Chłopi Tom III – Wiosna

Chłopi – Tom III – Rozdział I

Nastała wiosna. W kwietniowy dzień, gdy ostatnie śniegi topniały i wszystko budziło się do życia, o świcie za brogami pojawiła się Agata, powracająca po długiej zimowej tułaczce do wsi. Ze łzami w oczach witała te ukochane okolice ciesząc się i dziękując Bogu, że pozwolił jej powrócić. Przyglądała się ludziom pracującym na polach, choć mało ich było jeszcze i wydawało się jej, że przy takiej pogodzie powinno ich być więcej. Weszła między domy, przyglądając się każdemu obejściu z ciekawością, ale i tu nie znalazła nigdzie chłopów. Jedynie gdzieniegdzie rozebrane do koszul kobiety kopały grządki. Dopiero od Jagustynki, którą spotkała pod kościołem dowiedziała się, że większość z mężczyzn siedzi w kryminale tam witając wiosnę. Z coraz większym niepokojem ruszyła w stronę domu Kłąbów. Tam uraczyli ją  szczegółami. Jakieś trzy dni po tym jak poranieni, ale zadowoleni chłopi wrócili z bitwy o las, do wsi przybyli strażnicy i sąd. Cały dzień na plebani odbywał się proces a po nim pognali do kryminału z pięćdziesięciu chłopów. Antka Borynę natomiast za ukatrupienie borowego powiedli w kajdanach. Teraz pusto było we wsi i nie ma kto na roli robić, a ziemia aż prosi się żeby się nią zająć. Później Kłębowa opowiedziała jej o innych wydarzeniach we wsi, a w szczególności o Antku i Jagnie, a stara ręce załamywała i pacierze mówiła. Wieczorem zaś wyciągnęła swoje zawiniątka i każdemu rozdawała prezenty ze świata, opowiadając gdzie co kupiła i za ile. Gdy na koniec okazało się, że z jej skrzyni którą miała na strychu Kłąbowie zabrali pierzynę nie używaną i czekającą aż Agata ostatnie tchnienie wyda, wielki żal złapał ją za gardło i poczucie krzywdy wydusiło z niej potok łez. Zaczęła się modlić zapamiętale pochlipując i skarżąc się Jezusowi na swoją dolę.

Chłopi – Tom III   – Rozdział II

Hanka wstała pierwsza i jak co dzień obeszła gospodarstwo budząc wszystkich i naganiając do pracy. Chodząc tak przypominała sobie jak to niespełna trzy niedziele temu wprowadziła się spowrotem do Boryny, korzystając z zamieszania jakie powstało po bitwie o las. Wszyscy przepowiadali, że stary lada dzień zemrze więc nie było na co czekać. Nie zdążył jej ubiec kowal i chodził wściekły wypominając, że bezprawnie dom zajęła. Ale ona nie ulękła się nikogo. Ni kowala, ni Jagny z którą toczyła niemą wojnę. Teraz po trzech niedzielach wszystko było po jej myśli i nie zamierzała ustępować nikomu. Jagna nie była jej też dłużna, czując że została odsunięta od wszystkiego a wszyscy Hankę za gospodynię mają. Zrozumiała, że bez męża nic ona nie znaczy i choć nienawidziła go szczerze, to najbardziej ze wszystkich pragnęła jego wyzdrowienia. Wspominała często Antka, ale nie był on dla niej już tak ważny jak poprzednio. Po tym jak ją potraktował gdy ostatni raz spotykali się za przełazem i później, po bitwie gdy przesiedział długo w izbie przy ojcu i nie zwracał na nią uwagi, serce jej odwróciło się od niego i rada nawet była gdy go zakutego w kajdany zabierali do miasta. Tym bardziej, że Hanka włosy z głowy rwała i rozpaczała bardzo. Pozwalała się też obłapiać wójtowi, a robiła to z nudów i na przekór wszystkim.

Wszyscy szykowali się do kościoła. Ponieważ była palmowa niedziela, Hanka wysłał Witka po gałązki a reszta robiła ostatnie obrządki w gospodarstwie. Została sama, modląc się żarliwie i doglądając Macieja. Później nadszedł czas na udój, a po nim wrócili wszyscy i gwarno zrobiło się w chałupie. Wrócił też wyczekiwany Rocho, który przyniósł wieści o Antku i innych chłopach. Nie było im tak źle. Mówił, że gdy skończy się śledztwo to ich wypuszczą, a będzie to zapewne gdzieś po świętach. Poszedł z tą wieścią na wieś, powodując wszędzie chlipanie zasmuconych kobiet. W chałupie zebrało się trochę ludzi, byli też Kowalowie i siedzieli przy starym. W pewnym momencie wpadła Magda krzycząc, że ojcu coś jest. Gdy Hanka weszła do jego izby siedział on na łóżku rozglądając się. Zaczął krzyczeć coś bez sensu, a następnie wygonił wszystkich, przywołując Hankę do siebie. Powiedział jej o gotowym groszu w komórce i o tym żeby Antka broniła, pół gospodarstwa sprzedała i swojego nie dała. Później znowu stracił przytomność i padł na łóżko. Kowal, który podsłuchiwał pod oknem ale nie mógł wszystkiego dobrze usłyszeć wpadł do izby i zaczął kłócić się z Hanką, atakując ją. Ale nie ulękła się wiec wypadł wściekły na wieś. A Hanka długo rozmyślała o tym co powiedział jej ojciec nie mogąc w nocy zasnąć.

