Przedwiośnie – Część I – Szklane domy

Czaruś uzyskał właśnie promocję do piątej klasy gdy wybuchła wojna. Ojciec został powołany do armii jako oficer. Syn początkowo nie podzielał rozpaczy matki, w którą ta wpadła. Napad strachu dopadł go dopiero gdy ojciec znajdował się już na pokładzie statku zmierzającego do Astrachania. Opanował się widząc jego uspokajające ruchy. Strach minął szybko. Rozpoczęły się natomiast dni pełne wolności, którą zaczął wykorzystywać jak tylko się dało. Do tej pory ojciec, choć łagodny i nigdy nie karający, miał nad nim całkowitą władzę. Teraz gdy go zabrakło matka nie była w stanie go opanować. Początkowo starał się jeszcze stwarzać pozory, ale w końcu przestał się nią przejmować. Całe dnie a nawet noce spędzał poza domem, włócząc się po mieście. Jego matka przeżywała to bardzo. Kochała go bezgranicznie a jego ostatnie zachowanie raniło ją mocno. Rozpacz potęgował brak męża, który do tej pory zajmował się wszystkim. Podejmował decyzje, planował i dbał o dom. Teraz spadło to na nią. Rozpacz! Tylko noce przynosiły chwile ulgi. Mogła wtedy spokojnie obserwować swojego jedynaka śpiącego obok, pewna że nic mu nie grozi. Zwykle nad ranem przychodziły chwile gdy zapadała w półsen i wtedy przenosiła się w rodzinne strony, do Siedlec. Stawał przed nią Szymon Gajowiec, chłopiec którego kochała mając siedemnaście lat i który nigdy nie zniknął z jej serca. Nigdy nie powiedzieli sobie o swojej miłości, a później zjawił się Seweryn i było za późno. W snach wspominała chwile spędzone z ukochanym, chwile które nigdy nie wrócą.

Seweryn pisał dość regularnie. Był gdzieś w Prusach Wschodnich i stamtąd przychodziły jego suche relacje. Matka w listach wychwalała syna, pisząc jak to się dobrze prowadzi i uczy, a później odczytywała mu pochwały ojca. Na chwilę skrucha i chęć poprawy ogarniała serce chłopca, ale wystarczyło żeby jakiś kolega gwizdnął pod oknem i cały ten stan znikał. Czasami ogarniała go tęsknota za ojcem, ale mijała równie szybko. Wraz z jego powrotem musiałby się Czaruś znowu przeobrazić w grzecznego chłopca zainteresowanego tylko nauką. Ojciec nie pokonał Niemców, musiał wraz z resztką armii uciekać. Później pisał, że jest w Karpatach i prze na Węgry, innym razem że został ranny i leżał w szpitalu. Tak mijały lata wojny i ojciec stawał się dla Czarusia kimś stale nieobecnym. A że zabezpieczył ich finansowo więc syn korzystał z tego i robił co mu tylko wpadło do głowy. Matka musiała się na wszystko zgadzać, nie mając żadnego na niego wpływu. W trzecim roku wojny listy od Seweryna przestały przychodzić. W ministerstwie wojny na ich pytania odpowiedziano, że nie wiadomo gdzie się on znajduje, zaginął w odmętach wojny. Niedługo po tym w mieście gruchnęła wieść o rewolucji. Nie bardzo było wiadomo co to słowo oznacza i co w związku z tą rewolucją należy czynić. Jedyny Cezary nie miał wątpliwości. Przestał uczęszczać do szkoły i zaczął ubierać się po cywilnemu, zrzucając szkolny mundurek. Na pytanie dyrektora spotkanego na ulicy dlaczego tak postępuje miał zdecydowaną odpowiedź. Wymierzył mu dwa razy szpicrutą w prawe i lewe ucho i spokojnie odszedł do domu. Został oczywiście wydalony z tej i ze wszystkich innych szkół, ale nie przejął się tym wcale. Miał już całkiem inne plany. Początkowo w mieście było spokojnie, nic się nie działo w związku z rewolucją. Później przybył komisarz i ustanowił nowe rządy. Na skwerach zaczęły odbywać się mitingi, w których uczestniczyli robotnicy i biedota. Wieszano na nich burżujów, jako sprawców niedoli klasy

