Konrad Wallenrod

konrad wallenrod

Konrad Wallenrod – Adam MIckiewicz

Konrad Wallenrod – Przedmowa

Nie zostało jeszcze wyjaśnione w jaki sposób Litwa, wychodząc ze swoich lasów i bagien zdołała podbić i ujarzmić sąsiednie narody. W czasach gdy Zakon Teutoński podbił już Prusów, państwo litewskie rozciągało się od Morza Bałtyckiego do Czarnego. Jednak szybkość podbojów nie pozwoliła na wykształcenie się siły, która mogłaby spoić jego różne części. W późniejszym okresie państwo weszło w stosunki z Polską. Jagiellonowie stali się Polakami i przyjęli ten język. To samo działo się z ich wasalami. Pozostali możnowładcy przyjęli język, religię i kulturę ruską. Litwa przestała być litewska, a jej język zachował się tylko wśród prostego ludu. Kilka już wieków minęło od tych wydarzeń i Litwa jest tylko wspomnieniem i wspaniałym tematem dla poetów.

Konrad Wallenrod – Wstęp

Dużo czasu minęło odkąd Zakon krzyżowy podbił Prusów. Teraz stał na granicy Litwy, którą był Niemen, groźnie wyciągając ręce w jej stronę. Po jednej stronie rzeki wojownicy odziani w skóry niedźwiedzie i kołpaki spoglądali na rycerza w zbroi, siedzącego na koniu i wpatrującego się w nich z drugiego brzegu. Tylko zwierzęta mogły przekraczać rzekę bezkarnie. Ludzie narażeni byli na śmierć. Już niedługo w brody Niemna runą zastępy rycerzy popychane nienawiścią do narodu i tylko miłość będzie mogła przetrwać.

konrad wallenrod

Konrad Wallenrod – streszczenie szczegółowe w formacie pdf, do ściągnięcia na dysk.

Konrad Wallenrod – Rozdział I

W Maryjenburgu nastało święto. Wszyscy komturowie śpieszą do stolicy. Zbiera się kapituła, która wybrać ma nowego mistrza. Wszyscy są zgodni. Powinien nim zostać Wallenrod. Choć jest cudzoziemcem, to jego czyny w walkach z niewiernymi sprawiają, że jest najlepszym kandydatem. Posiada on najlepsze, chrześcijańskie cnoty; ubóstwo, skromność i pogardę świata, a jego honor nigdy nie został splamiony. Za młodu lubił towarzystwo rówieśników i często wesoło spędzał z nimi czas. Nie gardził też towarzystwem kobiet. Jednak wzmianki o krucjatach, o Litwie, powodowały, że tracił humor i pogrążał się w zadumie. W końcu pozostał mu jedyny przyjaciel i powiernik. Stary mnich Halban. Jedną miał tylko wadę, bo któż ich nie ma. Gdy go dręczyły zgryzoty zamykał się w swoim pokoju i pokrzepiony gorącym napojem śpiewał smutne i pozbawione nadziei pieśni. Gdy ktoś mu przeszkadzał gniewał się i złościł, wykrzykując przekleństwa i tylko jeden Halban potrafił go uspokoić, tak jak treser uspokajał rozzłoszczone, dzikie zwierzę.

