Chłopi Tom II – Zima

Chłopi – Tom II – Rozdział I

Zima nastała w Lipcach. Z początku przyszła nieśmiało, pokazując się co jakiś czas. Później zadomowiła się, przynosząc najpierw mróz i  wichry, które niemało narobiły szkody we wsi i okolicy, a później  obfite opady śniegu, które z kolei sprawiły frajdę szczególnie dzieciom. W domu Byliców, gdzie mieszkała Hanka z Antkiem, zimno było i wszyscy powoli budzili się do życia. Z za ściany słychać było codzienną kłótnię siostry Hanki, Weronki ze swoim chłopem, Stachem, który wybierał się na młocki do organisty. Antek nie skorzystał z propozycji zarobku, co bardzo zmartwiło jego żonę. Od czasu gdy się tu sprowadzili, albo siedział w chałupie i tępo spoglądał przed siebie, albo ganiał bez celu po wsi. Żył zgryzotą i chęcią zemsty na ojcu, którego obwiniał za ich obecne położenie. A nie było ono lekkie. Nie mieli żadnego grosza, jedli tylko ziemniaki, nie zawsze okraszone i nie było widoków na poprawę losu. A zima stawała się coraz sroższa. Musieli sprzedać krowę i właśnie czekali na Żydów, którzy mieli ją od nich odkupić. Przyszli około południa, brnąc przez śnieg głęboki i po długich targach dali za krowę czterdzieści rubli i dwa złote postronkowego dla starego Bylicy. Zabrali krasulę i odeszli. Po tym wszystkim Antek dał pieniądze żonie, chowając dla siebie pięć rubli i stwierdził, że rusza w świat szukać roboty, bo u chłopów pracował nie będzie. Ubrał się i po krótkiej kłótni z Hanką wyszedł. Nie oglądał się za nią, a ta stała pod ścianą i płakała. Ruszył w stronę wsi zamierzając dalej iść drogą. Poszuka pracy na dworze, myślał i tam znajdzie swoje miejsce. Ruszył raźno, ale zaraz musiał ustąpić drogi jakimś pędzącym saniom. Był to Boryna z Jagną, weseli, rozbawieni i pędzący ile koń wyskoczy. Jego oczy spotkały się na moment z jej i dusza w nim zamarła. Zniknęły wszystkie chęci i radość, która przed chwilą jeszcze w nim była. Ruszył bezwiedni przed siebie, a jego nogi zawiodły go do karczmy, gdzie siedział do wieczora pijąc, aż w końcu wypadł stamtąd nie płacąc Jankielowi.

Chłopi – Tom II – Rozdział II

Hanka była niespokojna. Nie wiedziała co dzieje się z mężem i nie wiedziała co począć. Oporządziła gospodarstwo i ruszyła do karczmy, zostawiając w domu starego ojca. Wcześniej policzyła ile komu jest winna i teraz trzymała pieniądze za pazuchą. Zabrała również dwa złote postronkowego, co zmartwiło jej ojca. Nie dał jednak tego po sobie poznać. W karczmie zapłaciła Jankielowi długi, o których wiedziała, ten bowiem nie wspomniał o długach Antka, będąc zdania, że to nie sprawa baby. Podroczył się trochę z Hanką, przepowiadając jej, że niedługo tanio sprzedadzą mu pozostałe zwierzaki. Ta sklęła go i wyszła. Poszła dalej na wieś trafiając do organisty. Tam właśnie wypiekali opłatki. Przyglądała się chwilę tej czynności, a potem wyżaliła się na swój los, a oni słuchali z uwagą. Organiścina zaproponowała, że Hanka mogłaby dla niej uprządź wełnę, a ta zgodziła się z wdzięcznością. Poszły do komory, gdzie pełno było wszelkiego dobra, a gdy Hanka zobaczyła to, zazdrość ścisnęła ją za serce i dziękowała już trochę chłodniej. Umówiły się, że wełnę dostarczy parobek, ponieważ Hanka miała jeszcze kilka spraw do załatwienia na wsi. Bardzo chciała wstąpić do kogoś i pogwarzyć ale nie śmiała. Dawniej gdy gospodynią była, co chwilę ktoś wpadał, o czymś opowiedział, czegoś chciał. Teraz nikt do niej nie zaglądał, więc i ona narzucać nie będzie. Dotarła do młynarza, przystając wcześniej przy domu Boryny, spoglądając tęsknie w rozświetlone okna. Spłaciła długi prosząc jednocześnie o pracę dla męża, a ten będąc człowiekiem mówiącym wszystkim prawdę w oczy, powiedział jej że Antek to zły chłop. Nie powinien tak przebierać w robocie jak świnia w korycie i nie powinien się uganiać za Jagną, bo to grzech i obraza boska. Na te słowa Hanka zbladła i słabo jej się zrobiło. Ruszyła pędem do domu, jakby chciała żeby ten pęd wywiał jej te myśli z głowy. W domu ojciec zabawiał się z dziećmi a w izbie stały worki z wełną. W jednym z nich znalazła bochen chleba, kaszę i kawał słoniny. Nakarmiła zaraz wszystkich, a gdy posnęli zajęła się przędzeniem, rozmyślając o swojej niedoli. Rano wstała w lepszym nastroju. Nie miała czasu na użalanie się nad sobą, ponieważ całe gospodarstwo było na jej głowie. Antka wciąż nie było i niepokoiła się już o niego. Wrócił dopiero wieczorem, sterany i wynędzniały, ale łagodny. Gdy wieczorem leżeli już w łóżku przysunęła się do niego, szukając swoimi ustami jego. On jednak nie odpowiedział na te zaloty, leżąc nieruchomo, wpatrując się w oczy Jagusi, które wyłoniły się przed nim z mroku.