Chłopi – Tom III   – Rozdział III

U Borynów szykowano się do bicia świniaka przed świętami. Tak bowiem nakazał Antek, a Hanka uważała że on tu teraz gospodarz. Wzięła wszystko w swoje ręce nie oglądając się na nikogo i rozdzielając pracę na wszystkich, również na siebie. Jambroży był tym, który się miał zająć rozebraniem wieprzka a  pomagać miała również Jagustynka. Zjawili się oni rano, posilili przed pracą gorzałką i wzięli do roboty. Ubitego wieprzka z braku miejsca powieszono w izbie Boryny, który nadal leżał z otwartymi oczami nie wiedząc co się wokół niego dzieje. Robota szła szybko i sprawnie, a świniak spełnił oczekiwania. Słonina u niego była na sześć palców. W chałupie coraz większy robił się rwetes, ponieważ co chwilę wchodziła jakaś kuma idąc do spowiedzi do kościoła i podziwiała wieprzka chwaląc że taki wielki i piękny. Hanka była dumna i dzielnie spełniała rolę gospodyni, choć szkoda jej było trochę gorzałki. Jambroży natomiast co jakiś czas latał do kościoła sprawdzać czy tam wszystko w porządku a gdy wracał, przepijał gorzałką i brał się spowrotem do roboty. Ludzi do spowiedzi szło sporo, czyniąc wielki ruch we wsi, bo to i przybywali z innych stron i dobrodzieje mieli co robić. Obgadywała ich Jagustynka, co nie podobało się Jambrożemu i Hance, która szybko zmieniała temat bojąc się zwady pomiędzy pracującymi. Gdy zjawiła się Jagna, najpierw oniemiała a później ruszyła do kowala z informacją co się też u nich dzieje. Ten zjawił się niedługo i wszczął kłótnię o świniaka, ale Hanka ponownie nie ulękła się.  Kowal próbował od niej wyciągnąć, czy nie wie coś o ukrytej gotowiźnie, ale i to mu się nie udało. Upewnił się jedynie, że musi ona coś o tym wiedzieć. Przed wieczorem zjawiła się Jagna z matką i wzięły się ostro do pomocy, co bardzo zdziwiło Hankę. Zanim się zorientowała, duża część mięsa wylądował w komorze Jagny, co bardzo ją rozgniewało. Zła była również dlatego, że dała się tak łatwo podejść. Jagna od tej pory pilnowała komory i nie było możliwości dobrania się do mięsa i do ukrytych pieniędzy. Nie była do końca z nimi Jagustynka, która pobiegła do Kozłów, gdy dowiedziała się, że ksiądz do Agaty z Panem Jezusem idzie. Wróciła dopiero nazajutrz, roztrzęsiona cała i niemogąca się uspokoić. Powiedziała do Hanki, że coś w niej pękło gdy zobaczyła biedę jaka na ludzi spada i już nie może kryć swojego żalu za złością jaką wszystkim okazuje. Gdy tak rozmawiały, Hanka kątem oka spostrzegła wchodzącego do chałupy kowala. Ruszyła zaraz go szukać i znalazła w komorze grzebiącego w beczkach z ziarnem. Powstała między nimi nowa kłótnia i kowal musiał znowu ustąpić. Teraz Hanka napadła na Jagnę, zarzucając jej, że obcych do domu wpuszcza. Ta nie była jej dłużna i doszło między nimi do szarpaniny. Przerwał ją Rocho, który właśnie zjawił się u nich i Hance wstyd się zrobiło. Upomniał ją, że nie tak należy postępować zeźlony bardzo i powiedział żeby Hanka dała spokój dziewczynie i robiła swoje. Za jej grzechy Pan Bóg ją będzie rozliczał.

