Chłopi Tom IV – Lato

Chłopi – Tom IV – Rozdział I

Rano Łapa obudził wszystkich wyciągając ich z chałupy. Pobiegła za nim Józka, a on prowadził ją wprost do leżącego Macieja. Wróciła z płaczem i lamentem. Boryna leżał tam tak jak padł zimny już całkiem. Przenieśli go do chałupy i zaczęli przygotowywać do pogrzebu. Zajmował się tym Jambroży, Jagustynka i Agata, która przywlekła się mówić pacierze. Ostatnia przybiegła Jagna, która spała u matki, a widząc nieboszczyka oniemiała i strach ją wielki obleciał. Zjawił się też kowal, który jednak zamiast zajmować się umarłym,  przeszukiwał zakamarki. Po sumie zebrało się wiele ludzi, tych którzy żyli z nieboszczykiem w przyjaźni i ci, którzy wręcz przeciwnie traktowali go jak wroga. Pogadywali sobie o nim  wspominając różne rzeczy. Rozeszli się dopiero przed nieszporami a po nich Hanka wraz z Magdą udały się do księdza porozmawiać o pogrzebie. Ten właśnie był w ogrodzie gdzie przyszedł jeden chłop z krową do nowo zakupionego przez proboszcza byka. Ustaliły z nim wszystko, a  po drodze spowrotem wstąpiły do organisty, ponieważ z nim trzeba było osobno się umawiać. W domu zastały pana Jacka modlącego się nad zmarłym. Zjawił się też ponownie kowal, który szeptał żonie do ucha że rozmawiał z dziedzicem, który chce się ze wsią pogodzić i jego prosił o pomoc. Na pewno skapnie im za to sporo. Wieczorem rozeszli się wszyscy a gdy nastała noc wieś zmorzył sen. Tylko w oknie Boryny widać było światło a Jambroży i Agata mamrotali sennie modlitwy. Rano zaspali wszyscy i Hanka, która pierwsza się zerwała, musiała zdzierać parobków z wyrek i zaganiać do roboty. Później zjawił się ksiądz z organistą. Włożyli Macieja do zrobionej przez Mateusza trumny, odmówili modlitwy i powiedli do kościoła. Następnego dnia odbył się pogrzeb, na który przyszła cała wieś. Zjawił się nawet sam dziedzic. Odprawiono mszę a później proboszcz powiódł wszystkich na cmentarz, gdzie gorąco przemawiał przy grobie nieboszczyka, napominając Lipczan i nawołując do poprawy. Straszył gniewem boskim i nakazywał poprawę i pokute. Gdy trumna trafiła już do grobu i zaczęła się na nią sypać ziemia straszny lament podniósł się na cmentarzu, a najbardziej ze wszystkich rozpaczała Jagna, którą wielka żałość opanowała. Rzuciła się na piasek i tam szlochała targana spazmami, aż wszystkie baby patrzyły na to z obrzydzeniem. Gdy grób był już oklepany ruszyli wszyscy do Borynów, gdzie odbyła się stypa. Zjawił się na niej również dziedzic z księdzem, ten pierwszy namawiał chłopów do uczynienia z nim zgody, a dostaną to czego potrzebują. Nieufnie jednak podchodzono do jego słów wietrząc w tym jakiś podstęp i nikt się nie odzywał. Opuścił więc szybko dziedzic chałupę wraz z księdzem odprowadzany przez kilkoro. Gdy wyszli odezwał się kowal, mówiąc że gdy jest szansa na zgodę to należy ją uczynić i wziąć za to co dają a nie szukać gruszek na wierzbie. Poparł go brat wójta, Grzela i ruszyli zaraz do karczmy tam dalej rozprawiać o tym. Wieczorem gdy wszyscy opuścili już chałupę Borynów cicho się tam zrobiło i wszyscy siedzieli w milczeniu nasłuchując czy dusza Macieja uciekła już z tego ziemskiego padołu.