Konrad Wallenrod – Rozdział II

Komturowie i wielcy urzędnicy po zakończonych obradach udali się do kaplicy na nieszporne modlitwy. Tam dziękowali Bogu za natchnienie. Po nabożeństwie udali się na krużganek, zaczerpnąć świeżego powietrza. Arcykomtur nie tracił jednak czasu. Zebrał co znaczniejszych braci, a wśród nich Halbana i ruszył z nimi na przechadzkę, prowadząc ożywione dyskusje. Wrócili dopiero rankiem. Gdy mijali narożną wieżę, doleciał do nich głos mieszkającej tam od dawna i zamkniętej na własną prośbę, pustelniczki. Mówi ona, że spełnia się przepowiednia. Konrad zostanie mistrzem, żeby ich zabijać. Halban interpretuje te słowa jako wróżbę. Krzyczy, że Konrad Wallenrod powinien zostać mistrzem. Wszyscy zebrani wokół niego wykrzykują Zgoda! Rozchodzą się wiwatując na cześ Konrada, Wielkiego Mistrza. Mnich spogląda za nimi ponur i zaczyna nucić pod nosem pieśń o pięknej Litwince, która zakochała się w cudzoziemcu i tak jak Wilija szuka Niemna, tak ona podążała do niego. A teraz siedzi w zamkowej wieży.

Konrad Wallenrod – Rozdział III

Konrad przyjął godność Wielkiego Mistrza z chmurnym obliczem i groźnym wzrokiem. Wszyscy obiecywali sobie, że z takim wodzem już niedługo krzyż zawiśnie na murach Wilna. Drżyjcie Litwini ? myśleli wszyscy. Ale minął rok, a Konrad zamiast walczyć i podbijać Litwę, nawoływał do pokoju i pokuty, wyrzeczenia się bogactw i uciech i powrotu do ubóstwa. Litwini rozzuchwaleni palili i plądrowali ziemie zakonne, a on tylko się przyglądał. A przecież teraz jest najlepszy czas aby ich zaatakować. Witold, wygnany przez Jagiełłę schronił się u nich, zawarł sojusz i na pomoc czeka. Bracia zaczęli szemrać, ale nie mogli skłonić Konrada aby podjął działania. Błąkał się on po okolicy, często przesiadując w pobliżu wieży. A stamtąd dobiegała pieśń zamkniętej tam niewiasty, której słuchał chciwie. Pieśń o jej młodości i o tym jak wsłuchiwała się w opowieści lubego o dalekich krajach, gdzie w bogatych kościołach modlili się wierni do jedynego boga. Wierzyła, że pisane jest jej takie życie. Ale tak się nie stało. Teraz marzyć tylko o nim może. Konrad ocknął się jakby ze snu, słuchając jej słów. Sam wspominał te wydarzenia i mówił, że cierpi. Cierpienie mu tylko pozostało. Nic więcej. Z wieży niewiasta odpowiedziała, że niczego nie żałuje i choć krótkie z nim spędziła chwile, to pamiętała o nich zawsze. Teraz nie może narzekać. Jest przy bogu i przy mężu, którego ukochała. Konrad zarzucał jej, że niepotrzebnie tu przyszła. Miała zostać w klasztorze i tam doczekać końca swoich dni. Ona odpowiedziała, ze nie mogła. W jej sercu cały czas jest ziemski kochanek. Ruszyła więc tutaj do Maryi grodu. Wiedziała, że kiedyś on się tu zjawi, zemścić się za krzywdy, tak jak obiecał. Czekała więc cierpliwie i oto teraz szczęśliwa jest, bo słyszy jego głos i płakać z nim może. I na cóż mu ten płacz. Dawno temu opuścił ją i poświęcił się dla narodu. Teraz, gdy czas zemsty jest bliski ona przeszkadza mu w tym planie. Zakonnicy naciskają go aby rozpoczął wojnę. Halban przypomina o zemście, a on nic tylko myśli o tym, żeby usłyszeć jej głos. Tym codziennie żyje. Od wieży odgonił go ranek, kończąc ich wzajemne żale.