Chłopi – Tom III   – Rozdział IV

wladyslaw_reymont

Biografia Władysława S. Reymonta

Rocho zatroskany chodził wokół stawu martwiąc się o los Lipczan i tego co z nimi dalej będzie w obecnej sytuacji. W pewnej chwili jego uwagę przykuł gwar dobiegający z okolicy chałupy sołtysa. Zebrała się tam grupa kobiet i wrzask czynił się okropny. Do wsi zjechali strażnicy i wraz z wójtem chcieli zabrać ludzi na szarwarki do naprawy drogi w lesie. Baby podniosły wielki krzyk atakując i wójta i strażników, a Rochowi przybyło nowe zmartwienie. Bał się żeby z tego krzyku jakieś nowa krzywda nie stała się wsi. Zaczął uspokajać kobiety, obiecując, że porozmawia z wójtem. Ruszył zaraz na wieś łagodząc nastroje i pomagając utrudzonym kobietom i dzieciom w ich pracach. Z wójtem nie spotkał się jednak, ponieważ ten ruszył ze strażnikami do miasta. Gdy ściemniło się wieś zaczęła powoli układać się do snu i uspokajać. W nocy nadeszła burza i grzmoty przewalały się nad borem a rano we wsi podniósł się lament ponieważ nocna burza wyrządziła wiele szkód. Największa spotkała siostrę Hanki, Weronkę, ponieważ zawaliła się jej chałupa. Ona z dziećmi cudem uniknęła śmierci. Pobiegła do nich zaraz Hanka a wokół zbierało się coraz więcej ludzi, współczując pokrzywdzonym. Przyszedł też sam ksiądz i widząc nieszczęście starał się pocieszyć Weronkę, ale nie wiedział co powiedzieć gdy zapytała się go gdzie oni się teraz podzieją. Dobrodziej stał chwilę nie wiedząc co ma odpowiedzieć a po namyśle stwierdził, że najpierw powinni podziękować Bogu za ocalenie, ponieważ to cud jest. Weronka odpowiedziała zaraz, że nawet świniaka sprzeda, a na mszę da. Ksiądz jednak, dumny z siebie, odpowiedział żeby pieniądze zachowała, ponieważ odprawi mszę za darmo. Miejsce do zamieszkania zaoferowała im natomiast Sikorzyna, ponieważ miała wolną drugą stronę chałupy. Przenosiny zaczęły się natychmiast. Tylko stary Bylica nie chciał się ruszyć z rumowiska, mówiąc że tu się urodził i tu umrze. Zrobił sobie posłanie w sieni, która ocalała w jakiś sposób i tam został wpraszając się tylko nieśmiało do Hanki na jedzenie. Gdy Weronka przeniosła się do ofiarowanej izby wiele kobiet przyniosło jej co tylko mogły solidaryzując się z nią i rozumiejąc, że teraz ona ma z nich najciężej. Hanka widząc to ruszyła do domu, ponieważ roboty było jeszcze mnóstwo. Odkryła razem z Jagustynką, że w komorze brakuje dużo mięsa i nie miała wątpliwości, że to sprawka Jagny. Ta wcale tego nie ukrywała twierdząc że zjadła, ponieważ takie samo jest jej to mięso jak i Hanki. Ta długo nie mogła usnąć tak ją wściekłość pobudzała, a zmrużyła oczy dopiero o pierwszych kurach. Rano pierwsza zerwała się Józia, ponieważ miała jechać do miasta na zakupy a w domu zaczęła się krzątanina i ostatnie przygotowania do świąt. To samo działo się we wszystkich chałupach. W końcu rozpoczęły się upragnione święta oznaczające koniec postu. W sobotę wieczorem cała wieś bez wyjątku wybierała się na rezurekcję, a przybywało też niemało ludzi z okolicy. Hanka ociągała się długo, wysyłając wszystkich przodem i stróżując na ganku. Dopiero gdy ujrzała Jagnę z matką i kowala zmierzających w stronę kościoła, postawiła starego Bylicę na straży, a sama zniknęła na pół godziny w komorze. Wyszła stamtąd zapinając szybko stanik z roztrzęsionymi rękoma i iskrami w oczach.

  • Plemiona

Chłopi – Tom III   – Rozdział V

Hanka dotarła na swoje miejsce w kościele tuż przed księdzem, który rozpoczynał nabożeństwo. Początkowo nie mogła się skupić na modlitwie, czując węzełek miedzy piersiami i wspominając poszukiwania w komorze ojca. Ale gdy ksiądz zaczął kazanie wspominając mękę Chrystusa  zatopiła się, jak cała reszta, w modlitwie. Wszystko skończyło się około północy i cały naród ruszył do domów. Hanka wyszła z kościoła ostatnia a gdy znalazła się w domu położyła się a śpik zmorzył ją zaraz. Nazajutrz Lipce zbudziły się późno, gdy słońce świeciło już wysoko na niebie. U Borynów również nie spieszono się ze wstawaniem. Jedna Hanka zerwała się rano budząc Witka i Pietrka, którzy przygotowywali konie i kolaskę. Gdy wszyscy wstali rozpoczęło się świąteczne śniadanie. Każdy pojadał ze smakiem po długim poście. W końcu czas było ruszać. Hanka zabrała ze sobą tobołek dla Antka  i ruszyli, a wraz z nimi Jagustynka, która również zabrała się do miasta. Wraz z nimi ruszyła prawie cała wieś i zaroiło się na drodze od wozów i bab idących bokiem z tobołkami na plecach. Gdy przeszli cicho się zrobiło w Lipcach, a Józia, która obserwowała tą pielgrzymkę z ganku, pomyślała że nie tak było w ten dzień w poprzednich rokach. Później poschodziły się dziewuchy ze wsi i zabawiały się razem do wieczora. Był też Rocho, który siedząc na ganku pogadywał z Bylicą i Magdą, która odwiedziła ojca. Wieczorem wszyscy wrócili do wsi ale Hanki wciąż nie było. Pojawiła się dopiero koło północy, ale zasmucona wielce. Antek przyjął ją chłodno i nie powiedział ani jednego dobrego słowa. Położyła się spać, ale rozpacz nie dała jej usnąć.