Chłopi – Tom IV – Rozdział II

Na świętego Piotra i Pawła w Lipcach odbywał się odpust. Dzwony już od rana wzywały wiernych więc zaroiły się drogi i miedze. Zewsząd ciągnęły baby i chłopy spodziewając się zobaczyć różne ciekawe rzeczy. I faktycznie, wokół kościoła porozstawiane były kramy i stoły z różnościami, nie brakowało również rozrywki, jak kataryniarza z jakimś dziwnym zamorskim stworem z pyska podobnym do starego Miemca. Zabawę przerwało wezwanie na sumę. Ruszyli zaraz wszyscy do kościoła zapychając go szczelnie, a kto się nie zmieścił pozostawał na zewnątrz. Tam też miejsce swoje znalazła Hanka z Józką. Mszę przerwała procesja, a po niej wszyscy znowu wrócili do modłów. Byli też tam okoliczni dziedzice z całymi rodzinami, wśród nich obecny był również pan z Woli, który przechadzał się wokoło zagadując z Lipczanami. Podszedł też do Hanki pytając o Antka, czy wrócił już, a gdy dowiedział się że nie, obiecał że jeżeli będzie potrzeba to poręczy za niego. Naraz na drodze dało się słyszeć turkot wielu wozów. Okazało się że to Niemcy wynoszą się z Podlesia. Wielka radość zapanowała wśród narodu a wiele wyzwisk a czasem i kamieni żegnało odjeżdżających. Zaraz też chłopy zaczęli zbierać się wokół dziedzica i pogwarzyć z nim a on rozradowany tym uprzejmie z nimi rozmawiał. Po mszy ruszyli wszyscy powoli spowrotem do kramów a Hanka dowiadywała się ostatnich nowin, ponieważ tak była zajęta pogrzebem, że nie wiedziała co się we wsi dzieje. Zaraz Balcerkowa z Jagustynką zaczęły jej wszystko opowiadać. A to o zaręczynach Szymka z Nastką, a to o wójcie, któremu dużo pieniędzy brakuje w kasie i zapewne straci gospodarstwo a może i do kryminału pójdzie. W pewnym momencie Hanka zobaczyła swojego ojca, który siedział wśród dziadów i żebrał. Rumieniec oblał ją ze wstydu i wyciągnęła go stamtąd, ale on zbiesił się i powiedział że będzie robił co mu się podoba, nie zważając na Hankę, która kazała mu wracać do domu. Chcąc nie chcąc Hanka wróciła sama. Na obiad przyszedł dziad z pieskiem, którego zaprosiła i siostra Weronka. Później gdy skończyli jeść część znich poszła drzemać pod drzewa a część wróciła na odpust. Był tam i Mateusz, który zagadywał Jagnę i młody Jasio, który przyjechał już w księżym przebraniu, a za którym Jagna wodziła oczami jak za jakimś świętym. Było też mnóstwo narodu kręcącego się wkoło i oglądającego różności na kramach. Później co przedniejsi zebrali się w karczmie rozprawiać o zgodzie z dziedzicem. Ten obiecywał za jeden mórg lasu dać cztery morgi w Podlesiu a drugie tyle puścić na spłaty. Rozochocili się chłopy widząc już siebie jako bogatych gospodarzy, jedynie Płoszka i Sołtys przestrzegali, że może to być jakiś podstęp. Ale Grzela i kowal bardzo gardłowali za zgodą, zapewne mając w tym jakiś interes. Po rozmowie zaczęli się rozchodzić do domów, a tylko co bardziej łapczywi zostawali w karczmie. Jagna natomiast włóczyła się najpierw z dziewuchami a późnie wałęsała się po wsi sama rozmyślając nie wiadomo o czym. Jej nogi zawiodły ją pod chałupę organistów, gdzie przez rozświetlone okna mogła zobaczyć co się dzieje w środku. Widziała tam Jasia, który najpierw opowiadał coś rodzicom, a później zaczął się modlić i szykować do snu. Gdy tak na niego patrzyła zapomniała o tym gdzie się znajduje wszystko w niej płonęło i sama się dziwiła, że nie krzyczała z tej lubej męki. Gdy w jego pokoju zgasło światło długo jeszcze siedziała wpatrując się w ciemne okno.

Chłopi – Tom IV – Rozdział III

W oktawę śmierci Macieja cała rodzina siedziała w kościele, a ksiądz odprawiał mszę za zmarłego. Po niej zatrzymał ich jeszcze mówiąc im żeby przy podziale majątku zgoda między nimi panowała. Podziękowali mu za dobre słowo i ruszyli do domu. Tam przy śniadaniu zaczęli rozmawiać o tym co się komu należy. Hanka była zdania, że muszą poczekać na Antka i dopiero wtedy podzielić wszystko, on bowiem jest najstarszy. Zdenerwowało to kowala, ale nic nie mógł poradzić. Zostawił tam Magdę żeby pilnowała wszystkiego a sam ruszył do dziedzica, ponieważ tam wieś miała się z nim godzić. Wychodząc minął się z wójtową, która przyniosła jakieś urzędowe pismo, ponoć o Grzeli który miał zginąć będąc w wojsku. Zmartwiło to wszystkich, ale ponieważ nikt nie umiał odczytać pisma nie byli pewni co w nim ostatecznie stoi. Wójtowa widząc Jagnę i Dominikową nie omieszkała wydrzeć się na nie, wyzywając od najgorszych i pomstując za swoją krzywdę. Aż Hanka musiała je uspokajać mówiąc żeby nie robiły karczmy z jej chałupy. Wójtowa wyniosła się zaraz ale nie był to koniec kłótni. Jagna była tak rozeźlona słowami, które usłyszała że nie mogła się powstrzymać i wygarnęła Hance co miała przeciw niej. Powiedziała jej prosto w oczy, że Antek ma jej dość i patrzeć na nią nie może a ona jak zechce to poleci za nią w cały świat. Hanke mocno uderzyły te słowa i długo siedziała bez ruchu patrząc w jeden punkt. W końcu przemogła się i zajęła robotą a później z mocnym postanowieniem poszła do Jagny i kazała się jej wynosić. Ta z pogardą rzuciła jej w twarz zapis Boryny na sześć mórg i pomimo sprzeciwów matki zaczęła się pakować. Wyniosła się szybko a Hanka znowu zajęła się pracą. W końcu razem z Józką przypomniały sobie o piśmie o Grzeli. Poleciała zaraz do młynarza, który potwierdził złe nowiny, Grzela utopił się!