pracującej. Bywał na nich Cezary, z zapałem słuchający tego co się tam mówiło. Wraz z tłumem wieszał kukłę jakiegoś Józefa Piłsudskiego, nic zgoła o nim nie wiedząc. Wszystkie nowości przekazywał matce, wyjaśniając co zawilsze sprawy. Gdy matka zaczynała tłumaczyć, że nie jest to żaden komunizm tylko zwykła grabież aż swędziała go ręka żeby jej przyłożyć. Ona, gdy widziała że jest już bardzo rozjuszony milkła i udawała, że zaczyna rozumieć. Nigdy tak się jednak nie stało. Którejś nocy, gdy Czaruś spał twardo, wykopała większość ich skarbu i ukryła w ruinach za miastem. Zrobiła to w samą porę, ponieważ zaraz ukazał się dekret komisarski nakazujący wskazanie ukrycia wszystkich zakopanych kosztowności. Cezary oczywiście zamierzał im wskazać miejsce ukrycia ich rodzinnego majątku. Mówił, że dość ma życia kosztem ludu i pali go złoto ojca. Gdy wskazał miejsce, przyszło kilku cwaniaczków i wykopało wszystko co zostało, a on był z siebie dumny. Jednak powoli zaczęło pojawiać się zwątpienie. Zaczynało brakować wszystkiego a do ich domu wprowadzili się jacyś ludzie. Sypiał teraz na miejscu pokojówki i nigdy nie mógł się najeść. Dostrzegł też ciężką pracę jego matki, która wyglądała na starszą o dwadzieścia lat niż faktycznie była. Ogarnął go wstyd i niepostrzeżenie zaczął jej pomagać w codziennych obowiązkach. Nie chciał się przyznać, że nastąpiła w nim przemiana. Tłumaczył to tym, że teraz wszyscy muszą pracować, kto nie pracuje ten nie je. W nocy teraz on czuwał nad nią i okrywał w czasie snu, a ona zasypiała z błogim uśmiechem na twarzy. Zbliżyli się bardzo do siebie, a Cezary zauważył że rozumie ona więcej niż mu się wydawało. Chodzili razem do przystani gdy przypływał statek od strony Astrachania wyczekując na ojca. Ale on nie wracał. Czarek nie miał już nadziei że kiedyś to nastąpi. Z nienawiścią natomiast, tak modną wtedy, patrzył na rzesze uchodźców, uciekających z kraju. Burżujów, magnatów, żołnierzy, chłopów i wielu innych. Matka litowała się nad niektórymi. Tak było z księżną Szcerbatow – Mamajew i jej córkami, które obdarte i wynędzniałe uciekały gdzie ich oczy niosły. Pani Barykowa zaprosiła ich do mieszkania i położyła spać. Oczywiście w nocy była rewizja, skonfiskowano kosztowności, które przybyłe przewoziły a wina spadła na Baryków. Tylko dobra opinia, jaką cieszył się towarzysz Baryka, spowodowała złagodzenie kary. Cała ta sytuacja nie wyszła matce na dobre. Od tej chwili non stop była śledzona i niedługo odkryto jej skarb. Została skierowana do robót publicznych w porcie i tam zakończyła swój żywot. Cezary wyjednał, że pozwolono na pogrzebanie jej na cmentarzu, a nie w rowie kontrrewolucjonistów. Tam pożegnał się z nią ostatecznie i zrozumiał kim dla niego i w ogóle była matka. Prowadziła go przez życie i była silna duchem, choć słaba fizycznie. Miała niezłomną wolę i nic ani nikt nie mógł jej znaleźć. Cezary został sam, ponieważ o ojcu dostał informację, że najpierw zdradził on i przyłączył się do legionów polskich, a później poległ.

W regionie natomiast sytuacja zaczęła się zmieniać do miasta ściągnęły pułki ormiańsko gruzińskie z frontu azjatyckiego, oraz Anglicy, którzy obsadzili je swoją artylerią. Ormianie zaczęli mordować Tatarów, mszcząc się za podobną rzeź w 1905 roku. Wyznawcy proroka nie mieli innego wyjścia jak udać się po pomoc do kalifa. Niedługo potem na Kaukaz nadciągnęła silna armia turecka, wycinając i paląc wioski ormiańskie. Miasto Baku znalazło się w ciężkim położeniu. Zmobilizowano wszystkich, którzy mogli walczyć lub pracować przy fortyfikacjach.