Rano nastał lany poniedziałek i cała wieś wyległa na drogi i przed domy. Chłopaki uganiali się za dziewuchami i nie przepuszczali żadnej, lejąc je obficie. Dostawało się przy tym i starym. Zmoknięte jak kury wpadły do chałupy i Józia i Jagustynka, a choć całe mokre to w oczach widać było zadowolenie. Siedli wszyscy do śniadania i pożywiali się łakomie, poza Hanką, która źle się czuła a po jakimś czasie zemdlała, tak że stara musiała ją cucić chrzanem. W pewnym momencie wszystkich zastanowił brak psów w obejściu, a po chwili Józka odkryła zabitego Burka i podkop do komory ojca. W środku wszystko było poprzewracane i ciężko było stwierdzić czego brakuje. Dano znać sołtysowi i wójtowi, którzy wraz ze strażnikami mieli znaleźć winnego. Zaczęli się też zaraz schodzić ludzie ze wsi i oglądać podkop. Hanka, leżąc w łóżku zwierzyła się Rochowi, że podejrzewa o to kowala, a ten przytaknął i powiedział, że zawsze wydawał on się mu nieuczciwym i krętaczem. Później wszyscy ruszyli do kościoła, a gdy wrócili zasiedli do obiadu. Popołudnie zeszło na pogaduszkach, ponieważ cały czas przychodzili nowi goście. Tak było do wieczora gdy zaczęli dzwonić na nieszpory. Tylko Jagna nie mogła sobie znaleźć miejsca, ponieważ jakaś tęsknota ją ogarnęła i sama nie mogła odgadnąć za czym. Ruszyła w pola i chodząc tam bez celu spotkała Jasia, syna organisty. Porozmawiali trochę o książce, którą czytał a ona lgnęła do niego coraz bardziej. Aż wystraszył się chłopak i uciekł. Zawiedziona ruszyła do karczmy i gdy przyglądała się przez okno co się tam dzieje, przydybał ją wójt i pociągnął do alkierza.

Ciemno się już robiło i na wsi zaczęło się uspokajać, wszyscy myśleli już o dniu jutrzejszym, normalnym i wypełnionym ciężką pracą. Tylko u Płoszkowej gwarno było, ponieważ zebrały się tam baby na pogaduchy. Gdy ciemno już całkiem było, jakiś ruch nagle zrobił się  w Lipcach. Ktoś zaczął krzyczeć, ze dwór się pali. Faktycznie w oddali pojawiły się języki ognia, które doskonale widać było z mostu przy młynie. Tam zebrała się cała wieś i ponuro przyglądała się pożarowi, mówiąc że to Bóg pokarał dziedzica za ich krzywdy. Próżno wójt i sołtys nawoływali żeby ruszyć z pomocą. Nikt poza nimi i kowalem nie ruszył się z miejsca.

Chłopi – Tom III   – Rozdział VI

Hanka leżała nadal w łóżku chora i oczekiwała na powrót z kościoła syna, który właśnie był chrzczony. Gdy wrócili rozpoczął się poczęstunek. Wszyscy przepijali gorzałką i posilali się ile mogli. Rozmowa nie kleiła się, choć Jambroży jak zwykle opowiadał niestworzone historie a Jagustynka swarzyła się z Dominikową nie szczędząc jej złośliwości. Wójt wodził oczami za Jagną i nawet wychodził za nią na podwórze, zapraszając do alkierza, a Hanka z szyderstwem w oczach spoglądała na kowala, który również zjawił się na chrzcinach. Wszystko przerwał sołtys, przybiegając z informacją, że pisarz i strażnicy przybyli i będą wypytywać o pożar i podkop. Jednak nikt nie chciał stawić się na wezwanie pisarza i musiał on chodzić po polach rozpytując tam pracujących ludzi. Nic się jednak nie dowiedział i gdy przyszedł do Borynów zeźlony był wielce. Napadł zaraz starego Bylicę, a ten odgryzł się hardo, aż wójt z sołtysem musieli go uciszać. Hanka nie chciała ich gościć, więc wynieśli się do karczmy.