Wieści o zdarzeniach u Borynów szybko rozniosły się po wsi i znowu baby stały wieczorem w opłotkach i rozprawiały zajadle. Następnego dnia zjawił się u Hanki Jambroży mówiąc, że Dominikowa z Jagną skarżyły się na nią u księdza a ten pomstował ostro i wygrażał pięścią. Złożyły też skargę w sądzie. Hanka trochę przeraziła się tą informacją i cały dzień chodziła pełna trwóg. Wieczorem zjawił się też wójt potwierdzając to co mówił Jambroży i radząc żeby pogodzić się z Jagną. Przyniósł też informację, że najdalej jutro Antek zostanie wypuszczony z więzienia.

Chłopi – Tom IV – Rozdział IV

wladyslaw_reymont

Biografia Władysława S. Reymonta

Hanka w nocy nie mogła spać. Wierciła się tylko i nasłuchiwała, bo wydawało jej się, że co rusz słyszy jakieś głosy lub kroki. Wstała gdy dopiero szarzało i już się nie kładła. Posprawdzała obejście i zastała tam wszystkie drzwi pootwierane i krowy leżące na obejściu. Gdy się rozwidniło zaczęła wszystkich budzić i gonić do roboty. Niemało przy tym było krzyków i narzekań, ponieważ nikt nie chciał się podnieść. Gdy w końcu to uczynili, rozdzieliła robotę na Józkę, Witka i Pietrka, a sama ruszyła z komornicami w pole. Pracowały tam już chwilę, gdy naraz przybiegła Józka krzycząc z daleka że Antek wrócił! Gdy dotarła do chałupy siedział na ganku z Rochem i czekał na nią. Zobaczywszy ją zerwał się i wziął ją w ramiona i długo tak stali wtuleni w siebie. Hanka była szczęśliwa i byłaby mu do nóg padła, tak była wdzięczna za jego powrót. Później Antek powyciągał prezenty dla wszystkich, zjedli śniadanie i razem z Rochem poszli spać do stodoły. Wstali już po południu i zasiedli do sutego obiadu. Po nim Rocho ruszył na wieś a Antek wziął Piotrusia i ruszył w pola. Długo je obchodził i oglądał, ciesząc się że wrócił na ojcowiznę i wspominając poprzednie wydarzenia. Sam sobie się dziwił jaki był głupi i zarzekał się sam do siebie, że to już minęło. Gdy wrócił w obejście wszyscy zajmowali się wieczornymi obrządkami. Później zaczęli się schodzić znajomi, witać z nim i opowiadać o tym co się we wsi działo. Najważniejsza była sprawa zgody z dziedzicem, a kowal lamentował że głupie chłopy nie chciały podpisać papierów. A już wszystko było uzgodnione i omówione. Jednak nikt nie wierzył kowalowi. Wszyscy zebrani stwierdzili, że to Antek powinien ich poprowadzić i zająć się tą sprawą. Najbardziej niezadowolony z takiego obrotu sprawy był kowal, który gdy wszyscy się rozeszli zaczął odradzać mu zajmowanie się tym. Mówił, że wypuścili go tylko do sprawy i nie wiadomo jak go zasądzą. Ta myśl zakłopotała Antka i długo się nie odzywał. W końcu zaczął się zastanawiać na głos. Co się stanie gdy go na Sybir ześlą?