Chłopi – Tom II – Rozdział III

Nie było wyjścia. Antek musiał iść do roboty. Młynarz przyjął go do tartaku i rozpoczęły się dni ciężkiej pracy. Początkowo męczył się okrutnie, tak że bolały go wszystkie kości i utrudzony był wielce. Nie to jednak było najgorsze. Najbardziej bolało go Mateuszowe przywództwo. Od dawna już byli rywalami. Zaczęło się od Jagienki, o której względy obaj się starali. Mateusz jawnie, Antek natomiast kryć się z tym musiał. Teraz doszła rywalizacja w pracy. Mateusz szukał pretekstu, żeby go z niej wyrzucić, a Antek ledwo mógł ścierpieć codzienne wytykanie błędów, które popełniał, a które bezwzględnie wyłapywał jego rywal. Gdy jednak Mateusz pokłócił się lekko z młynarzem, a ten odpowiedział mu, że jak się nie podoba to Boryna młyn poprowadzi i jeszcze do tego taniej, zmiękła mu rura i już nie czepiał się tak Antka. Ten również stał się spokojny i opanowany. Z nikim nie nawiązywał kontaktu, nigdzie nie chodził. Jego jedyną drogą była ta z domu do pracy i spowrotem. Cieszyła się na ta przemianę Hanka, ale nie dała się do końca zwieść. Widziała, że we wnętrzu toczy się w nim walka i obawiała się wybuchu, ale tymczasem dogadzała mężowi jak mogła. A Antek faktycznie zawziął się i w duchu mówił sobie, że go nie zmogą. Czekał na moment, kiedy będzie mógł odpłacić wszystkim, którym się to należy. I tak mijały dni a wieś żyła swoim życiem i zajmowała się swoimi sprawami, choć wszyscy nadal mieli baczenie na niego. Nie chciał pogodzić się z nikim, a szczególnie z kowalem, który zaczepił go na drodze i ofiarował przyjaźń. W końcu też doszło do zwady z Mateuszem. Pewnego wieczoru, gdy Antek czekał na zmielenie kaszy we młynie, usłyszał przez otwarte drzwi jak ten naśmiewa się najpierw ze starego Boryny, a później z niego. Nie wytrzymał i wpadł tam z iskrami w oczach. Mateusz ruszył do niego, ale zanim się zorientował Antek chwycił go za gardło i za pas, uniósł, wyniósł na rzekę i wrzucił do wody łamiąc mu kilka żeber. Ratowali go wszyscy i nieprzytomnego zanieśli do izby a  Boryna zapowiedział, że każdego to czeka kto będzie się z niego naśmiewał. Swoim czynem i siłą wzbudził ogólny podziw. Następnego dnia nie poszedł do młyna myśląc, że na pewno go wyrzucą, ale niedługo zjawił się sam młynarz, który zaoferował mu posadę Mateusza, mówiąc, że nic mu do tego co mają do siebie. Zaoferował mu cztery złote i obiad, ale Antek powiedział że może przyjść na takich warunkach jak jego poprzednik, inaczej się nie ruszy. Młynarz nie miał wyjścia i choć zły był, zgodził się.