W Lipcach nastały pracowite dni, wieś opustoszała i wszyscy byli w polach. Jednak nie działo się tak jak w inne lata. Postępów prac nie było widać bo prawie wszędzie uwijały się same kobiety. Jedynie u Borynów praca szła jakoś, choć wiele wolniej niż wcześniej, ponieważ Pietrek dopiero przyuczał się do pracy w gospodarstwie. Hanka dyrygowała wszystkim z domu, a ponieważ nie żałowała sobie tłustej strawy, jajek i rosołu zmogła szybko chorobę i wstała w końcu z łóżka. Któregoś dnia zjawili się w Lipcach Cyganie, których Hanka nie wpuściła w obejście szczując Łąpą. Nie w smak było to Jagnie, która choć bała się pragnęła wróżby. Cały dzień włóczyła się za nimi po wsi, aż dopiero wieczorem zdesperowana zasiadła przed jedną w karczmie i kazała sobie wróżyć. Robiły to też inne dziewuchy, a gdy Cyganie poszli już w stronę lasu, zebrały się na ganku u Józi i opowiadały o nich różności. Hanka natomiast obawiała się kradzieży i kazała na noc wszystkie drzwi dobrze pozamykać, sama sprawdzając czy jej polecenia są dobrze wykonywane. Miała rację, ponieważ od tej pory zaczęły się kradzieże. Ze wsi zniknęły koń z wozem i maciora powodując wielką rozpacz pokrzywdzonych. Poszukiwania nie dały żadnych rezultatów. Humory poprawił Lipczanom nieco Rocho, którego dłuższy czas we wsi nie widziano, a który właśnie się zjawił głosząc, że sąsiedzi przyjdą wielką chmarą pomagać w pracach polowych. Faktycznie dwa dni później rankiem zaroiły się drogi i ciągnęli gospodarze i parobkowie z każdej strony. Po mszy zebrali się wszyscy przed kościołem, a ksiądz i Rocho dysponowali do której chałupy kto ma się kwaterować i komu pomagać. W dwa pacierze wszyscy rozeszli się i tylko biedne komornice zostały zbite w grupę z płaczem, ponieważ nikt o nich nie pomyślał. Zaraz też zaroiły się lipeckie pola i praca trwała do zachodu słońca. Hanka, chociaż nie potrzebowała pomocy, przyjęła na kwaterę dwóch chłopów z Rzepek, który pomagali Weronce i Gołębowej. Przyjęła ich suto dogadzając we wszystkim. Tak samo działo się we wszystkich chałupach gospodarzy, a  we wsi gwar był jak w ulu. Rankiem dnia następnego wylegli znowu na pola pracując ciężko, a sam dobrodziej cały dzień chodził i błogosławił pracujących, za co dziękowali mu wszyscy. Gdy już chłopy zbierali się do powrotu stanęły przed księdzem komornice, pytając czy im kto z pomocą przyjdzie. Ten zakłopotany wielce i cały czerwony tłumaczył się jak mógł, głównie jednak jąkając. Kobiety zaczęły wyrzekać, że o nich nikt nie pamięta i ich biedą się nie przejmuje, a Kozłowa ubliżała księdzu tak że ten uciekł zaraz. Pomocnicy jednak ruszyli do swoich domów, a prawie cała wieś żegnała ich wylewnie obiecując, że z pomocą przyjdą jeżeli tylko będą takiej potrzebowali.

Chłopi – Tom III   – Rozdział VII

Lipce budziły się ze snu gdy gruchnęła wieść, że chłopy wracają. Informacja przekazywana od chałupy do chałupy wygoniła wszystkich na drogę na ich spotkanie. Ale był tam tylko ślepy dziad, który również przyniósł informację o powrocie chudziaków. Informację tą potwierdził również wójt, który dostał w tej sprawie urzędowe pismo. Okazało się, że można się ich spodziewać dopiero koło południa albo później. Wszyscy więc zajęli się swoją pracą. Hance serce biło mocno i cieszyła się w duszy na powrót Antka, ale na razie zajęła się sadzeniem ziemniaków. Rozdzieliła prace na wszystkich, poschodziło się bowiem wiele komornic na odrobek, a sama została w domu, ponieważ nie czuła się jeszcze najlepiej. Baby pochyliły się na polu obgadując kogo tylko mogły a Hanka zaczęła obchodzić gospodarstwo, ponieważ od świąt prawie nie ruszała się z chałupy. Wszędzie widać było zaniedbania. Najpierw ją to zeźliło a później przygnieciona obowiązkami i odpowiedzialnością wybuchła płaczem. Dowlekła się do domu a tam pomyślała, że może jednak Antek wróci wbrew temu co mówił jej kowal. A mówił, że kryminalistów tak szybko nie puszczają. Poczuła w sobie moc i zajęła się robotą, czekać ona nie mogła. Ponieważ Jagna nie wychodziła do roboty wpadła do jej izby wszczynając kłótnię, ale ta nie była jej dłużna stając przed nią hardo. Hanka nic nie wskórała i wróciła na swoją stronę. Siły znowu ją opuściły i nie mogła się zebrać w sobie.

Na wsi zaś wszyscy szykowali się na powrót chłopów zapominając o robocie. Dzieci pozostawione same sobie wyprawiały brewerie na drogach. Najbardziej dostało się ślepemu koniowi księdza, którego zapędziły aż na Borynowe podwórze. Przepędziła ich Jagna odprowadzając wystraszonego zwierzaka do organistów. Tam zobaczyła Jasia odjeżdżającego uczyć się na księdza i żal ogarnął jej serce. Chłopak zaś odjeżdżając wpatrywał się w jej wilgotne oczy. Rozochociła się bardzo i sama sobie się dziwiła, że taki młokos może to sprawić. Wróciła do domu słysząc wszędzie po drodze o powrocie chłopów i aż ją to złościć zaczęło. Sama nie miała na kogo czekać, chyba że na Antka. Ale kowal mówił, że długo on w kryminale posiedzi. W izbie nie mogła patrzeć na starego bełkoczącego coś pod nosem, więc nie posiedziała tam długo. Poszła do bab pomagać przy ziemniakach. Tam nic się nie zmieniało. Kobiety dalej obgadywały kogo mogły i pracowały powoli. Trwało to do obiadu, po którym nikt we wsi nie pracował, ponieważ ksiądz rozpoczął święcenie pól. Cała wieś ruszyła za dobrodziejem w procesji. Ten oglądał pola i święcił je. Długo już tak chodzili, gdy nagle ktoś krzyknął, że chłopy jakieś wychodzą z lasu. I faktycznie widać już było białe kapoty pomiędzy drzewami. Przyłączyli się zaraz do procesji a radości i opowiadaniom nie było końca. Tylko Hanka i Jagna szły same i zasmucone. Ta pierwsza myślała że może już Antka nigdy nie zobaczy, a druga rozżalona że nikt do niej nie przybiegł, nie złapał, nie przytulił. Nabożeństwo skończyło się niedługo i wszyscy ruszyli do chałup radując się i śmiejąc. Długo jeszcze na wsi słychać było gwar, a gdy się ściemniło wiele par kryło się w zakamarkach. Tylko u Borynów było cicho i spokojnie. Hanka i Jagna przygniecione tą samą boleścią mijały się bez słowa raz myśląc nawzajem ?dobrze ci tak? to znów czując współczucie i sympatię.