  • Plemiona

Chłopi – Tom IV – Rozdział V

Hanka uwijała się z ciastem na chleb i pokrzykiwała na Pietrka, który ładował gnój na wóz i gadał z dziadem, a co jakiś czas odpowiadał hardo gospodyni. Jeździł on na pole pod las, gdzie Antek orał spieczone pole a komornice rozwalały co przywiózł parobek. Wszyscy byli już nieźle zmęczeni, gdy przyszła tam Józka niosąc śniadanie. Antek rzucił się zaraz pod drzewa w cień i jadł łapczywie, a później odpoczywał drzemiąc. Zbudził go jakiś ruch. To komornice wychodziły z lasu niosąc chrust. Przysiadła się do niego Jagustynka i zaczęła opowiadać o swojej biedzie. Obiecał jej pomoc. Gdy rozmowa zeszła na Jagnę, jakaś tęsknota odezwała się w jego sercu i nie mógł jej zdusić nawet ciężką pracą, do której zabrał się gdy stara odjechała z Pietrkiem. Pracę przerwało uszkodzenie pługa i musiał z nim udać się do kowala. Ten zaproponował mu wożenie drzewa do tartaku. Udał się tam sprawdzić jaka to robota i gdy rozmawiał z Mateuszem, za rzeką mignęła mu Jagna. Udając, że idzie się wykąpać pognał za nią i z drugiego brzegu zaczął ją namawiać żeby przyszła wieczorem za cmętarz. Ale ona nie dawała się łatwo przekonać pamiętając o poprzednich wypadkach. Uciekła zaraz a on rzucił się do rzeki i chłodził długą chwilę. Gdy wyszedł przed oczami wciąż miał Jagnę i pragnął mieć ją choćby ten ostatni raz. Gdy wrócił do kowala ten zabierał się właśnie do pługa. Zaczęli rozmawiać o wożeniu drzewa i kowal chytrze stwierdził, że akurat zarobi na sprawę. Na to wspomnienie Antek przestraszył się ponieważ nie wyobrażał sobie że może spędzić w kryminale dziesięć lat jak inni. Kowal odpowiedział mu na to, że jest na to rada. Niejeden uciekł do Hameryki i wcale tego nie żałuje. Boryna zaczął o tym rozmyślać, ale nie mógł się na razie pogodzić z porzuceniem rodziny i wszystkiego tutaj. Jednak wizja więzienia również go przerażała. Kowal zakończył temat zadowolony z tego, że zasiał w nim ziarno niepewności. Wieczorem Antek udał się do Mateusza, z którym żył teraz w wielkiej przyjaźni. Zastał tam płaczącą Nastkę i Szymka siedzącego bez ruchu w sadzie. Mateusz powiedział mu, że Dominikowa ziemi mu nie odpisze i do chałupy po ślubie nie wpuści, więc ogarnęła ich rozpacz. Zawołali zaraz Szymka i zaczęli myśleć nad jakimś rozwiązaniem, ale nic nie wymyślili. Dopiero Nastka wzięła brata na bok i coś mu szeptała. Mateusz wrócił uradowany, mówiąc że baba z niej a wymyśliła. Trzeba by ziemię kupić od dziedzica na spłatę. Nastka swój tysiąc złotych ma, to na zadatek wystarczy. Jeżeli on i Antek poświadczą za Szymka to może się uda. Chłopak zerwał się na nogi rozradowany tą nowiną i pewny tego, że przy ich pomocy na pewno sobie poradzi. Ponieważ ciemno już całkiem była Antek ruszył do domu. Szedł wolno ponieważ niechętnie tam wracał, a gdy był już przed chałupą zawrócił i ruszył do księżego sadu. Tam schował się w cieniu, ale zamiast Jagny zobaczył księdza wypasającego konie w Kłębowej koniczynie. Postanowił opowiedzieć mu o swoich problemach z prawem i zapytać o radę. Ten gdy go zobaczył pospiesznie wypędził konie z cudzego, a na jego wątpliwości radził zdać się na łaskę boską. Gdy ksiądz odszedł przypomniał sobie o Jagusi. Czekała już na niego. Początkowo ciężko się im rozmawiało, ponieważ wzajemnie sobie wyrzekali krzywdy a dziewczyna płakała szlochając. Jednak po chwili Antkowi minęła złość i zaczął ją przygarniać do siebie i całować. Starała się początkowo bronić, ale w końcu uległa oddając mu się cała. Zapamiętali się nie wiedząc co się dzieje wokoło. Po wszystkim zapadło jednak milczenie a Jagna nie odzywała się do niego. Wstając powiedziała mu, że więcej do niego już nie wyjdzie a on nie był jej dłużny wypominając innych, do których zapewne musi wychodzić. Uciekła szybko przez pola nie oglądając się, a on jej nie zatrzymywał. W domu czekało na niego posłanie w sadzie, ale nie mógł usnąć aż do świtu. Rano zbudziła go Hanka, dla której był nad wyraz miły. Zaraz ruszył do lasu. Zwoził drzewo zawzięcie do tartaku długie dni, ale ciężka praca nie odegnała od niego trosk. Chodził zamyślony, smutny i zły, a Hanka nie mogła wyrozumieć co się z nim dzieje. Któregoś dnia gdy siedzieli w chałupie razem z Rochem usłyszeli ujadanie psów. Rocho wyjrzał na drogę, a gdy wrócił powiedział tylko że pałasze idą i zniknął w sadzie. Gdy dotarli do Borynów wypytywali się właśnie o niego. Nie dowiedzieli się jednak niczego, nawet gdy straszyli Antka. Powłóczyli się jeszcze po wsi zaglądając do różnych chałup i ruszyli w swoją stronę. Zdarzenie to spowodowało, ze Antek w końcu otworzył się przed swoją żoną, mówiąc jej o wszystkich swoich troskach i chęci ucieczki do Hameryki. Ta jednak zdecydowanie powiedziała, że nigdzie się nie ruszy, a jak ją przymusi to dzieci pozabija a sama do studni skoczy. Zapewniła go że da sobie radę gdy on wyląduje w kryminale, może być o to spokojny. Stanęło więc na tym, że poczekają co się stanie i nigdzie ruszać się nie będą. Knowania kowala zdały się na nic!