Chłopi – Tom II – Rozdział IV

wladyslaw_reymont

Biografia Władysława S. Reymonta

Nadeszły święta i cała wieś krzątała się przygotowując się do nich. U Borynów również praca wrzała. Jagna z matką i Józią piekły chleby, ciasta i inne przysmaki a Boryna jeszcze do dnia pojechał do miasta na zakupy. Zjawił się też u nich Jasio, syn organisty, który na wiosnę na księdza miał iść i przyniósł opłatek. Wpatrywał się on w Jagnę zawzięcie, ponieważ wydawała mu się ona jeszcze piękniejsza niż na wiosnę. Dziewczyna oblała się zaraz rumieńcem a widząc to przyszły ksiądz zrobił to samo. Niedługo wrócił z miasta Maciej i rozsiadł się przy kominie, grzejąc zmarznięte kości. Wodził przy tym cały czas za Jagna swoimi rozkochanymi oczyma. Ale ona nie dbała o jego kochanie. Była rozdrażniona i niespokojna. Przed oczami stawał jej cały czas Antek i tęsknota ją brała za tym mężczyzną. Nie mogła jednak nic na to poradzić i w końcu wybuchła płaczem. Nie mógł jej nikt uspokoić, ani matka ani mąż. Dopiero gdy się wypłakała humor jej wrócił i gotowa była śpiewać. Popatrzyli na siebie zdziwieni Dominikowa i Boryna. Po krótkiej rozmowie w sieni wrócili uradowani i zaczęli ściskać Jagusię, która nic nie rozumiała. Gdy zrozumiała w końcu zła była i wyrwała się Borynie, który powiedział jej o tym. Wyrzekała do matki, że nie chce ona dziecka, a ta upominała ją żeby nie ściągnęła na siebie obrazy boskiej. Gdy nastał wieczór i pojawiła się pierwsza gwiazda, zasiedli do wieczerzy wigilijnej. Podzielili się opłatkiem i jedli w skupieniu. Przyjęli Jagustynkę, której nie zaprosiły na święta jej dzieci, a później przyszli Kowalowie posiedzieć u nich do pasterki. Roch opowiadał różne historie i tylko Jagustynka siedziała smutna i małomówna jak nigdy. Później śpiewali nabożne pieśni, ponieważ na kolędy było jeszcze za wcześnie, a gdy nadszedł czas ruszyli do kościoła. Zjawiło się tam mnóstwo ludzi z okolicznych wsi i dworów wypełniając szczelnie wszystkie pomieszczenia, tak że ostatni musieli modlić się na mrozie. Przyszedł też Antek ze swoimi, ale nie przepychał się do przodu jak kiedyś. Został z tyłu, tam szukając do siebie miejsca. Jego serce zabiło mocniej gdy zobaczył ją, jego Jaguś. Zaczął zbliżać się do niej. Wokoło ciemno było a ona siedziała na skraju ławki. Przyklęknął obok niej prawie dotykając czołem jej kolan. Nie od razu go spostrzegła, ale gdy zorientowała się, że to on serce jej zamarło i tchu brakło. Miłość wielka do tego mężczyzny rozpaliła jej serce i nic już nie widziała i nie słyszała tylko jego oddech. Wyszeptał jej do ucha, żeby przyszła któregoś wieczora za bróg bo musi z nią się rozmówić i że będzie każdego na nią czekał. Ta nie odpowiedziała, tchu jej brakło a serce łomotało w piersi. Gdy gruchnęła pierwsza kolęda oprzytomniała nieco, a Antka już przy niej nie było. Wycofał się na cmentarz i tam oddychał głęboko zimnym powietrzem przytomniejąc. Skoczył w końcu przez mur i pognał w pola.

  • Plemiona

Chłopi – Tom II – Rozdział V

Borynowie wrócili do domu o świtaniu i posnęli zaraz kamiennym snem. Jedyna Jagna, po spotkaniu z Antkiem nie mogła usnąć i wierciła się w łóżku. Wstała późno i snuła się po domu walcząc ze sobą i zastanawiając się czy ulec prośbie Antka. Ale byłby to grzech śmiertelny i na razie to ją powstrzymywało. Przy pierwszej okazji uciekła do matki i tam zajęła się robotą, ponieważ tej nie było w domu. Gdy wróciła do siebie gwarno tam było. Nastka z Józią gziły się, że słychać je było z daleka. Rozmawiano też o Magdzie, wygnanej przez organistę, która prawie zamarzła przed kościołem. Od Jagustynki dowiedziała się Jagna o bójce Antka z Mateuszem i że to w jej obronie stanął jej oblubieniec. Zmiękło zaraz jej serce na wieść o tym i już nie odganiała od siebie myśli o nim. Z coraz większą pogardą natomiast spoglądała na starego Borynę, który wydał się jej starym dziadygą przy Antku a jego przymilanie się doprowadzało ją do szału. Musiała jednak zmóc w sobie chęć wyjścia za bróg, ponieważ wszyscy przyglądali się jej bacznie. Wieczorem zasiedli wszyscy do wieczerzy i jedli powoli rozmawiając niewiele. Atmosferę ożywiło wejście kilku gospodarzy, których Boryna przywitał i częstował tabaką. W końcu powiedzieli, że są tu oby poznać czy jest on z nimi w sprawie lasu, który sprzedał dwór i po Trzech Królach ciąć będą. Maciej upewniał ich, że jest razem z nimi, ale nie chciał przyjść na zebranie gromady gdzie mieli ustalić co zrobią w tej sprawie. Tłumaczył się, że musi jechać do Woli, gdzie krewniacy dzielą się gruntem. Po ich wyjściu myślał, że nie taki on głupi, żeby się z nimi bratać przeciw dworowi. Miał on swoje cele i plany i chciał jak najwięcej wyciągnąć od panów, ale dla siebie. Rano Boryna wstał wcześnie i powiedział, że rusza do Woli. Jagna ucieszyła się i pomagała mu się zebrać jak najszybciej, ciesząc się, ze gdy go nie będzie pójdzie za bróg, tak, tak właśnie zrobi. Radosna była i krzątała się szybko, ale po chwili zmarkotniała i chwycił ją lęk. Poprosiła Macieja, żeby zabrał ją ze sobą, a ten trochę narzekając zgodził się. Po chwili ruszyli razem w drogę.

