mraczewski natomiast, który teraz zamieszkał u Rzeckiego, powiedział mu że kocha się w Stawskiej i nawet jej o tym powiedział, ale ta rozpłakała się tylko i odepchnęła go. Stary subiekt nadal miał nadzieję, że ożeni z nią Stacha a ten cały Mraczewski tylko gotów to zepsuć.

Już prawie też wyjechał z Warszawy. Siedział w pociągu do Krakowa, ale gdy zabrzmiał trzeci dzwonek wyskoczył z niego zostawiając bagaże. Ignacy nie mógł jednak żyć bez Warszawy.

Lalka Tom II

Rozdział XVII. Dusza w letargu.

Wokulski nie bardzo pamiętał jak wrócił ze Skierniewic do Warszawy. Wydawało mu się że jechał pociągiem ale pamiętał to jakby to była jakaś majaka. Gdy dotarł do swojego mieszkania zastał tam służącego, który spał w jego łóżku, ale było mu wszystko jedno. Przez następne dni pogrążył się w apatii, siedząc całymi dniami w fotelu i nic, nawet odwiedziny Rzeckiego i Szumana nie mogły go z tego wyciągnąć. Z wolna jednak wracała jego żywotność i zaczął sobie wyszukiwać różne zajęcia, co jak zauważył przynosiło mu ulgę. Zajął się czytaniem książek, które czytał jedne za drugą. Pewnego dnia przyszedł gruby list z Paryża, ale przeleżał kilka dni na biurku zanim Wokulski zainteresował się nim. Gdy go w końcu otworzył, okazało się że jest od baronowej z informacją o śmierci Ludwika Stawskiego. Czuł, że powinien poinformować biedną kobietę, o której zaczął teraz myśleć, ale nie chciało mu się tym zająć. Po kilku dniach odwiedził go Szlangbaum, z którym obojętnie porozmawiał chwilę o interesach a później Szuman, który chciał go wyciągnąć z domu. Przekonywał go również żeby nie porzucał spółki i nie przekazywał jej w ręce Szlangbauma, który jest oszustem i na pewno podkopuje już jego pozycję wśród arystokracji. Po kilku dniach zjawił się u niego Rzecki wynędzniały i zmęczony, czym przejął się Wokulski. Rozmawiali o interesach i nie mogli się zgodzić na temat przyszłości. Rzecki chciał żeby Stach został w spółce, Wokulskiemu na tym wcale nie zależało. Przypomniał sobie o papierach dotyczących Stawskiego i przekazał je Ignacemu, który ożywił się natychmiast i powiedział, że teraz nic nie stoi na przeszkodzie żeby Wokulski ożenił się ze Stawską. Musi się tylko szybko decydować, ponieważ interesuje się nią Mraczewski i zdmuchnie mu ją sprzed nosa. Stach nie był jednak przekonany i czuł, że nie mógłby jej dać szczęścia. Po wyjściu starego subiekta zastanawiał się co wybrać, Paryż i Geista z jego wynalazkami czy Warszawę, w której drażniło go wszystko. Po następnych kilku dniach znowu zjawił się Szuman, który znowu namawiał go do pozostanie w spółce razem z mądrymi Żydami i do znalezienia sobie celu, na którym mógłby się skupić. To by go uzdrowiło ostatecznie bo doktor już widział tego uzdrowienia pierwsze oznaki. Po wyjściu Żyda zaczął zastanawiać się Wokulski nad wszystkim i nad tym co mu wypada uczynić i czym się zająć. Prowadził też korespondencję z Suzinem, a na kilka dni przed sesją, która miała zdecydować o losach spółki zaczęło go odwiedzać coraz więcej gości. Był wśród nich książę wielce zaniepokojony decyzją Wokulskiego i namawiający go do pozostania. Usłyszał jednak wiele cierpkich ale prawdziwych