Chłopi – Tom IV – Rozdział VI

Szymek zerwał się jeszcze przed świtem, tłukąc się nieco narzędziami które zbierał, na co klął zaspany Mateusz. Ruszył przez wieś pchając taczki, aż w końcu dotarł do miejsca gdzie zaczynało się jego pole. Ciemno jeszcze było więc siadł pod krzyżem i czekał na świt zajmując się modlitwą. Odkąd kupił od dziedzica ziemię taki zapał do roboty w niego wstąpił, że nie mógł się doczekać kiedy zacznie. Wielu odradzało mu tego zakupu, ponieważ ugór to był zachwaszczony, ale on nie miał wątpliwości. Gospodarzem będzie i wszystkiemu poradzi! Od świtu wziął się do roboty, planując gdzie będzie stała chałupa, gdzie będą pola i co na nich zasieje. Karczował, wydobywał kamienie i orał przez następne dni nieustannie, aż wszyscy patrzyli na niego z podziwem. Przyjechał mu pomóc Jędrzych, choć wiedział że dostanie za to od matki. Nie uląkł się jednak. Szymek widząc któregoś dnia jego poobijaną twarz kazał na razie zostać bratu w domu i nie narażać się na gniew Dominikowej. Nocował już nawet w polu nie chcąc tracić czasu i dopiero w sobotę wieczorem wrócił do chałupy. Zasnął nad miską i spał do wieczora w niedzielę. Gdy się obudził kobiety zaczęły mu dogadzać, a gdy zapełnił brzuch ruszył do karczmy żeby się trochę zabawić. Tam nazywano go gospodarzem z czego był bardzo dumny i bez trwogi siadał między pierwszymi. Wieczorem gdy zbierał się już do odejścia nieco napity, siedział przed karczmą i żegnał się z Nastusią. Jagustynka przysiadła się do nich i przekonywał dziewczynę, żeby nie wyganiała go i przyjęła pod pierzynę. Ta choć zawstydzona i na początku niechętna, zrobiła to oddając mu się namiętnie. Od następnego dnia zaczęła się znowu ciężka praca. Szymek wziął się za stawianie chałupy i wielce był zdziwiony gdy któregoś dnia pan Jacek przyszedł, zaczął się rozbierać z wierzchniego okrycia i wziął się z nim do roboty. Pomagał też Mateusz i Kłąb, tak że przed weselem chałupa była gotowa. Wesele odbyło się w niedzielę i choć nie było huczne i wystawne to wszyscy się zabawili, napili i pojedli. A na koniec Szymek spakował swój dobytek na wóz i pożyczonym koniem zaciągnął go do swojego domu. Jedna Nastka rozpłakał się gdy zobaczyła swoje gospodarstwo i płakała również później, ale coraz mniej. Wieś zmówiła się i codziennie jakaś gospodyni przychodziła w odwiedziny, a nie zjawiała się z pustymi rękoma, co sprawiło że nazbierało się wiele dobytku.

Chłopi – Tom IV – Rozdział VII

Józka leżała chora, cała pokryta swędzącymi krostami. Jagustynka leczyła ją maścią, którą nakładała obficie i obwiązywała szmatami. Ręce dziewczyna miała przywiązane, ponieważ tak ją wszystko swędziało, że nie wytrzymałaby i rozorała pazurami całą twarz. Towarzystwa dotrzymywał jej Witek, który znosił różne zwierzątka dla zabawy. Ale Józia nie zawsze chciała się nimi zajmować. Często bowiem trawiła ją wysoka gorączka, przez którą majaczyła i opowiadała różne dziwne rzeczy. Na świecie gorąc był nie do zniesienia i wszyscy modlili się o ulgę. Przyszła ona w końcu w postaci burzy z ciężkimi chmurami, z których waliły pioruny i lał się rzęsisty deszcz. Jeden z piorunów podpalił wójtową stodołę, którą gasił kto mógł, ale spłonęła doszczętnie.

Tymczasem do Szymka i Nastki co chwilę ktoś coś znosił. Dostali prosiaka od Hanki i Józki, Jagna przyniosła im dziesięć rubli, zdziwiona widokiem krowy stojącej na podwórzu. Nastka opowiedziała jej, jak to którejś nocy zastała ją przywiązaną do drzwi i długo zastanawiała się skąd się wzięła. Dopiero Rocho uświadomił ich, że to pan Jacek im ją sprezentował, ale nie powinni mu dziękować ponieważ tego nie lubi. Gdy Jagna wracała do domu musiała opędzać się najpierw od Mateusza, a gdy jej się to udało, od wójta który go zastąpił. Ze złością wpadła do chałupy i zajęła się wieczornymi obrządkami. Nie w głowie jej były teraz chłopy, no poza Jasiem, o którym myślała cały czas. Często też odwiedzała organistów, chłonąc wieści o nim. Wybrała się tam i teraz, a gdy dowiedziała się, że za kilka dni przyjeżdża, nie mogła zasnąć, tak ją ta wiadomość pobudziła. Siedziała w nocy przed chałupą i oglądała wieś pogrążoną w ciemności. Jedynie u Borynów świeciło się małe światełko. Zebrało się tam bowiem ze dwudziestu gospodarzy żeby naradzić się przed jutrzejszym spotkaniem w kancelarii w sprawie szkoły.