Chłopi – Tom II – Rozdział VI

Zawieja straszna zrobiła się na świecie. Boryna niecierpliwie chodził po domu wyczekując na wieści. Do wsi przyjechał dziedzic rozmówić się z gromadą i Maciej oczekiwał, że lada moment ktoś po niego przyjdzie. Nie mogą przecież niczego postanowić bez niego. Ponieważ jednak nikt nie nadchodził ubrał się i wyszedł. Niedługo po jego odejściu zjawił się jakiś mężczyzna z zapytaniem o niego, a dowiedziawszy się że gospodarza nie ma stwierdził, że poczeka na niego. Okazało się, ze szuka on Kuby, a od dobrodzieja dowiedział się, że był on u nich i pomarło mu się. Witek od razu odgadł, że musi on być bratem dziedzica, ponieważ od dawna już słychać o tym, że szuka on jakiegoś Kuby. Zaofiarował się również, że pokarze mu gdzie Kuba został pochowany. Ruszyli na cmentarz natychmiast. Po drodze Witek opowiadał panu Jackowi wszystko co wiedział o Kubie i jego chorobie, a ten przerywał mu czasem dopytując się o coś. Gdy dotarli do grobu dał chłopcu dwa złote i powiedział, że może wracać. Sam klęknął przed grobem parobka, czemu bardzo dziwił się Witek. Ale ponieważ bał się cmentarza w nocy, ruszył pędem do domu. Po drodze koło kościoła spotkał Antka, który wracał z pracy. Gdy ten dowiedział się, że starego nie ma a gospodyni jest sama serce zabiło mu mocniej i zamiast iść do domu skręcił z nadzieją za bróg. Witek opowiedział o wszystkim Jagnie, która na wieść o Antku wybiegła na ganek rozglądając się wokoło. Nic jednak nie zobaczyła, więc uspokoiła się nieco i poszła do obory doić krowy. Tam zjawił się Antek i złapał ją swoim żelaznym uściskiem, całując mocno w usta. Rozpaliło to ją bardzo, ale ponieważ pojawił się Witek, Antek musiał uchodzić. Powiedział tylko, że będzie czekał przy brogu i musi ona przyjść. Jagna była jak nieprzytomna, skończyła szybko dojenie, odniosła mleko i ruszyła w stronę brogu. Tam złapał ją Antek i padli w namiętnym uścisku. Ale nie było im dane dłużej rozkoszować się sobą. Usłyszeli głos Boryny wołający ją. Odskoczyli szybko od siebie. Jagna ruszyła w stronę domu, po drodze biorąc trochę drzewa i weszła do domu. Podejrzliwy Maciej wypytywał ją gdzie była a ona tłumaczyła się. Ale starego nie zwiodła. Zazdrość i podejrzenia powstały w jego sercu i zadomowiły się tam. Jagna zaczęła opowiadać o odwiedzinach pana Jacka, żeby tylko zmienić temat, a Boryna zastanawiał się co by one mogły znaczyć. Później wpadł Roch z informacją, że dziedzic zawziął się na Lipce i nikogo do wyrębu ze wsi nie weźmie. Maciej zły był ponieważ nie posłano po niego i sami wójt z kowalem i młynarzem radzili i nie miał pojęcia co się tam działo. Roch martwił się o komorników z Lipiec, ponieważ już teraz cierpieli głód i liczyli, że przy wyrębie znajdzie się dla nich robota. Maciej odpowiedział, że nie jego to sprawa i on lasu ciąć nie da. Księdza to sprawa zajmować się biednymi. Zawiedziony jego postawą Roch wyszedł, a Boryna odprowadził go w opłotki. Obszedł gospodarstwo i wrócił z zapaską Jagny, znalezioną przy przełazie. Ta na chwilę straciła mowę, a później zaczęła się tłumaczyć, że to Łapa wynosi różne rzeczy. Ale Boryna i tym razem nie uwierzył jej.

Chłopi – Tom II – Rozdział VII

W święto Trzech Króli, który mógł ciągnął do karczmy. Wszyscy byli spragnieni zabawy i tańców pierwszy raz po adwencie. Miały się tam odbyć zmówiny Małgośki Kłębianki i Wicka Sochy, a i szykowano się na omówienie różnych, ważnych tematów, jak choćby wykluczenie ludzi z Lipiec z wyrębu, który dziedzic miał zacząć lada chwila. Zjawił się tam również Mateusz, który poruszał się przy pomocy kija i zasiadł w koncie popijając gorzałkę. Gdy pojawił się Antek, wyciągnął do niego rękę na zgodę, stwierdzając że takiego mocarza jeszcze nie widział. Zaczęli do siebie przepijać, a Mateusz tak sprytnie poprowadził rozmowę, że wyciągnął od Antka wszystko na temat jego miłości do Jagny. Ten nie zauważył niczego, myśląc że się hamuje, ale jego kompan wiedział już to co chciał. Tymczasem w karczmie zabawa rozkręcała się. Pito gorzałkę, tańcowano, odgrażano się jedni drugim, a Jambroży opowiadał różne historię wywołując ogólne rozbawienie i śmiech. Tylko Mateusz i Antek siedzieli nadal w koncie popijając i rozmawiając. Zebrali się wokół nich synowie dziedziców i narzekali na ojców, że nie dopuszczają ich do gospodarstwa i ziemi bronią a sami nie umieją załatwić najprostszych spraw. Choćby z lasem i dziedzicem. Oni młodzi powinni wziąć sprawy swoje ręce i załatwić je jak trzeba. Jeżeli Antek ich poprowadzi to pójdą za nim wszyscy. Rozmowy zostały przerwane gdy do karczmy wszedł stary Boryna z Jagną i Józią. Antkowi serce zaczęło bić szybciej i gdy Maciej udał się do alkierza pić z gospodarzami, przysunął się do ukochanej, której wypieki wyszły na twarz, gdy go zobaczyła. Niewiele rozmawiali, ale zaraz ruszyli w tany, aż wszyscy zaczęli na nich spoglądać i dogadywać. Zła była na to i Józka, która pobiegła do ojca powiedzieć mu o tym. Ale ten stwierdził, że karczma jest od tego, więc niech tańcują. Dopiero gdy zgorszone kobiety wywiodły go z alkierza i pokazały jakie są to tańce, zbladł ze złości, złapał Jagnę i wywiódł z karczmy. Antek rzucił się za nimi gotowy do bitki, ale gdy wyszedł na mróz zatoczył się i padł w śnieg. Gdy się podniósł, Maciej krzykną żeby odszedł, bo nie ręczy za siebie, a ten cofnął się. Niedługo zjawiła się Hanka poinformowana o całym zajściu i ciągnęła męża do domu. Ten jednak odpowiedział, że w więzieniu byłby wolniejszy niż przy niej. Ruszył bezwiednie przed siebie zostawiając żonę i włóczył się po okolicy. W końcu dotarł pod kościół i zobaczył tam leżąca na śniegu krzyżem żonę. Serce mu zmiękło, podniósł żonę i poprowadził ją do domu.