Konrad Wallenrod – Rozdział IV

Z okazji dnia patrona zakonników w stolicy odbywa się uczta, na którą przybyli komturowie oraz Witold, jako nowy sojusznik Krzyżaków. Konrad nakazuje zabawę i śpiewy, ponieważ atmosfera nie jest najlepsza. Nie bawią go jednak śpiewy włoskiego pieśniarza ani trubadura. Chciał piosenki takiej jak ich życie. Przepełnionej walką, mordami, hałasem oręża i jęków. Jedynym, który podjął się taką zaśpiewać był Halban, siwy starzec, na którego twarzy wyryły się ślady doznanych cierpień. Powiedział, że zaśpiewa ostatnią piosenkę na łonie swojej ginącej ojczyzny, Litwy. Wszyscy jej zdrajcy kiedyś będą musieli odpowiedzieć na jej pytanie, gdzie byli gdy ona ginęła? Co zrobili żeby ją uratować? Zanim jednak ona zginie do końca, ostatni litewski wajdelota zaśpiewa wam ostatnią litewską piosenkę. Gdy Halban mówił o zdrajcach ojczyzny, Witold mienił się cały na twarzy. Wstał ze złością od stołu łapiąc za szable i zbliżył się do starego. Tam z jego oczu puścił się potok łez. Wrócił na miejsce załamany. Przy stole zaś odezwały się drwiny zarówno z niego jak i ze starego śpiewaka i jego piosenki. Konrad uciszył jednak wszystkich, mówiąc że przyjmie tą piosenkę jako hołd od poddanych, a kto nie chce jej słuchać może wyjść. Halban zaczął swoją pieśń od opowieści o zarazie, która nawiedza co jakiś czas naród. Ale jeszcze większą zgubę przynoszą Litwinom rycerze z pawimi piórami na hełmach. Po nich nie zostaje nikt i nic, jeno spalona ziemia. Tylko w starych pieśniach, śpiewanych jeszcze czasem zobaczyć można dawną potęgę, zamki, rycerzy w zbrojach, wspaniałe dziewice. Są to jednak tylko marzenia. Po co jednak wspominać dawne czasy. Jest teraz mąż, który nawiązać może do dawnej świetności. O nim właśnie śpiewać będzie pieśniarz. Nikt nie protestował, więc ciągnął dalej swoją pieśń, teraz zmieniającą się bardziej w opowieść.
Litwini wracali z wyprawy na ziemie zakonne prowadząc łupy i jeńców. Zmierzali do Kowana, gdzie na stosie palono rycerzy niemieckich jako ofiary dla bogów. Między nimi znajdował się młodzieniec i starzec, którzy opuścili szeregi Krzyżaków i przystali do nich. Przyjmował ich Kiejstut, pytając kim są. Młodzieniec opowiedział, że gdy był małym chłopcem porwali go Niemcy. Mieszkał tu, na Litwie, w drewnianym mieście. Którejś nocy najechali je rycerze zakonni i uprowadzili go. Wychowywał się w zamku u mistrza krzyżackiego Winrycha. Nudziło mu się u niego, dopóki nie spotkał starego wajdeloty. Litwina od dawna przetrzymywanego wśród Krzyżaków. To on obudził w nim tęsknotę za ojczyzną i podsycał jego rządzę zemsty na Niemcach. Za jego radą pozostał długo wśród wrogów ucząc się od nich sztuki wojennej i czekając na sposobną chwilę aby się