słów o arystokracji i nie mogąc nic wskórać wyszedł. W końcu odbyła się sesja, na której adwokat poinformował o wystąpieniu ze spółki Wokulskiego, czego wszyscy się spodziewali i o wstąpieniu na jego miejsce Henryka Szlangbauma, byłego subiekta w sklepie, za którym stały pieniądze ojca i innych Żydów. Ze spółki wystąpił też książę, co nie uczyniło wielkiego wrażenia. Wokulski dokładnie znał przebieg sesji, ponieważ po jej zakończeniu zaczęli go odwiedzać różni ludzie i namawiać go aby jej nie porzucał. Był on jednak zupełnie na to obojętny, a jak sam zauważył był już obojętny na ludzi. Pewnego dnia zjawił się u niego Węgiełek, który przyjechał do Warszawy po materiały, ponieważ miał u siebie mnóstwo roboty. Gdy Wokulski zapytał go jak mu się wiedzie z żoną, ten odpowiedział, że patrzeć na nią nie może. A wszystko przez Starskiego, który mieszka w Zasławku i chce obalić testament prezesowej. Okazało się, że on jest tym gachem, który sprowadził Mariannę na złą drogę i wykorzystywał ją później, a teraz bałamuci żonę barona. Po wyjściu Węgiełka zastanawiał się Wokulski czy z zemsty na Starskim nie uczynić swojego celu, o którym wspominał Szuman, ale doszedł do wniosku, że to nie Starski jest winien wszystkiemu, ale jego głupie ofiary, które ten wykorzystywał. Tego wieczora wyszedł Stanisław pierwszy raz od dawna na miasto i bardzo go ono zmęczyło. Wrócił padnięty i zdenerwowany. Następnego dnia odwiedził go Ochocki, który opowiedział o tym co się działo w Zasławku, ponieważ przebywał tam od dwóch miesięcy. Otóż Starski oświadczył, że zamierza obalić testament a namówiony przez żonę baron zaczął go w tym popierać. Ale któregoś dnia doszło między nimi do wielkiej zwady, tak że strzelali się między sobą i baron leży z pogruchotanymi żebrami. Odesłał swoją żonę i powiedział, że znać jej nie chce a testament pozostanie w mocy. Starski natomiast uciekł za granicę, nie tyle z tego powodu, ale przed wierzycielami. Szczęśliwa może być biedota, której prezesowa zapisała większość majątku i dziękować może temu głupcowi. Efekt jego działań był jeszcze taki, że baron zdecydował się sfinansować pracownię technologiczną, o której Ochocki od dawna mu opowiadał i przygotował już jakieś papiery w tej sprawie, ale nie ma człowieka, któryby to wszystko zorganizował. Pod wpływem opowiadań Ochockiego, który w końcu opuścił Wokulskiego, postanowił on wrócić do nauki. Kupił więc na mieście potrzebne atrybuty i zaczął wykonywać różne doświadczenia chemiczne, które sprawiały mu przyjemność. Jednak po jakimś czasie znowu przyszła apatia i obojętność i Wokulski czuł że nie tylko ginie ale wręcz w niej gnije. Któregoś dnia przyszedł list od pani Wąsowskiej, która pisała że koniecznie musi się z nim spotkać. Zastanawiał się czego ona może chcieć, ale wbrew sobie poszedł na spotkanie. Wdowa zaczęła z nim rozmowę o kobietach i mężczyznach oburzona na barona, który tak śmiał postąpić z bezbronną swoją żoną, ale Wokulski popierał go i na tym tle doszło między nimi do sprzeczki. Rozwinęła się ona do tego stopnia, że Stanisław odpowiadając na jej stwierdzenie, że musi w końcu przyjść do próby sił pomiędzy mężczyznami