Chłopi – Tom II – Rozdział VIII

Po zajściu w karczmie Boryna rozchorował się. Leżał w łóżku i nie odzywał się do nikogo, choć Dominikowa starała się usprawiedliwiać córkę. Przez cały tydzień w boleściach wspominał co opowiadano mu o Jagnie wcześniej i zęby ze złości zagryzał a czasem przeklinał do siebie. W sobotę podniósł się i ruszył na wieś gasić plotki. Starał się całe zajście w żart obrócić, ale nikt nie dawał mu wiary, a sołtys w oczy mu powiedział żeby nie bajał ponieważ on się zwieść nie da. Wrócił zaraz do domu zły i w swoje ręce wziął wszystko co się tam działo. Gonił wszystkich do roboty nie wyłączając Jagny. Ta chodziła smutna i cicha. Nie mogła sobie miejsca znaleźć i źle jej było. Cała sytuacja odmieniła się gdy Jagustynka dała jej rady jak powinna z chłopem postępować. Od tej pory kłóciła się z nim o wszystko najgłośniej jak mogła, Józkę ścigała bezlitośnie i nie dopuszczała Boryny do siebie. Starego wściekłość brała, ale nic poradzić nie mógł, musiał ustępować. Wykrzyczał do Jagustynki, że barankiem jego żona się wydawała a teraz okoniem staje. Ta, zawsze stając po stronie tego z kim rozmawia, poradziła mu żeby twardo wyganiać z niej zaczął humory, ponieważ później to i kłonicą nie da rady. Boryna jednak odpowiedział, że w domu jego takich rzeczy nie będzie. Niedługo potem przyszedł na kolędę ksiądz, który nastawiony przez Dominikową jął nauczać Borynę, że tylko zgodą można coś dobrego zbudować. Jagna w karczmie została zniewolona i siłą przez Antka zmuszona do tańca i to on jest wszystkiemu winny. Niczego innego tam nie było, mówił ksiądz. Maciej słuchając tego ucieszył się w duszy i od tego czasu zmieniło się w domu Borynów. Ale nie wróciła dawna wesołość, ponieważ zadry siedziały dalej głęboko. Nie wyzbył się on nieufności i na każdym kroku nadal pilnował Jagny. Ta nie była mu dłużna i przy pomocy Witka i Jagustynki co jakiś czas spotykała się z Antkiem za brogiem. Stara natomiast, złośliwa kobieta podjudzała tylko obie strony ciesząc się z tej zwady, ponieważ nienawidziła ona zarówno bogatych, którym lepiej od niej było, jak i biednych którymi gardziła. Doprowadziła do takiej złości i podejrzeń starego Borynę, że stwierdził on kiedyś do Rocha, że nie ma miejsca w Lipcach dla niego i Antka i żeby lepiej nie wchodził on mu w drogę.

Na wsi życie toczyło się swoim tempem. Ktoś umierał inni się żenili, jeszcze inni kłócili i godzili. Powoli zima dobiegała końca i wszyscy z utęsknieniem wyczekiwali na wiosnę. Któregoś wieczora gdy u Borynów wszyscy siedzieli w ciszy zajęci swoimi sprawami przyszedł wójt, zamknął się z Boryną i zaczął go namawiać żeby w sprawie z dworem przystał do nich, czyli do niego, młynarza i kowala. Zawarli oni umowę z dziedzicem i będą zwozić wyrąbywane drzewo. Dopuszczą go do spółki jeżeli tylko zgodzi się do nich przystać. Boryna pokalkulował, pomyślał i zgodził się, myśląc, że i tak swojego nie odda i przy sposobności się upomni a zarobić zawsze jest dobrze. Kazał też parobkom szykować sanie na jutro, ponieważ wójt przyniósł informację, że odbędzie się jego sprawa o krowę. Uradowany takim obrotem sprawy chodził po izbie wesoły. Gdy jednak nie znalazł tam Jagny ruszył jej szukać. Przyczaił się w ciemności i zobaczył ją przechodzącą przez przełaz. Wyskoczył zaraz i pytał ją gdzie była, ale ta odburknęła mu, żeby wiatru się pytał i poszła do chałupy. Wieczorem Maciej jakby nigdy nic zapytał czy chciałaby iść na zabawę do Kłębów, a  ta odpowiedziała, że chętnie by poszła skoro on nie broni. Stwierdził jeszcze tylko, że on późno wróci i trzeba mieć baczenie na chałupę.