Chłopi – Tom IV – Rozdział VIII

Od samego rana przed kancelarią zbierali się chłopi, oczekując na naczelnika. Gromada ich już była spora, ponieważ zjawili się też gospodarze z okolicznych wsi. Sprawa dotyczyła uchwalenia szkoły, na którą jedni się zgadzali nie chcąc zadzierać z władzą, a drudzy wręcz przeciwnie. Szkoła bowiem znaczyła tyle co nowy podatek, który trzeba będzie płacić. Sytuację wykorzystywał pisarz, który mając wszystkich pod ręką przypominał o zaległych podatkach, a ponieważ na przednówku nikt groszem nie śmierdział, więc wyciągał dla siebie co tylko mógł, odraczając zapłatę. Na placu chłopy podzieliły się na gromady, w których rozprawiano o tym co się ma wydarzyć. Przemawiali różni, przekonując za albo przeciw i nie wiadomo było jak się sprawa zakończy. Wszyscy już zaczynali się niecierpliwić gdy wystawiony na czujkę chłopak krzyknął, że nadjeżdża. Wójt zerwał się biegając jak opętany, zerwali się i strażnicy. Przed kancelarię zajechał powóz, z którego powoli wyszedł naczelnik. Strażnicy stali wyprężeni jak struna, pisarz kłaniał się w pół, a dygnitarz przeszedł spoglądając na chłopów i zniknął w budynku. Przez długi czas słychać tylko było śmiechy i różne smakowite zapachy dolatywały przez okno, a naród dalej czekał i niecierpliwił się. W końcu pojawił się pisarz i zaczął czytać. Ale ponieważ czytał po rosyjsku, zaraz odezwały się głosy, że nikt nic nie rozumie. Musiał więc przekładać na polski. Zachwalał przy tym szkołę, mówiąc jak dobra jest oświata i jak urzędy się starają, żeby narodowi było lepiej. Oczywiście na koniec zapowiedział, że wiąże się z tym uchwalenie nowego podatku: 12 kopiejek z morgi. Początkowo nikt się nie odzywał, ale gdy Grzela krzyknął że się nie zgadza, zaraz odezwało się wiele głosów popierających go. Wyszedł na to naczelnik i ją do nich przemawiać, mówiąc na końcu, że szkoła być musi. Nic to jednak nie pomogło. Na placu rozpoczęła się kłótnia pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami szkoły, a niejeden wypominał przy okazji jakieś prywatne krzywdy swoim sąsiadom. Dopiero sołtysi powoli uciszyli wszystkich, a naczelnik ogłosił imienne głosowanie. Po kolei każdy podchodził i opowiadał się za lub przeciw, a pisarz zaznaczał co chciał. Na koniec ogłosił, że za było dwieście głosów a przeciw osiemdziesiąt. Na to podniosła się wrzawa, ponieważ wielu twierdziło że głosowali inaczej niż zapisał pisarz. Nic to jednak nie pomogło. Naczelnik ogłosił, że szkoła została uchwalona i szybko odjechał. Chłopom nie pozostało nic innego jak udać się do karczmy i zalać gniew gorzałką.

Chłopi – Tom IV – Rozdział IX

Antka wygoniono z gromady, ponieważ pyskował ostro. Naczelnik wykorzystał to, że był oskarżonym i stwierdził że nie ma prawa do głosowania. Ruszył przez wieś a za nim podążali strażnicy. Miał jakiś plan a oni przeszkadzali mu w nim wyraźnie. Idąc urwał sobie grubszy kij i zaczął z nich szydzić. Gdy byli na końcu wsi nie wytrzymali i rzucili się na niego. Jednak nie wiedzieli z kim zaczynają. Strząsnął ich szybko i stanął rozjuszony, gotowy do walki. Widząc to strażnicy spuścili zaraz z tonu i ruszyli w swoją stronę, wygrażając mu po drodze. Samotnie już dotarł pod sad przy dworze i tam postanowił odpocząć. Podjadł coś i ruszył dalej w drogę w stronę Lipiec rozmyślając o głupocie chłopów. Idąc tak natknął się na Żyda, któremu pomógł pchać taczki a w lesie na dziedzica jadącego konno. Opowiedział mu o tym co się działo w kancelarii, a ten zdumiał się że odważyli się oni o polską szkołę przed naczelnikiem wystąpić. Rozmowa nie trwała jednak długo, ponieważ gdy Antek wypomniał mu, że to przez panów lud cierpiał za polskich czasów a oni tak balowali, że przebalowali państwo, ruszył on z kopyta wyklinając go. Gdy wyszedł z boru natknął się na Jasia rozmawiającego z Jagną. Dziewczyna cała była w pąsach i prężyła się przed księżulkiem cała. Zabodło to Antka, ale ominął ich z daleka i ruszył do wsi. Przy stawie spotkał organiścinę czekającą na syna. Powiedział jej o tym, że minął go właśnie. Zaraz powinien tu być a zatrzymała go Jagna, z którą rozmawia. Oburzyła się na to kobieta i nie chciała mu uwierzyć, że jej syn spotyka się z taką dziewą. Nie zważał na jej gadanie i ruszył dalej. Jasio nadjechał za chwilę, wyskoczył z bryczki i witał się z matką wylewnie. Ruszyli już razem w stronę domu, po drodze spotykając księdza uganiającego się za rojem pszczół. Jasio pomógł mu je złapać a później poszedł do domu witać się z ojcem. Następnego dnia obszedł całe gospodarstwo przystając wszędzie i pomagając wszystkim. Odprawił następnie mszę z księdzem i ruszył na wieś odwiedzać znajomych. Na końcu zaglądnął do Dominikowej i Jagny, a ta cała pąsowa przynosiła mu co najlepsze nie odzywając się wcale. I tak mijały lipcowe dni. Jagna co dzień chodziła do kościoła, gdzie mogła wpatrywać się w jej Jasia i biegała za nim obserwując go z daleka. Któregoś dnia natknęła się na niego niespodziewanie. Czytał on książkę pod drzewem. Przysiadła się na jego zaproszenie i słuchała go zapatrzona w niego. Tak znalazła ich Kozłowa, mówiąc że cała wieś szuka Jasia, ponieważ na plebanię przyjechali żandarmi. Ruszył on spiesznie nie czekając na nic, a Kozłowa idąc z Jagną dogadywała jej, mówiąc że dobre miejsce sobie znalazła na schadzki z księżulkiem i że będzie ją miał kto rozgrzeszać.