Cezary w tym czasie przeżywał katusze. Zarówno moralne jak i fizyczne. Rewolucja upadła więc wygoniono go z jego pokoiku. Znalazł schronienie w piwnicy ich dawnego, teraz zburzonego domu. Dnie i noce spędzał na poszukiwaniu jedzenia i obserwacji okrucieństw jakie działy się wokół niego. Albowiem Tatarzy i Ormianie nie zaprzestali wzajemnego mordowania się. W końcu zauważono go i wcielono do armii, każąc walczyć. Trwało to do września 1918 roku. Wtedy obrońcy uciekli a do miasta wkroczyli Turcy. Tatarzy wykorzystali to do wymordowania wszystkich pozostałych Ormian i innych nacji, które mogły im sprzyjać, a było to około siedemdziesiąt tysięcy ludzi. Cezarego uratowała legitymacja, otrzymana od jakiegoś konsula polskiego, mówiąca że jest obywatelem Lechistanu. Poklepano go po ramieniu, ale nie puszczono. Musiał iść z askerami tureckimi, co chętnie uczynił. Zapędzono go do grzebania trupów leżących w każdej części miasta. Zwoził je przypatrując się ciałom, które znajdowały się na wozie ciągniętym przez woły. Największe wrażenie zrobiło na nim ciało młodej i pięknej Ormianki, która jakby wzywała go aby pomścił jej śmierć. Gdy wszystkie trupy zostały zwiezione, całymi dniami trwała ciężka praca zasypywania ich w wielkich wykopach. Cezary od świtu do zmierzchu grzebał w czerwonej glinie, zasypując nią gnijące trupy i nie widząc sensu dalszego życia. Wynędzniał przy tym i schudł bardzo, brudny był i zarośnięty, w łachmanach podartych, wiszących na jego obgryzionym przez robaki ciele, tak że widok który sobą przedstawiał sprawiał okropne wrażenie. Wokół pracujących w trupiarni kręciło się wielu żebraków, pomyleńców i innych indywiduów, czekających na jakiekolwiek ochłapy z ich lub żołnierskich misek. W mieście zapanował bowiem powszechny głód. Jeden z takich oberwańców zwrócił uwagę Cezarego. Kręcił się zawsze blisko niego i monotonnie nucił pod nosem jakąś melodię. Gdy chłopak przysłuchał się słowom ze zdumieniem odkrył, że człowiek ten nuci jego imię. Po dokładnym przyjrzeniu się odkrył, że jest to jego ojciec. Zdumienie, radość i niedowierzanie mieszało się w duszy Czarka. Chciał dopaść go i uściskać, ale ten pokiwał przecząco głową. Ruszył do kloaki a gdy tam wchodził przywołał go ruchem głowy. Cezary po krótkiej chwili pracy ruszył tam spiesznie. Gdy tam wszedł pochwyciły go ręce ojcowskie i przytuliły mocno. Te chwile kończyły się szybko, Cezary musiał wracać do pracy.