i kobietami złapał ją za ręce mówiąc żeby sprawdziła czy jest ona w stanie walczyć. Ta w pierwszej chwili przeraziła się, ale później stwierdziła że jest on jednak oryginalny i gdyby tak postępował z Belą to nie doszłoby między nimi do nieporozumienia. Mówiła też, że wspomina go ona często, gotowa jest mu przebaczyć i żałuje go. Ale słowa Wąsowskiej odniosły taki skutek, że Wokulski poczuł się wolny, ponieważ nie chciał mieć już nic wspólnego z Izabelą, natomiast ku swojemu zdziwieniu zauważył, że zaczęła go interesować ta kobieta, z którą tak otwarcie mógł rozmawiać o stosunkach pomiędzy kobietami i mężczyznami. Powiedział jej też o tym otwarcie a cała rozmowa skończyła się zaproszeniem go na wieś, gdzie Wąsowska, jak powiedziała, chciała z nim stoczyć prawdziwą walkę. Wokulski wyszedł od niej odmieniony, zaczęło mu się wszystko podobać na ulicy a najbardziej młode kobiety. Przyznawał jednak przed sobą, że najbardziej podoba mu się Wąsowska i zastanawiał się czy nie wdaje się w kolejną awanturę. Jednak myśląc o niej czuł, że ma na nią ochotę. Tak spotkał Szumana, który stwierdził, że od dawna nie widział u niego takiej miny. Dołączył do nich Ochocki a Szuman wykładał im, że Wokulski teraz powinien zmieniać kochanki co kwartał i tak cieszyć się życiem. Gdy doktor wyszedł rozmowa zeszła na pieniądze, Ochocki bowiem żałował że jego dłużnik nie może spłacić pożyczki a tym samym nie może on wyjechać za granicę. Wokulski odparł, że pomoże on mu w tym temacie. Następnego dnia wstał już bez problemów i udał się na spacer do Łazienek. Ku swemu zadowoleniu odzyskał wolę i mógł świadomie myśleć. Następnego dnia przyjechała po niego pani Wąsowska i udali się na spacer znowu do Łazienek, gdzie rozmawiali o kobietach, mężczyznach i miłości. Znowu doszło między nimi do sprzeczki i wdowa zostawiła tam Wokulskiego, który obawiał się czy jej nie obraził. Stwierdził w końcu, że nic na to nie poradzi i na domiar złego uświadomił sobie, że ma na nią apetyt. Na odchodnym dała mu ona list który dostała od Izabeli. Wokulski otworzył dopiero w domu. Pisała w nim Izabela jak się nudzi, jaka jest nieszczęśliwa, że ojciec robi jej wymówki, wiadomo za kogo i że marszałek formalnie oświadczył się o jej rękę po czym płakała całą noc. Wokulski czytając ten list pomyślał, że tak jej nienawidzi a jednak jeszcze kocha. Wieczorem odebrał telegram z Moskwy i natychmiast wysłał taki do Paryża, skąd szybko uzyskał odpowiedź. Napisała też pani Wąsowska, która chciała się z nim spotkać na kilka minut przed odjazdem na wieś, ponieważ ma ważny interes. Był u niej zaraz, a ona zapytała go kiedy najlepiej kupić franki, ponieważ wybiera się za granicę. Nie to jednak było powodem zaproszenia. Chciała wiedzieć czy po przeczytaniu listu Wokulski zmienił zdanie i czy kocha jeszcze Izabelę. Stanisław oddał jej go i powiedział że nic nie zmieni jego postanowienia. Po tym spotkaniu udał się Wokulski do Rzeckiego przepraszając go, że tak dawno u niego nie był. Powiedział mu, że za parę dni wyjeżdża do Moskwy a co będzie dalej nie wie. Kilka dni później Warszawę obiegła wieść, że wyjechał on nie wiadomo gdzie i może na zawsze.