Chłopi – Tom II – Rozdział IX

Pomimo śniegu i zawiei Hanka i stary Bylica wybrali się do lasu po susz. Szli razem z komornicami w jednym rzędzie bez słowa, ponieważ silny wiatr nie dawał szans na usłyszenie się. Hanka rozpamiętywała po drodze swoje położenie. Ścierpiała by wszystko, każdy krzyż, który zsyłał na nią Bóg, ale nie mogła przeniewierstwa Antka. Tego że zapomniał o domu i rodzinie, wszystko przepijał w karczmie i za tamtą latał. Gdy dotarli do lasu rozpoczęli zbieranie gałęzi. Hanka pracowała ciężko i uzbierała niezgorszą ilość. To samo zrobił Bylica i czas było ruszać do domu. Ciężka to była droga ponieważ wiatr nie ustawał wcale. Ruszyli skrajem lasu i doszli do drogi, którą wlekli się osłaniani przez topole. Hanka cały czas rozpamiętywała swoją krzywdę, ale szła coraz wolniej, ponieważ siły ją opuszczały. Gdy była już u kresu usłyszała sanie. To Boryna wracał z sądu jadąc z Jambrożym i Witkiem. Byli dobrze podpici, gwarząc głośno i podśpiewując. Przejeżdżając obok niej rozpoznał ją i zaproponował, że ją podwiezie. Ta  przyzwyczajona wykonywać jego polecenia bez słowa wsiadła. Maciej zaczął się jej wypytywać o dzieci i rozmawiać na różne tematy i zdziwiony był przemianą jaka w niej zaszła. Już nie odpowiadała mu ze strachem i uniżeniem jak dawniej. Rozmawiała jak z równym bez żadnego lęku. Boryna podwiózł ja pod chałupę i zaproponował żeby przyszła do niego choćby jutro. Znajdzie się coś dla nich u niego. W domu zimno było i ciemno więc szybko wzięła się za kolację i rozpaliła w piecu. Stary Bielica, który w końcu dowlekł się również przywieziony przez Bartka długo wygrzewał swoje stare kości. Później siedzieli przy kominie a on radził jej żeby uczyniła zgodę z Boryną i nie patrzyła na Antka. Hanka długo rozmyślała nad tym przędąc wełnę i podjęła decyzję, że tak zrobi. Kładła się już spać, gdy we wsi rozległ się krzyk i zobaczyć można było płomienie. Wybiegła z chałupy i spotkała tam Antka, całego osmolonego z rozerwanym Korzuchem i zakrwawionego.

Chłopi – Tom II – Rozdział X

Tego samego wieczora u Kłębowej zebrały się baby ze wsi na przęślicową wieczornicę. Każda z nich przynosiła ze sobą coś do roboty, coś do haftowania, przędzenia, szycia lub co bądź innego. Żeby tylko nie zostać posądzoną o to, że zebrały się tam tylko na ploty. Przyszły też młode dziewczyny z Józką i Jagną na czele, a za nimi przyciągnęli parobkowie i gwar się zaczął w izbie niezmierny. Baby opowiadały, plotkowały i kłóciły się, a młodzi stali wokoło śmiejąc się i popalając papierosy. Zjawili się też kolędnicy, wiodąc ze sobą niedźwiedzia, za którego przebrany był Jasiek, brat Jagny. Zaczęli odprawiać różne zabawy i gwar stał się jeszcze większy. Uciszyło się gdy zjawił się Rocho, który z kolei zaczął wszystkim opowiadać o dawnych czasach, królach, którzy się z chłopami bratali, o różnych dziwnych krajach, wojskach i potworach tam żyjących. Gdy skończył wszyscy jęli go wypytywać o szczegóły, a on cierpliwie odpowiadał. Teraz z kolei inni zaczęli opowiadać niestworzone historie o różnych potworach i niejedną strach obleciał i widziała za oknem świecące ślepia. Później znowu Roch zaczął opowieść o koniu, który zabił swojego pana bo mu się pracować nie chciało, a Pan Jezus kazał mu za to ciężko odpokutować a i inni snuli różne opowieści. Podczas nich wsunął się do chaty Antek, którego nikt nie zauważył poza Jagną. Opowieści sypały się jedna za drugą i nie było ich końca. W pewnym momencie jedna z dziewuch zobaczyła twarz za oknem i zlękła się bardzo a razem z nią wszyscy, aż Rocho musiał wychodzić na dwór, a później opowiedzieć historię o Matce Boskiej, żeby zapanował spokój. Wyratowała ona od mąk piekielnych grzesznika, który swą duszę diabłu oddał gdy go Bóg doświadczył, ale dzięki niej mógł się w ostatniej godzinie nawrócić i oddać Panu Jezusowi. Cisza zapanowała po tej opowieści, ale powoli znowu rozpoczęły się rozmowy, śmiechy i zabawa. Gdy ktoś powiedział, że Boryna już z sądów wrócił i teraz w karczmie pije, Jagna cicho wyszła a Antek ruszył za nią i nie zauważeni przez nikogo pognali w sady.