zemścić. Ale gdy w końcu ruszył w pole z Teutonami i zobaczył wojska Litewskie, nie mógł dłużej pozostawać wśród nich. Uciekł przywożąc ze sobą starca. Kiejstut słuchał uważnie jego opowieści. Słuchała i córka jego, Aldona. Coraz bardziej podobał jej się ten młodzieniec. Uwielbiała słuchać jego opowieści, najpierw o dalekich krajach i cudach jakie się tam znajdują, a później o jedynym bogu, który tam rządzi. Zawładnęła nimi miłość. Kiejstut widział to, a ponieważ miał w nim oddanego żołnierza i poplecznika zgodził się na ich ślub. Szczęście nie trwało jednak długo. Na wiosnę pod Kowano ściągnęły niezliczone zastępy wrogów. Niemcy zdobyli miasto i ścigali Litwinów po ich ziemi paląc i mordując. Walter, tak bowiem miał na imię młodzieniec, drżał o swoich rodaków. Znał los Prusów. Znał siłę Zakonu. Wiedział, że Litwa długo sama nie może się im opierać. O zagrożeniu opowiedział Kiejstutowi, którego przeraził tym bardzo. Jedno tylko wyjście widział Walter. Okrutne. Nie chciał jednak z niego korzystać. Walczyli długo z Niemcami, aż do wielkiej bitwy na polach Rudawy, gdzie poległo wielu jego rodaków. Nie było już nadziei. Ostatni wieczór na Litwie spędził z Aldoną, zapominając o wojnie i Krzyżakach. Cieszyła się ona z jego odmiany. Ostatnio chodził bowiem ponury i zamyślony. Rankiem wraz ze starcem odjechał. Zmylili wszystkie straże, ale jej nie zdołali. Zabiegła im drogę pytając strwożona czy ją opuszcza. Odpowiedział, że musi. Jedyny to dla ojczyzny ratunek. Załamana księżniczka skierowała swoje kroki do klasztoru, a o Walterze i starcu słuch zaginął i nie wiadomo czy spełni on swoją groźbę, czy nie. Wajdelota skończył, ale zaczęto domagać się od niego dalszej części. Wielki Mistrz siedział wzruszony słuchając tej opowieści. Wychylał kielich wina za kielichem. Teraz wstał i powiedział, że on zaśpiewa zakończenie. Zna je dobrze. Kazał starcowi grać. Zmienił jednak zdanie i zaśpiewał inną pieśń. O swoich czynach w Kastylii gdy walczył z Maurami. Tam zdobyto Alpuharę, której bronił Almanzor. Król Maurów. Gdy Hiszpanie uradowani zwycięstwem ucztowali i dzielili łupy, niespodziewanie zjawił się przed bramą ich wróg. Powiedział, że chce przyjąć ich wiarę i zostać ich wasalem. Uściskał go sam zwycięski wódz i przyjął ochoczo. Niedługo jednak okazało się, że był to podstęp. Król Arabów przyniósł im zarazę. Sam zaczął konać, a niedługo po tym umarło większość Hiszpanów, którzy uciekając roznosili dżumę. Tak kiedyś mścili się Maurowie, stwierdził. Tak samo może być i na Litwie. Konrad chciał jeszcze śpiewać, ale od wypitych trunków osłabł bardzo. Wrócił na swoje miejsce i tam zasnął. Wszyscy zebrani nie wiedzieli co myśleć o wystąpieniu Mistrza. W sali zapadło milczenie.