Lalka Tom II

Rozdział XVIII. Pamiętnik starego subiekta.

Od kilku miesięcy krążyła pogłoska, że młody Ludwik Napoleon zginął walce z Zulusami, w co Rzecki do końca nie wierzył. W ogóle mniej już zajmował się polityką zniechęcony do wszystkiego. W mieście cały czas roła nienawiść do Żydów. Jedynie Szlangbaum miał poważanie, ponieważ był właścicielem sklepu i zarządzał spółką. Wokulski wyjechał do Moskwy, zapewne uregulować rachunki z Suzinem a Mraczewski oświadczył się Stawskiej i został przyjęty. Szuman mówił, że choroba Rzeckiego, który nie czuł się dobrze, wynika z obawy o Stacha, ale Ignacy zapewniał że nieraz już znikał on na kilka lat nie wiadomo gdzie a później pojawiał się nagle wdając w jakąśnową awanturę. Tak będzie zapewne i tym razem.

Lalka Tom II

Rozdział XIX. ??…

Rzecki nie czół się dobrze, rzadko przebywał w sklepie ponieważ zmieniło się tam dużo i nie okazywano mu już szacunku do jakiego przywykł. Często natomiast rozmyślał o Wokulskim, nie niepokojąc się, ale myśląc gdzie jest i co teraz robi. Któregoś dnia zjawili się u niego Węgrowicz i Szprot, przynosząc skrzynkę piwa a rozmowa zeszła oczywiście na Wokulskiego, którego na mieście podejrzewano że zbankrutował i musiał uciekać. Oburzył się na to Ignacy, ponieważ wiedział dokładnie że są to brednie. Całą imprezę przerwało wejście doktora Szumana, który opiekował się chorym Rzeckim, twierdząc że ma on wadę serca. Szuman potwierdził wszystko co mówili koledzy o Stachu. Faktycznie tak mówiło się w mieście. Ale doktor nazwał Wokulskiego głupkiem i typem polskiego romantyka i był przekonany, że już nie wróci on do Warszawy. Zmartwiło to Rzeckiego, który liczył na to że jak zawsze Stach zjawi się znienacka gdy najmniej się go będzie spodziewał. Po kilku dniach wpadł do niego Szuman z informacją, że Wokulski zmierza właśnie do Indii, później ma zamiar ruszyć do Chin i Japonii a stamtąd do Ameryki i nie wiadomo czym się ta podróż skończy. Zjawił się też u niego Ochocki, który z kolei przyniósł informację o śmierci pana Łęckiego. Mówił, że kto wie czy panna Izabela nie jest tego przyczyną. Postępowała ona podobnie jak z Wokulskim z marszałkiem, który oświadczył się oficjalnie i przyjechał na wieś do hrabiny uważając się za narzeczonego. Jednak Izabela swoim zwyczajem w czasie jego pobytu jeździła z pewnym inżynierem do ruin zamku, gdzie tęskniła za Wokulski. Inżynier w końcu zorientował się i zaprzestał tych wycieczek, marszałek oburzony wyjechał na Litwę, a Łęcki zmarł na apopleksję. Rozmowa zeszła na Wokulskiego, o którym Ochocki miał całkiem odmienne zdanie niż Szuman. Mówił on, że dzięki takim ludziom jak Stach ludzkość idzie do przodu i nie siedzi jeszcze na drzewach. W końcu zaczął żegnać się z  Rzeckim mówiąc, że wyjeżdża do Petersburga pilnować testamentu prezesowej i jeżeli będzie miał jakieś informacje o Wokulskim to zaraz da znać Ignacemu. Po tej rozmowie siły zaczęły wracać staremu subiektowi, a doktor cieszył się z trafności zastosowanej kuracji. Pierwszego października Ignacego wezwał rejent, który miał dyspozycje co ma zrobić z pieniędzmi pozostawionymi przez Wokulskiego w Warszawie i przykaz aby nie ogłaszać jej przed pierwszym października właśnie. Sto dwadzieścia tysięcy zapisał on Ochockiemu, dwadzieścia pięć tysięcy Rzeckiemu, dwadzieścia Helence Stawskiej, a pięć tysięcy rozdzielił pomiędzy swoją dawną służbę i biedaków. Były też jednak inne całkiem odmienne wieści. Mówiono, że widziano Wokulskiego w Zasławku, że kupował od jakichś górników dynamit, aż w końcu przyszedł list od Węgiełka, adresowany do Stacha, a który Rzecki otworzył. Przeczytał w nim że Wokulski faktycznie był tam, gdy wszyscy myśleli ze jest w Moskwie i że na wzgórzu zamkowym pewnego dnia coś grzmotnęło tak, że szyby w oknach powylatywały we wsi. Sam piszący obawiał się czy Wokulskiego nie spotkało nieszczęście, ponieważ szedł wtedy na zamek, ale gdy po tygodniu szukania nie znalazł żadnych jego śladów uspokoił się. Rzecki pokazał list Szumanowi, który twierdził, że Wokulski zabił się tam, ale on był odmiennego zdania. Powiedział, że on tylko powiedział pannie do widzenia niszcząc coś co mu o niej przypominało, po czym mógł spokojnie wyjechać. Od tej chwili Rzecki przestał chorować i postanowił, że założy spółkę z Mraczewskim i razem otworzą sklep, a wtedy pokażą Szlangbaumowi jak się handluje. Wieczorem zaczął pisać listy do Heleny Stawskiej i do dawnych subiektów, ale w pewnej chwili gdy schylił się po pióro, które upadło na podłogę poczuł ukłucie w płucach i zrobiło mu się słabo. Położył się na łóżku a całe życie zaczęło mu przelatywać przed oczami, aż w końcu został tylko mały płomień, ale i on w końcu zgasł. Znalazł go następnego dnia służący i pobiegł do doktora, u którego był właśnie Ochocki. Mówił on właśnie Szumanowi, że pożegnał dzisiaj pannę Łęcką z matką wyjeżdżające za granicę i że Izabela wstępuje do klasztoru. Gdy przybył służący ruszyli do domu Rzeckiego a gdy tam przybyli Szuman stwierdził, że oto odszedł ostatni romantyk w tym mieście.

 KONIEC TOMU II

<<Lalka Tom I

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u