Chłopi – Tom III   – Rozdział VIII

Jakiś tydzień po powrocie chłopów w Tymowie miał się odbyć jarmark. Wszyscy we wsi szykowali się na niego wypędzając co kto miał do sprzedania, ponieważ wszędzie bieda piszczała w chałupach a do nowego było jeszcze daleko. Z samego rana drogi zapełniły się stadami, wypędzanymi na wspólne pastwiska, a później ludźmi zmierzającymi pieszo lub wozami i bryczkami do miasta. Ruszył też ksiądz, na którego czekała Tereska żołnierka, ale nie śmiała go zatrzymywać. Dostała ona list od męża i szukała kogoś kto by jej go odczytał. W końcu trafiła do organisty, który za kilka jajek wyczytał w nim, że jej chłop na żniwa wraca z wojska, a z nim razem również Grzela Boryna. Tereska wpadła w rozpacz, ponieważ serce jej należało teraz do Mateusza i strach wielki ją obleciał. Zrozpaczona ruszyła do Borynów, gdzie przekazała informację o Grzeli, a Jagustynka odciągając ją na bok radziła żeby porzuciła Mateusza to mąż jej wybaczy. Pobiegła w pola i rzuciła się w zboże, gdzie mogła spokojnie wyżalić i wyszlochać się nad swoim losem. Jej rozpacz przerwały odgłosy kłótni dochodzące spod chałupy wójta. Tam kłóciła się Kozłowa z wójtową. Ta druga oskarżała ją o ciągłe kradzieże. Gdy dołączył wójt i Kozioł, rozpoczęła się regularna bitka, z której Kozły wyszły pobite mocno. Obie strony ruszyły na skargę do miasta. Tereska, która schowała się na czas bitki, wyszła skądś i ruszyła do domu Kozłów, gdzie zastała tylko przywiezione z warszawskiego sierocińca dzieci. Zamknęła dzieci w chałupie a sama pobiegła do Gołębiów z nowinami. Była tam sama Nastka, ponieważ Mateusz oglądał chałupę Byliców. Zastanawiali się wszyscy czy da się ona podnieść. Ale było to samo próchno i Mateusz nie podjął się naprawy. Stwierdził, że trzeba by zbudować nową chałupę. Z tej nic nie będzie. Rozpaczali Bylicowie, ponieważ nie było widoków na zdobycie drewna. Zaskoczył wszystkich pan Jacek, który zamieszkał razem ze starym Bylicą, mówiąc że drewno się znajdzie. Mateusz jednak nie potraktował go poważnie i odszedł. Szedł przez wieś myśląc o Teresce, która znudziła mu się już, gdy spotkał Jagnę robiącą coś w obejściu. Krzyknął do niej radośnie, ale ta sponiewierała go jak psa wyrzekając mu żołnierkę i to że o niej zapomniał. Uciekł zaraz a gdy dotarł do domu wyżywał się na Nastce i Teresce. Zaraz zaś po obiedzie ruszył do Kłębów, gdzie miał robotę. Tam zastał wszystkich jeszcze przy stole jedzących, więc pogwarzył z nimi prześmiewając się z dzieuch, a gdy skończyli wziął się do roboty. U Kłębów również się nie przelewało i stary myślał o sprzedaży jałówki, ale Kłębowa nie chciała się an to zgodzić. Nie przyjął jednak od starej Agaty pieniędzy, które mu ofiarowała, ani nie zaproponował jej, żeby u nich została. Następnego dnia wybrał się razem z Balcerkiem w odwiedziny do starego Boryny. Ten jednak nie poznał ich i nie wiedział o Bożym świecie, więc po niedługiej chwili wrócili do siebie. Do Macieja zaś zaczęli przychodzić inni, ale trwało to tylko chwilę. Zaraz zapomnieli o nim, a jeżeli wspominali to jak o zmarłym. We wsi natomiast kotłowało się za sprawą bójki Wójtów z Kozłami. Podzieliła się ona na dwa obozy wspierające Kozłów lub Wójtów, które prowadziły ze sobą cichą wojnę. Przerwało ją pojawienie się Niemców, którzy zmierzali do Podlesia, ponoć kupionego już od dziedzica. Żal się wszystkim zrobiło tej ziemi, ale nie mogli nic poradzić, ponieważ nie mieli gotowego grosza na jej kupno. Przez te wszystkie problemy kłótnie we wsi tylko się wzmogły. Najbardziej widać to było u Dominikowej, gdzie synowie zbiesili się w końcu i słuchać jej nie chcieli ani łapać się za babskie roboty jak wcześniej. Sama więc musiała teraz pracować i nie mogła już przesiadywać całymi dniami u księdza i kum. Zmartwień przysparzała jej także Jagna, która bez ceremonii prowadzała się z wójtem nie kryjąc się wcale. Hance było to nawet na rękę i cieszyła się z tego. Ciężko jej było, ponieważ roboty było mnóstwo a ona nie mogła już poradzić i na zdrowiu znowu podupadała. Któregoś dnia przyszedł do niej kowal, jak sam mówił pogadać z nią po przyjacielsku. Mówił o tym, że Antek z kryminału nie wyjdzie do sprawy, a później dostanie z dziesięć lat. Jedynym wyjściem jest wykupienie go, a później musi uciekać do Ameryki. Początkowo nie wierzyła w żadne jego słowo, ale po dłuższej rozmowie zaczęła intensywnie o tym rozmyślać. Przerażała ją konieczność opuszczenia ziemi i ruszenia w cały świat!