  • Plemiona

Panowanie tureckie w Baku nie trwało długo. Traktat wersalski zmusił ich do opuszczenia tego rejonu. Później wrócili sowieci i rozpoczęły się nowe mordy i czystki. Cezary i Seweryn przygotowywali się do odejścia, zbierając fundusze i różne potrzebne rzeczy. W międzyczasie syn wypytywał ojca o to jak się do niego dostał. Długa to była droga, pełna męki, wyrzeczeń i kombinowania. Tylko dzięki doskonałej znajomości Rosji udało się to Sewerynowi. Był jednak schorowany i osłabiony. Ale gdy przygotowania dobiegły końca ruszyli w podróż. Pierwszym etapem było dotarcie do Moskwy, gdzie czekała na nich walizka z najpotrzebniejszymi rzeczami. Znajdowała się ona u przyjaciela ojca. Podróż trwała długo. Po drodze Cezary wypytywał o to co zrobią gdy już do niej dotrą. Ojciec odpowiedział, że ruszą do Polski. Tam powstaje nowa cywilizacja. Otóż ich krewny, również Baryka, wykupił duży kawał nadmorskiego wybrzeża i dzięki wykorzystaniu prądu morskiego zbudował wielką hutę szkła, w której buduje on szklane domy. Są one tak skonstruowane, że składa się je w ciągu kilku dni. W zimie krążąca w szklanych belkach gorąca woda daje ciepło, a w lecie zastępuje ją zimna, która schładza wszystkie pomieszczenia. Powstały już tych domów setki, całe wsie i powiaty. Każdy bowiem chce mieszkać w czystym domu a nie w gnijących i śmierdzących. Cezary nie mógł uwierzyć w to co opowiada mu ojciec i dopytywał się czy na pewno widział to o czym mówi. Ojciec odpowiadał, że oczywiście. Domy te są tanie i łatwe w konstrukcji, więc zyskały już wielką popularność. To jeszcze nie wszystko. Inżynier Baryka postanowił tak samo jak wody Bałtyku wykorzystać wody Wisły. Za pomocą szklanych tafli klinowych spiętrzył je, używając do poruszania setek a w przyszłości tysięcy turbin wytwarzających energię elektryczną. Już niedługo całą pracę wykonywać będą maszyny napędzane elektrycznie. Na polach zastąpią one zwierzęta, którym zwrócić będzie można wolność, a chłop polski stanie się rasą najzdrowszą na ziemi uwolniony od ciężkiej pracy i brudu panującego w ich domach. Później zaczął przekonywać syna, że to właśnie jest rewolucja, budowanie czegoś od podstaw bez zabierania czegokolwiek innym, bez zabijania i grabienia. Cezary nie zgadzał się z tym, twierdził że wszystko co złe znajdujące się na świecie należy usunąć, strącić w czeluść i dopiero zbudować coś nowego. Inaczej to tylko mrzonki i marzenia. Długo trwała podróż do Moskwy, ale w końcu tam dotarli. W walizce przechowywanej w mieszkaniu niejakiego Jastruna znaleźli świeże odzienie, bieliznę i oczywiście książeczkę opisującą dokonania dziadka Kaliksta. Stamtąd ruszyli w stronę Polski przebrani za inteligentów. Wsiedli do pociągu, który przewoził podobnych do nich uciekinierów, zmierzających do granic nowego państwa. I jeżeli podróż znad Morza Kaspijskiego wydawała im się długą, to ta była torturą. Mieli dojechać do Charkowa i tam przesiąść się na inny pociąg. Każdy z pasażerów wiózł ze sobą dorobek życia. Wiedział o tym maszynista i co jakiś czas robił sobie przystanki. Ruszał dopiero wtedy, gdy pasażerowie zebrali odpowiednią ilość kosztowności lub innych wartościowych przedmiotów. Nie gardził niczym. Ostatni postój wypadł jakieś dziesięć wiorst przed Charkowem i tutaj co mocniejsi postanowili ruszyć piechotą. Wśród nich Barykowie. W mieście zostawili swoją walizkę w przechowalni na dworcu, płacąc za tą usługę i odbierając kwit i ruszyli do biura po informację o pociągu do Polski. Kolejka była długa, wiec stali w niej na zmianę. Oczywistym się stało, że zabawią tu dłużej. Seweryn znalazł dla nich lokum u tutejszego krawca, płacąc za nie starymi rublami. Po długim oczekiwaniu od urzędnika dowiedzieli się, że pociąg zmierza tu spod Uralu i nie wiadomo kiedy dojedzie, a jak już się zjawi na pewno będzie przeładowany. Nie pozostało im nic innego jak czekać. Poszli odebrać swoją walizkę, ale po okazaniu kwitu okazało się, że nie ma jej w przechowalni. Gdy zaczęli oskarżać pracującego tam towarzysza o kradzież ten odpowiedział im żeby lepiej przestali, chyba że chcą zakończyć swoją podróż w czerezwyczajce. Dali za wygraną i odeszli. Seweryn był załamany. Tak długo strzegł tego skarbu, a teraz stracili go w tak głupi sposób. Na pociąg czekali długo. W tym czasie musieli imać się różnych zajęć żeby przeżyć. Cezary cały czas uczęszczał na mityngi, spotkania i przemowy chłonąc atmosferę rewolucji, zachwycony nią. A  ojciec chorował leżąc i trzęsąc się w gorączce, ale narzucał mu swoją wolę. Nadal miał nad nim władzę. Teraz nie mógł mu już rozkazywać, ale w Cezarym wzbierało współczucie i miłość do tego człowieka, jego ojca. Nieraz miał gorzkie słowa na końcu języka, gdy ojciec nie zgadzał się z jego poglądem na rewolucję i uparcie ciągnął go do Polski, ale powstrzymywał się. Zamiast je wypowiadać spełniał jego życzenie i codziennie dowiadywał się o pociąg. W końcu okazało się, że się zbliża. Z daleka jednak szła wieść, że jest przeładowany i nikogo z Charkowa nie zabierze. Wszystkimi możliwymi kanałami Cezary załatwił w nim dwa miejsca. Gdy dostali informację, że nadchodzi w nocy udali się na stację. Wtoczył się tam majestatycznie, jednak dostać się do niego było niemożliwością. Jego kierownikiem był inżynier Białynia, który okazał się być znajomym ojca, ale nie pomogło to w  niczym. Dopiero pomoc człowieka, który wziął wszystko na siebie sprawiło, że trafili do wagonu towarowego. Tam, zagrzebani w śmierdzące kożuchy i karmieni przez człowieka, który im pomógł ruszyli do Polski. Seweryn jednak coraz bardziej zapadał na zdrowiu. Nie pomagały mu długie postoje i częste rewizje, przed którymi musieli się chować. W końcu nie wytrzymał trudów podróży. W chwili agonii powiedział synowi, żeby udał się do Warszawy, do Szymona Gajowca który pomoże mu. Gdy zakończył swój żywot, w czasie postoju został zabrany i odniesiony do pobliskiego miasteczka, gdzie miał spoczywać przy tamtejszym kościele. Zrozpaczony Cezary ruszył w dalszą podróż i w końcu dotarł do tak upragnionej przez podróżnych granicy Polski. Za nią zobaczył obskurne zabudowania pomiędzy którymi ciągnęła się błotnista droga. Wokół biegały bose i brudne dzieci. Jakże to wszystko nie pasowało do szklanych domów Seweryna Baryki.

<< Przedwiośnie – Rodowód | Przedwiośnie – Część II – Nawłoć>>


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u