Chłopi – Tom IV – Rozdział X

We wsi naprawdę działo się coś niedobrego. Mówiono, że od Woli kozacy walą, a i inne wojska się zbliżają. Żandarmi krążyli po wsi i w końcu trafili do Borynów, prowadzeni przez wójta. Okazało się, że chodzi o Rocha. Nie znaleźli go jednak, ponieważ Antek uprzedzony zawczasu kazał mu uciekać w zboża. Żandarmi przetrzasnęli chałupę, a starszy zagroził, że jeżeli dowie się o tym że ukrywali go oni to razem z nim pójdą w dybki. Gdy było już bezpiecznie wrócił Rocho. Wiadomo już było, że ni jak nie może dłużej zostać w Lipcach. Gdy się ściemniło pozbierawszy swoje rzeczy i wstępując do paru osób we wsi ruszył w drogę, odprowadzany przez Jagnę. Pod lasem dołączyli do nich Antek, Mateusz i Grzela, a on opowiadał im, że jest takich jak on wielu, będą walczyć dla sprawy i kiedyś nadejdzie taki dzień, że spełnią się marzenia. Pożegnali się i każdy ruszył w swoją stronę.

Chłopi – Tom IV – Rozdział XI

Cała wieś szykowała się już do żniw. Wszędzie klepano kosy, kręcono powrósła i  moczono wozy. Do wsi przyjeżdżało wiele ludzi z miejsc gdzie żniwa się już zaczęły, tak że na drogach był ścisk, a do młyna kolejka. Młynarz choć chory to na wszystko miał baczenie i zdzierał z kogo mógł. Nie pozwalał żonie handlować z tymi, którzy prowadzali swoje krowy do księżego byka, pyskując żeby do niego poszli borgować. Wszyscy pocieszali się tylko, że niedługo zmięknie mu rura, ponieważ kowal już kupił od dziedzica ziemię na Podlesiu i wiatrak stawiał będzie. Do żniw szykowano się i u Borynów, a Hanka dodatkowo wybierała się na pielgrzymkę do Częstochowy. Było u niej kilka bab i rozmawiały sobie o różnościach, gdy wpadła Jagustynka z informacją, że Jasiek, mąż Tereski wrócił z wojska. Wszyscy spodziewali się, że powstanie zaraz nowy zamęt we wsi, ponieważ nie daruje on tego, że jego żona spiknęła się z Mateuszem. Antek zaniepokojony tą informacją pognał do Szymka, gdzie spodziewał się zastać przyjaciela i ostrzec go. Zastał go tam i wywołał na stronę. Mateusz zaklął pod nosem na tą wiadomość, ale powiedział, że to nie jest jego największe zmartwienie. Powinien się w końcu ożenić i zaczął kierować rozmowę na Jagusię. Antka przeszyła zazdrość i rozstali się chłodno żegnając. Ale gdy Mateusz przyszedł do domu zaczął rozmyślać o Teresce i zimne poty wystąpiły mu na czoło jakby w gorączce. Wieczorem przyleciała Tereska skamląc żeby ją ratował, a on nie wiedział co zrobić. Po jakim czasie odsunęła się od niego mówiąc że jest kłamcą, zawsze ją okłamywał i wykorzystywał. Rzuciła się na ziemię szlochając spazmatycznie. Na to zjawił się Jasiek wychodząc z sadu, wziął żonę na ręce mówiąc że jej nie ukrzywdzi, a Mateuszowi zapowiedział że nie daruje krzywdy do końca życia i odszedł.

Tymczasem rozpoczynały się żniwa. Cała wiś wychodziła w pola. Ruszył też do pracy Jasio, ale organiścina wygoniła go w południe, żeby schronił się przed słońcem. Poszedł więc na wieś chodząc od chałupy do chałupy, aż w końcu zawędrował do Kłębów. Zastał tam nieprzytomną Agatę leżącą w sieni. Przeniósł ją do izby na łóżko i ocucił. Ta powiedziała mu że czas już na nią i jutro pomrze więc musi się przygotować. Od samego rana dnia następnego leżała już przygotowana i faktycznie, wieczorem wydała ostatnie tchnienie. Żegnała ją cała wieś a Jasio do końca siedział przy niej i odmawiał modlitwę za zmarłych. W końcu jednak nie wytrzymał i wybiegł stamtąd chowając się w swoim pokoju, płacząc. Przybiegła za nim Jagna a gdy znalazła go w izbie zaczęła tulić do piersi i płakać razem z nim. Weszła na to jego matka i nie wytrzymała dłużej. Wyzwała Jagnę od najgorszych i kazała jej się wynosić.