Chłopi – Tom III   – Rozdział IX

Gdzieś przed Bożym Ciałem zjawił się we wsi Rocho, który bywał na odpuście w Częstochowie. Ruszył prosto do Hanki, a gdy tam przybył, posilił się i odwiedził Macieja, powiedział jej że jest szansa wyciągnięcia Antka z więzienia przed sprawą. Trzeba by, żeby ktoś za niego poręczył i dał wykup pięćset rubli. Hanka przyniosła zaraz pieniądze, które znalazła w komorze a Rocho policzył je. Wyszło czterysta trzydzieści dwa ruble i pięć złotych. Wystarczyło coś jeszcze sprzedać z inwentarza i byłaby gotowa kwota. Hanka z radości rzuciła mu się do nóg a on całował ją w głowę mówiąc że niedługo wróci jej chłop. Odpoczął trochę w stodole i ruszył do Pana Jacka, mieszkającego z Bylicą. Zwożono tam właśnie drzewo z lasu na chałupę, które podarował on Stachowi. Początkowo nikt nie wierzył w jego słowa, ale gdy okazało się, że nawet dziedzic go słucha, jego autorytet urósł. Teraz stary Bylica chodził koło zwalonych pni i mamrotał coś do nich pod nosem głaszcząc je czule. Cała wieś natomiast przygotowywała się do święta. Przerwało je wtargnięcie do wsi Kłębiaka na pędzącym koniu. Krzyczał on, że w borze leżą jakieś zabite ludzie. Ruszył tam zaraz Sołtys, ponieważ wójt był w mieście i wrócił dopiero wieczorem, wioząc pijanego wójta. Okazało się, ze nie byli to żadni zabici, tylko Jagna z wójtem spici spali w cieniu. Dziewczyna była porozbierana, a gdy obudziła się i zobaczyła ludzi, uciekła w pola. Oburzenie i zgroza padła na wszystkich i długo jeszcze o tym rozprawiali bojąc się pomsty bożej.

Spokój nastał na wsi, a wszędzie zbierały się kupy poredzając cicho. Płoszka chodził od chałupy do chałupy judząc przeciw wójtowi i namawiając do zrzucenia go z urzędu, mając cichą nadzieję, że to on zostanie jego następcą. Następnego dnia do wsi ściągnęło mnóstwo narodu z okolicy. Rozpoczęła się procesja, a ludzie ledwo mieścili się na drogach. Upał był niemiłosierny i wszystkim tchu brakowało. Procesja zakończyła się mszą, po której przyszła burza, rozświetlając niebo błyskawicami i zagłuszając wszystko grzmotami. Po niej z radością powychodzili wszyscy z chałup  wdychając świeże powietrze. Zaraz też zapełniła się karczma, gdzie zebrali się co przedniejsi. Byli też młodzi z lepszych domów, którzy radzili o tym jak zdobyć ziemię. Była ona na wyciągnięcie ręki w Podlesiu, ale nie umieli znaleźć sposobu na zdobycie pieniędzy i wykupienie jej. Jednak Grzela, brat wójta, miał plan. Zaproponował on, żeby pogodzić się z dziedzicem w sprawie lasu i zażądać za to ziemi. Mateuszowi do końca nie spodobał się ten pomysł. Powiedział, że muszą oni najpierw Niemców przepędzić, ponieważ gdy dadzą oni gotowy pieniądz dziedzicowi to nie pogodzi on się z nimi. I choć Grzela protestował i przekonywał, że nowe nieszczęście z tego dla wsi może powstać, to wszyscy uczepili się tej myśli i nie dali się od niej odwieść. Uradowani ruszyli w tany i hulali do późna. W karczmie natomiast co chwilę słychać było głosy potępiające Jagnę i namawiające do wygnania jej ze wsi.

Chłopi – Tom III   – Rozdział X

Od tego czasu młodzi, na czele z Grzelą i Mateuszem, chodzili po wsi i namawiali wszystkich do realizacji ich pomysłu. Ale starzy drapali się tylko po łbach, nie opowiadając się ani za ani przeciw, a kobiety stanęły twardo okoniem złorzecząc, że nowe nieszczęście z tego wyjdzie. Pomógł im Rocho, który stwierdził, że w chwili obecnej jest to jedyne wyjście. Przekonał on księdza, choć nie było mu lekko, a ten baby. Postanowiono, że ruszą rozmówić się z Niemcami.