  • Plemiona

Konrad Wallenrod – Rozdział V

Nie dało się już dłużej powstrzymywać wojny. Tym bardziej, że Witold zdradził Krzyżaków i zbiegł na Litwę, po drodze paląc zamki zakonne. Konrad musiał poprowadzić wojska i najechać Litwę. Z zachodu przybyło wielu rycerzy, chcąc wyplenić pogaństwo z tego kraju. Na Litwie rozpoczęły się walki, pożogi i mordy. Oblegli Kowno. Oblegli i Wilno. Ale gdy nadeszła zima wieści przestały przychodzić do Maryjenburga. Aż w końcu zjawił się Konrad z resztkami rozbitej armii. Początkowo nie śmiano pytać co się stało, ale później okazało się, że to Konrad zgubił tą armię. On sławny z wielu bitew i wódz doskonały, tak prowadził swoje wojska, że dokonała się jego zagłada. Nie dostrzegał pułapek zastawianych przez Witolda i tak długo oblegał Wilno, że stracono wszelki prowiant, a wróg zdołał zebrać siły i nękać ich nieustannie. W końcu Wallenrod pierwszy uciekł z pola bitwy ciągnąc za sobą niedobitki wojska. W jego obliczu malowała się i złość i radość. Wokoło wszyscy szemrali i obwiniali go o tą klęskę. Ale po naradzie, którą zwołał zaraz przekonał wszystkich, że to są sądy Boga. Jednak wieczorem w podziemiach zebrało się dwunastu zamaskowanych spiskowców, którym nie zdołał zamydlić oczu. Na tronie przed nimi leżała tajemna księga. Oni odziani w czarne zbroje radzili nad zbrodniami Konrada. Już dawno poprzysięgli karać przewinienia mistrzów i czynili to sumiennie. Od jakiegoś czasu podejrzewali Mistrza o zdradę. Szpiegowie donosili, że nie jest on tym, za którego się podaje. Mieni się być Wallenrodem. Był on jednak jego giermkiem, gdy ten wyruszał na krucjatę do ziemi świętej i z której nie powrócił. Teraz mają niezbity dowód. Podczas kampanii zimowej na Litwie samotnie udawał się on w leśne ustępy, gdzie spotykał się z Witoldem. Widzieli to ci, którzy za nim podążali. Widziano go też wieczorem, przy wierzy. Rozmawiał z pustelnicą i czynił to przy pomocy języka litewskiego. Sędziowie byli zgodni. Z ich ust padło tylko jedno słowo Biada. Po czym dobyli mieczy i wyszli z sali obrad.

Konrad Wallenrod – Rozdział VI

W zimowy ranek Konrad pod bramą wierzy krzyczy do Aldony, że powrócił cały. Dokonał zemsty. Siły Zakonu zostały strawione na Litwie. On tam był. W tych miejscach gdzie przebywali razem. Widział zamek kowieński, a właściwie jego ruiny. Widział lasy i łąki gdzie przechadzali się razem. Opłukał je wszystkie swoimi łzami. Dość już jednak zemsty. Dopełniła się ona. Jest już stary i nie ma na to sił. Zabierze ją stąd teraz i uciekną w dzikie ostępy na Litwie i tam nie wiedząc nic o tym co się na świecie dzieje będą żyć dla siebie. Czekał na odpowiedź lubej, ale ona milczała. W końcu odpowiedziała. Nie może z nim pójść. Wchodząc tu przysięgła, że opuści tą wierzę idąc na tamten świat, do grobu. A poza tym nie chciałby on jej oglądać taką jaka teraz jest. Niech lepiej w pamięci pozostaną takimi, jakimi byli gdy się rozstali. Ona również nie chce go oglądać. Dla niej zawsze będzie młodzieńcem, którego znała z Kowna. Walter już nie słuchał. Zaczął błądzić po okolicy, aż dotarł do miasta. Tam zauważył krążące wokół niego postacie, a z oddali dochodziły go głosy mówiące Biada. Zrozumiał. Dobył miecza i wrócił do wierzy, wzywając Aldonę. Powiedział jej, ze śmierć mu pisana już niedługo. Na znak, że jeszcze żyje w okienku strzelnicy miejskiej co rano wywieszał będzie czarną chustkę, a wieczorem zapalał lampę. Gdy nie spostrzeże tych znaków, oznaczać to będzie, że jego już nie ma wśród żywych.
Walter zamknięty w strzelnicy rozmawiał z Halbanem, gdy nagle na dole usłyszeli kołatanie i krzyki. Zrozumiał, że jego czas nadszedł. Wypił truciznę i to samo radził zrobić staremu. Ten jednak oświadczył, że przy życiu zostanie i sławić będzie jego czyny. Gdy rycerze z gołymi mieczami wpadli do komnaty Walter zdeptał płaszcz Wielkiego Mistrza i powiedział, że dokonał zemsty. On sprawił, że ich włości płoną, a większość wojska została zgubiona. Po chwili zaczął się słaniać. Przed śmiercią strącił jeszcze lampę z okna i umarł. W tej samej chwili z wierzy dobiegł krzyk. Umarła również Aldona.

KONIEC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u