Chłopi – Tom IV – Rozdział XII

Jasio poderwała się i chciał lecieć za dziewczyną, ale zatrzymała go matka. Na pytanie dlaczego, opowiedziała mu o podejrzeniach jakie wszyscy mieli względem jego i Jagny, a także o jej grzechach prawdziwych i wyimaginowanych. Nie chciał w to uwierzyć, ale matka zasiała w nim ziarno zwątpienia. Zastanawiał się cały dzień nad tym czy może to być prawda. Po kolacji ruszył na spacer rozmyślając o wszystkim, gdy usłyszał w krzakach Pietrka Borynów i Marynę księżą. Chłopak namawiał dziewczynę żeby mu się oddała, a ona opierała się wprawdzie, ale bez przekonania. Rozmowa w pewnym momencie zeszła na Jagnę i niego. Jasio mógł się dowiedzieć, ze Jagusia co noc się do niego wykrada, a Kozłowa przydybała ich w lesie. Uciekł stamtąd zaraz cały czerwony i wzburzony. Schował się w swoim pokoju nie wychylając się stamtąd. Rozmyślał długo o Jagnie i doszedł do wniosku, że matka nie mogła go okłamać. Na drugi dzień gdy spotkał Jagusię przed chałupą Kłębów przeszedł obok nie odzywając się i nie zwracając na nią uwagi. Jednak nie mógł się uspokoić. Postanowił, że musi się z nią rozmówić. Zakradł się pod sad przy jej chałupie. Ona tam była zajmując się codziennymi pracami. Gdy ją zawołał zamarła. Później uszczęśliwiona padła przed nim na kolana i złożyła na nich swoje piersi, wyznając mu miłość najszczerzej jak potrafiła. On zaczął wymieniać jej grzechy z oburzeniem, ale nie słuchała go, wpatrzona w jego piękne oczy. Gdy więc poprosił, żeby przekonała go o tym że wszystko to nieprawda, Jagna szczerze odpowiedziała że nieprawda. Ruszyli razem w pola a słodycz wypełniała ich serca. Nie odzywali się do siebie w ogóle, ale byli szczęśliwi. Tak znalazła ich matka Jasia, stając nagle przed nim na topolowej drodze i ciągnąc go za rękę do domu. W Jagnę zaś rzuciła kamieniem nazywając ją suką. Chłopak nie pokazał się więcej, a na drugi dzień okazało się, że idzie razem z innymi na pielgrzymkę do Częstochowy. Jagna widziała go ostatni raz przy figurce na Podlesiu i wszechogarniająca rozpacz zalała jej duszę. Rozpaczała długo zastanawiając się za co ją to spotyka?

Chłopi – Tom IV – Rozdział XIII

Od tego czasu Jagna chodziła jak oniemiała, nie zajmując się jakąkolwiek pracą. Dominikowa była zrozpaczona, ponieważ robota stała, nie wiedziała co się dzieje z Jagną a Jędrzych przesiadywał przeważnie u Szymka. Dopiero wizyta na plebani wyjaśniła wszystko. Dowiedziała się o Jasiu i Jagnie. Gdy wróciła stamtąd wygarnęła jej wszystkie grzechy nie pomijając żadnego i kazała się jej w końcu ustatkować. Ale usłyszała od córki, że sama ponoć za młodu nie była lepsza, więc niech teraz jej tego nie wypomina. Przejęła się tylko gdy Dominikowa powiedziała jej, że przez nią Jasio dostał baty od ojca i proboszcza, a później został przymuszony do pójścia na pielgrzymkę. Uwagę wsi od niej odciągnęła wiadomość, że wójt został aresztowany za brak pięciu tysięcy w kasie. Straci gospodarstwo, a jeżeli braknie to wieś będzie się musiała złożyć. Posypały się na niego wyzwiska ale były też głosy że to nie jego wina i że został przez kogoś oszukany. Podejrzewali najbardziej pisarza. Nadejście organiściny zmieniło jednak wszystko. Przekonywała ona że to dla Jagusi wójt sprzeniewierzył te pieniądze. Wyrzekała wszystkie jej grzechy i mówiła, że nawet księdzu, jej Jasiowi nie przepuściła i musiał on uciekać przed nią do Częstochowy. Baby zaczęły jej wtórować a później ruszyły do wójtowej. Zastały ją opuchniętą od płaczu i zaraz zaczęły pocieszać, wspominając o Jagnie. Od tego czasu we wsi zaczęły się narady i coraz więcej ludzi dołączało do oskarżających Jagnę. W końcu prawie cała wieś była przekonana o jej winie. Ostatecznie zebrali się w karczmie, żeby podjąć decyzję. Wszyscy byli za wypędzeniem jej ze wsi ale ktoś zauważył, że nie ma tu Antka, pierwszego gospodarza a bez niego decyzje będą nieważne. Posłano więc po niego wyciągając z łóżka. Przyszedł niechętnie tocząc ze sobą wewnętrzną walkę. Podczas obrad nie odzywał się, tylko pił przy szynku a gdy zapytali go o zdanie, powiedział żeby robili co chcą i wyszedł. Na drugi dzień we wsi zaczęli się zbierać ci, którzy opowiadali się za wygnaniem biednej Jagny. Nie dołączyli do nich co mądrzejsi, zamykając się w chałupach lub uciekając w pola. Tak zrobił też Antek, który zawzięcie kosił żyto pod lasem. Tłum szybko ruszył do chałupy Dominikowej. Wpadł tam tratując po drodze ją, Jędrzycha i Mateusza, którzy stanęli w obronie Jagny. Wywlekli ją zaraz, związali i rzucili na wóz pełen świńskiego gnoju. Wywieźli do granic wsi i tam wraz z gnojem zrzucili na ziemię. Posypały się na nią wyzwiska, grudy ziemi i kamienie, a ona leżała bez ruch wpatrzona w niebo nie reagując na nic. Całe widowisko zakończył deszcz przepędzając tłum, który grupami i milczący zaczął wracać spowrotem. Po drodze minęli Dominikową, która poobijana, w podartym ubraniu i z rozpaczą w głosie złorzeczyła im. Kuśtykała na ratunek córce.

Na drugi dzień wszystko wróciło do normy we wsi. Rozpoczęły się żniwa. Wieś opustoszała a każdy zajmował się pracą. Tylko na Podlesiu u Szymka panowała rozpacz. Leżała tam Jagna, która o bożym świecie nie wiedziała i lamentująca nad nią Dominikowa.

KONIEC

<<Chłopi – Tom III Wiosna

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u