Chłopi – Tom II – Rozdział XI

Długo tak pędzili, aż wieś zniknęła w ciemności. Wtedy przypadli do siebie zdyszani szepcząc krótkie słowa, przerywane gorącymi pocałunkami. Cały świat przestał istnieć a oni zapamiętali się w sobie kochając się namiętnie. Gdy opamiętali się trochę zaczęli dostrzegać gdzie są i co się wokół nich dzieje. Dostrzegli i usłyszeli różne zwierzęta, a gdy pojawiły się wilki, postanowili wracać. Gdy doszli do wioski Jagna zaczęła płakać, sama nie wiedząc dlaczego. Antkowi również popsuł się humor i wydawało mu się, że widzi jakiś cień za płotem. Postanowili schować się w brogu i tam też się udali. Cień ruszył za nimi i gdy schowali się w głębokiej dziurze tam się znajdującej przypadł obok niej chwilę nasłuchując. Potem odszedł, ale zaraz wrócił z wielką wiązką słomy. Zatkał otwór i podpalił. Powoli ze słomy podnosić zaczęły się płomienie, a Boryna stojąc z widłami czatował na chowających się kochanków. Ci, gdy zorientowali się co się dzieje wpadli w panikę. Na szczęście Antek naparł z całej siły na przesłonę i wypadł z broga. Tam czekał już na niego stary z widłami. Przybił go do ziemi, ale nie trafił dobrze. Antek zerwał się rąbnął Macieja w piersi i pognał w cały świat. To samo uczyniła Jagna i Boryna stał wściekły, rycząc „Gore”!!! Po chwili zaczęli się zbiegać ludzie, a ogień stawał się coraz większy.

Chłopi – Tom II – Rozdział XII

Ranek odsłonił pogorzelisko, które tliło się jeszcze. Wokół zbierało się coraz więcej ludzi, którzy plotkowali na temat tego co się stało. Ogólnie mniemano, że to Antek podpalił bróg, ponieważ nie raz odgrażał się że to zrobi. Potępiano też Jagnę, rozpustnicę i coraz większe wzburzenie ogarniało zebranych. Doszło do tego, że tłum ruszył wymierzyć sprawiedliwość. Antek i Jagna mogli czuć się zagrożeni. Ale wszystko uspokoił ksiądz, który nadszedł z Panem Jezusem do umierającego. Wszyscy zatrzymali się, uciszyli a potem padli na kolana. Gdy przeszedł, gniew jakby rozwiał się na wietrze i wszyscy zaczęli się rozchodzić. Domysłom i gaworzeniom jednak nie było końca. Koło południa przyjechał pisarz ze strażnikiem. Siedzieli u Boryny do wieczora, kiedy to wbrew oczekiwaniom wszystkich, spodziewających się zobaczyć zakutego w kajdany Antka, odjechali sami. Konsternacja wdarła się do wsi. Nikt nie wiedział co o tym myśleć i kto w końcu podpalił bróg. Jedynymi, którzy mogli coś na ten temat powiedzieć byli wójt i sołtys, ponieważ byli przy przesłuchaniu Macieja. Oni jednak milczeli. Ogólnie potępiano Jagnę, a dostało się też Dominikowej. Następnego dnia wszystko wróciło na właściwe tory i życie w Lipcach toczyć się zaczęło swoim zwykłym rytmem. Szykowano się do ostatków przed wielkim postem. Nic takiego nie działo się natomiast u Hanki. Od Weronki dowiedziała się o tym co zaszło i przez dwa dni była jakby nieobecna. Dopiero na trzeci dzień otrząsnęła się i postanowiła skorzystać z zaproszenia Boryny. W środę popielcową po mszy poszła do niego i długo rozmawiali nie tając przed sobą niczego. Gdy odchodziła Maciej kazał Witkowi zanieść do jej chałupy co tylko było pod ręką i mówił, żeby przychodziła choćby co dzień. Antek, gdy zobaczył Witka i to co przyniósł, kazał Hance odnieść to skąd wzięła, ale ta nie ulękła się. Wygarnęła mu wszystko co nagromadziło się w niej przez wszystkie lata i czego nigdy nie wypowiedziała, a Antka odeszła złość i wielki wstyd ogarnął jego duszę. Jedyną myślą, która tliła się teraz w głowie była zemsta i nic więcej go nie obchodziło, ni rodzina, ni ludzie we wsi. Spotykał się też z Jagną w stodole Dominikowej. Nie było w niej już takiej ochoty jak dawniej do tych spotkań, ale Antek zagroził, że jeżeli nie przyjdzie na każde jego zawołanie to w biały dzień, w jej chałupie spierze ją jeszcze bardziej niż Boryna. Chcąc nie chcąc przychodziła, aż do dnia kiedy Szymek poinformował Antka, że wróciła do męża, godząc się z nim. Od tej chwili krążył wokół domu chcąc się z nią spotkać, ale ona nie pokazywała się. W końcu poszedł na nieszpory tam spodziewając się ją znaleźć. Nie zastał jej tam jednak. Stało się coś innego. Ksiądz widząc go, podczas kazania potępił go i jego zachowanie, mówiąc ludowi że takiego grzesznika należy izolować, a jeżeli skruchy nie okaże, krzywd nie naprawi to wyrwać jak chwasta. Antka te słowa uderzyły jak baty. Wyszedł z kościoła długo włócząc się po polach. Zrozumiał nagle swoje winy i rozpacz go ogarnęła. Wrócił do wsi pragnąc nagle towarzystwa, ale wszyscy się od niego odwracali. Włóczył się więc dalej po wsi nie wiedząc co się z nim dzieje. A gdy wszyscy już usypiali wykrzyczał jednak, że swojego nie daruje, wygrażając pięściami całemu światu.