W niedzielą siedział Rocho na progu u Borynów obserwując Jagnę, której żal mu się robiło, a ta chodziła zawstydzona. Szybko jednak jej wstyd zmienił się w gniew. Cała wieś ją izolowała, dzieciaki krzyczały za nią ?kochanica wójta?, a baby spluwały gdy przechodziła. Całą swoją złość wyładowała na starym, życząc mu szybkiej śmierci i dzięki temu jej ulżyło. Tymczasem do Hanki przyszło pismo, w którym sąd informował ją, że może widywać męża raz w tygodniu. Przeczytał je Rocho w obecności kowala. Dopiero gdy ten odszedł powiedział do Hanki, że naprawdę sąd napisał, żeby wpłaciła pięćset rubli zastawu lub dała czyjeś poręczenie to Antka wypuszczą z więzienia. Hanka padła na kolana i zaczęła się modlić. Od tej chwili chodziła rozradowana i gadała ze wszystkimi zwierzakami. Domyśliła się Jagna, że tu o Antka chodzi. Podniosło ją to na duchu i nowa nadzieja wstąpiła w serce. Ruszyła zaraz do matki, a weszła prosto na jej kłótnię z Szymkiem. Poszło o jego ożenek i pieniądze. Kłótnia przerodziła się już w bitkę i nikt nie mógł rozdzielić syna i matki, która prała go pogrzebaczem. Skończyło się na tym, że dostała pięścią między oczy i wpadła na piec, gdzie gotowały się różne strawy. W wyniku upadku zawalił się komin i zniknęła ona pod rumowiskiem. Zaraz ją stamtąd wyciągnięto całą poparzoną, a ona dalej rzucała się do syna, nie zważając na swoje rany. Jednak ból w końcu przemógł złość i padła zemdlona. Jambroży zaczął opatrywać jej rany co wywoływało jęki, które słychać było z chałupy. Szymek natomiast siadł pod ścianą chałupy i powiedział, że z ojcowej ziemi się nie ruszy choć go matka wygania.

Po mszy chłopy zebrali się przed kościołem a Rocho poprowadził ich do Podlesia, żeby rozmówić się z Niemcami. Zastali ich przy piwie siedzących wkoło beczki. Początkowo przemówił do nich Rocho, mówiąc że przyszli tu żeby im powiedzieć, że nie mogą kupować tej ziemi, ponieważ im się ona należy. Nie udało mu się jednak spokojnie prowadzić dyskusji, ponieważ emocje wzięły górę i rozpoczęła się kłótnia i wzajemne groźby. Na koniec Mateusz wystąpił i powiedział, że nie wysiedzą oni w Podlesiu, ponieważ oni zrobią wszystko aby tak się nie stało. Rocho zaczął w końcu odganiać chłopów i wszyscy ruszyli do domu rozprawiając o ziemi, którą chcieliby dostać, a którą parszywe Niemcy chcą zagarnąć.

Chłopi – Tom III   – Rozdział XI

Hanka wybrała się do miasta i wróciła stamtąd ucieszona. Józce powiedziała, że Antek za trzy dni wróci. Rocho pojechał zapłacić zastaw i razem już wrócą. We wsi tymczasem zaczęły się sianokosy, a w przerwach na obiad rozprawiano o najważniejszej teraz sprawie, o Niemcach i dziedzicu. Ci przestali kopać studnie i zwozić kamienie i oskarżali dziedzica, że wywiódł ich w pole. Lipce cieszyły się, bo i dziedzic, jak mówił kowal, chciał już zgody. Maciej natomiast jakby ocknął się, zaczął poznawać ludzi i mówić do rzeczy, choć przeplatał te mowy zawsze czymś niedorzecznym, ale wszyscy mówili że to ostatnie jego chwile. Na taką sytuację coś odmieniło się w Jagnie. Powiedziała, że to jej powinność zajmować się mężem i odtąd siedziała przy nim jak słup. Tymczasem skończyły się sianokosy i Hanka zaprosiła kosiarzy na sutą kolację. Była sobota i spodziewała się powrotu Antka. Była rozradowana. Ale noc już była i wszyscy dawno poszli spać a on nie wracał. W końcu usnęła i Hanka, obudził się natomiast Maciej. Wstał z łoża i ponieważ księżyc świecił nad chałupą i jasno było wydało mu się, że zaspał i musi szybko się zbierać bo robota czeka. Wyszedł na podwórko i kręcił się tam nie wiedząc co ma zrobić. Przypominały mu się różne rzeczy, o których zaraz zapominał. Obszedł wszystkie pomieszczenia poklepując inwentarz, a później trafił na pole. Tam nabrał ziemi w koszulę i zaczął siać. Siał tak aż do świtu, a gdy ten nastał wydało mu się że sam Bóg Ojciec wzywa jego duszę do siebie. Padł przed nim na twarz i tak skonał.

KONIEC TOMU III

<< Chłopi – Tom II Zima | Chłopi – Tom IV Lato>>


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u