Chłopi – Tom II – Rozdział XIII

Była połowa marca. Na świecie rozpoczęły się roztopy i miało się na wiosnę. Jak zwykle w takim czasie głód zaglądał do chałup a wraz z nim choroby, które niejedną duszę zabierały do księżej obory. Wszyscy z utęsknieniem wypatrywali słońca i końca pluchy i zapomnieli o zimowych wydarzeniach mając własne problemy. Pewnego dnia gruchnęła wiadomość, że dziedzic rąbie chłopski las. Jedni nie chcieli dać temu wiary, inni mówili, że już wiele jest wycięte. Plotki jak zwykle roznosiła Jagustynka dodając od siebie wiele. Dotarła z nimi do domu Boryny. Ten słuchał, ale nie komentował ich. Od ostatnich wydarzeń zmienił się. Zhardział jeszcze i stał się twardszy, choć i wcześniej był nieustępliwy. Przestał się garbić i znowu chodził z dumnie podniesioną głową. Jagnę traktował jak dziewkę, zaganiając do najcięższych robót, a ta nie była mu dłużna pyskując ile tylko mogła. Nieraz więc rzemień wpadał staremu w ręce albo i coś cięższego. Jagna cierpiała bardzo, ale i nie była Maciejowi dłużna, nienawidząc go również. Spotykała się nadal z Antkiem, ale nie robiła tego już z miłości. Bardziej ze strachu przed nim. On czuł to i złość go brała, aż któregoś razu gdy sztywna przy nim była i zdawkowo mu odpowiadała nie wytrzymał i wygarnął jej wszystko ją obwiniając za wszelkie swoje niepowodzenia i odtrącenie. Na koniec rzucił się do niej z pięściami, ale opamiętał się w ostatniej chwili. Odepchnął ją tylko i ruszył przed siebie nie chcąc jej więcej widzieć. Jagnę ogarnęło przerażenie i ruszyła za nim rzucając się mu na szyję i prosząc aby jej nie odtrącał. Antek jednak rzucił ją na ziemię i pognał w swoją stronę. Dziewczyna leżała szlochając, myśląc że znowu wielka krzywda się jej dzieje. Wracając zapłakana minęła przy ganku Kłęba, który przyniósł nowinę, że faktycznie las chłopski rąbią. Gruchnęła ta wiadomość zaraz po wsi. Przedniejsi gospodarze zebrali się u Kłąba i tam radzili. Komornicy zaś i biedota obradowali w karczmie gdzie pierwszy zaczął podjudzać ich Antek. Początkowo niechętnie słuchali jego słów, pamiętając niedawne jego występki. Ten jednak nie zważał na to i dalej gardłował, aż w końcu porwał naród i tumult uczynił się w karczmie. Dołączyli do niego zaraz inni przedstawiając jaka krzywda się im dzieje. Jednak gdy podpili nieco i coś zjedli zapał ich minął i zaczęli się rozchodzić do domów. Jedynie Antek z Kobusem i Mateuszem ruszyli do Kłąba i razem z gospodarzami coś uradzili. Rano ten pierwszy zaczął bić w dzwon, a pozostali latali od chałupy do chałupy waląc w drzwi i nawołując wszystkich do marszu na las. Zebrali się wszyscy pod karczmą i czekali na Borynę, którego wszyscy mieli za przywódcę. Gdy się zjawił przemówił do nich wypominając wszystkie krzywdy jakie doznali od dworu i nakazał marsz na las. W dwa pacierze wszyscy byli gotowi i droga zapełniła się ludem. Tylko kowal wskoczył na konia i pognał bocznymi drogami do dworu, a Antek, który gdy przybył ojciec schował się w karczmie, wziął od Żyda fuzję i ruszył na przełaj. Gdy dotarli do lasu rozpoczęła się bitwa ponieważ i ze dworu przyszła pomoc dla rębaczy. Długo zmagali się między sobą nie szczędząc wysiłków i kości. Antek spóźnił się znacznie, a gdy przybył zobaczył ojca zmagającego się z borowym. Przykucnął przy drzewie, wyciągnął fuzję i zaczął mierzyć w ojca. Jednak w tym momencie borowy rozbił jego głowę kolbą i krew zalał mu twarz. Antek krzyknął na cały głos „Ojciec”!!! i ruszył do niego. Złapał go przytrzymując jego głowę. Nagle wszelka złość do niego minęła i odezwała się synowska miłość. Chwilę później wpadł w szał, dopadł borowego zmógł go a później w szale prawie sam pokonał resztę broniących się. Po wygranej bitwie wszyscy ruszyli w drogę powrotną. Borynę złożono na saniach, a przy nich podążał Antek przerażonym wzrokiem wpatrujący się w wciąż krwawiącą głowę ojca. Ten ocknął się na chwilę i widząc syna cicha radość opromieniła mu twarz. Szepnął do niego „Tyżeś to synu”? i omdlał znowu.

KONIEC TOMU II

<<Chłopi – Tom I Jesień                                                                                                 Chłopi – Tom III Wiosna>>


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u